Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

26588 miejsce

100 tysięcy pierogów na krakowskim festiwalu

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2006-08-15 07:22

Tatarskie kibiny, kulebiaczki, krokiety, z kapustą, a nawet ze szpinakiem, cepeliny w kształcie sterowców, ukraińskie czebureki, specjały meksykańskie i senegalskie...

Prawie 100 tys. pierogów przygotowali restauratorzy na IV Festiwal Pierogów, który zakończył się w Krakowie. Niekwestionowanym zwycięzcą okazało się Królestwo Pierożka.

fot. AKPANa festiwalu pojawiło się aż 12 rodzajów pierożków, proponowanych przez siedem restauracji. Królowały pierogi pikantne. Z owocami, na słodko były tylko dwa - ze śliwką kalifornijską z restauracji El Paso i wiśniowe z Królestwa Pierożka przy ulicy Kurniki. Te ostatnie zdobyły najwięcej punktów w głosowaniu publiczności.

– Takich pierogów jak moje nie ma nigdzie - zarzekała się właścicielka Królestwa Pierożka, Ludmiła Plucińska z pochodzenia Ukrainka. Gotowaniem pierogów i prowadzeniem pierogowej restauracji trudni się od lat. – Zawsze na święta staram się robić pierogi z makiem. Tym razem chciałam pokazać coś niezwykłego, czego nie będzie miał nikt inny. A czeburek na Ukrainie je każdy. Bardzo dobre są do piwa.
I rzeczywiście. Drugie pierogi z Królestwa Pierożka, popularne ukraińskie czebureki, duże pierogi z ciasta drożdżowego, smażone na głębokim oleju również cieszyły się dużym wzięciem. W głosowaniu jury wyprzedziły klasyczne ruskie z restauracji Bohema, dając lokalowi miano Krakowskiego Mistrza Pierogów.
fot. AKPA
Kolejki chętnych ustawiały się także po klasyczne wyroby Kawiarni Ważka - ruskie i z mięsem, a także śląskie specjały jedynego spoza Krakowa gościa, czyli karczmy Rajcula z Paniówek pod Gliwicami. Szczególnie jeden produkt "karczmarzy" budził zaciekawienie - pierogi górnośląskie, z krupniokiem i cebulką, które zjedzono już w sobotę. Brać dziennikarska wolała polską klasykę, czyli pierogi z kaszą gryczaną i wędzonką, serwowane przez restaurację Bohema.

Festiwal Pierogów, impreza głośna, z muzyką i z gruntu wesoła (ci, którzy lubią jeść, nie mogą być przecież ponurakami) to atrakcja przede wszystkim turystyczna - na Małym Rynku rozlegały się słowa włoskie, angielskie, niemieckie, nie brakło Duńczyków czy Holendrów. Dopisali - przynajmniej w pierwszym dniu, bo w niedzielę organizatorom szyki popsuła nieco pogoda - także krakowianie, od samego rana ustawiający się w długaśnych kolejkach. Restauratorzy, pytani o przygotowania odpowiadali, że na Festiwal ulepili po około 100 tys. pierogów.
Monika Frenkiel

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.