Pozycja materiału w rankingach:

To była rozmowa, która nigdy nie powinna się odbyć... Czy niektórzy rodzice zdają sobie sprawę z tego, że są rodzicami? Czy to szkoła jest winna przestępstw popełnianych przez młodych ludzi? A może jednak nie do końca?
Jak co dzień wsiadłem do "siódemki", którą jeżdżę do mojego liceum. Nie spodziewałem się tego, co za chwilę nastąpiło. Przysłuchiwałem się rozmowie, która nie powinna się nigdy wydarzyć. Brali w niej udział rodzice wyglądający na ok. 20 lat w obecności swojego dziecka(4-5 lat).
Mama: W tym tygodniu to ty zajmujesz się małym. Teraz ja sobie poimprezuję.
Tata: Pie... się. Nie będziesz mi mówiła co mam robić. To twój bachor i to ty się masz nim zajmować.
Mama: Tak myślisz gnoju?! Słyszysz synku, co ten ciul o tobie powiedział? Pokaż tatusiowi "fuck you" (środkowy palec) - ucieszony maluch pokazuje tacie środkowy palec.
Tata: O ty pi.... , widzisz czego uczysz dziecko? Powinni cię zamknąć.
Kłótnia była coraz żywsza, aż w końcu rodzice z dzieckiem wysiedli z tramwaju. Ludzie będący świadkami tej "rozmowie" byli zszokowani. Nie obeszło się bez komentarzy.
Przypomniałem sobie ostatnie zdarzenia z polskich szkół. Pobicia, zastraszania, molestowanie itp. Kto jest winny zachowaniu tych dzieci? Nauczyciele? Czy szkoła nie sprawuje należytego nadzoru nad uczniami?
Po tym co zobaczyłem i usłyszałem moje nastawienie zmieniło się diametralnie. Dlaczego to szkołę obarcza się odpowiedzialnością? Czy to nie rodzic powinien nauczyć dziecko, jak powinno się zachowywać? Kim ten chłopczyk będzie w przyszłości? Nie chcę w tym miejscu snuć domysłów, ale nie zdziwię się, jeśli dopuści się on kiedyś podobnych czynów, co w ostatnich tygodniach np. gimnazjaliści z Gdańska. I nie będzie to wina szkoły jako instytucji spełniającej także rolę wychowawczą, ale rodziców, którzy nie potrafią wychować dziecka, dając mu na każdym kroku zły przykład.
Takich patologicznych rodzin w Polsce jest zapewne więcej, więc nie dziwmy się, że dzieci popełniają w szkołach przestępstwa. Brak autorytetu powoduje, że wielu młodych ludzi uważa swoje zachowania za normalne... przecież tak ich wychowano.
Zobacz także:
Artykuły
(28)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(4.67)
Wiek: 24 | Miejscowość: Świętochłowice/Bielsko-Biała | Kraj: Polska
O mnie: Absolwent III LO im. Stefana Batorego w Chorzowie Student Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Anna Panek 20.11.2006 15:51
Przeczytałam artykuł, komentarze i jestem pod wrażeniem. Zgadzam się z autorem co do autorytetu rodziców albo raczej jego braku. A pani Magda według mnie oczywiście ma rację. Szkoda, że jest tak niewielu ludzi, którzy reagują w takich i im podobnych sytuacjach. Pozdrawiam!
Mir Nalezińskí 06.11.2006 08:43
Marzy mi sie sytuacja - autobusem jedzie 2-3 policjantów w cywilu (przeszkolonych do takich zadań) i taki jeden zaczyna bluzgać. Jeden z p. podchodzi i zwraca grzecznie uwagę. Jeśli gościu się uspokaja to OK. Jeśli jednak bierze się do bicia, pozostali pomagają w okajdankowaniu faceta i wytarganiu na komendę. Tam - w trybie przyspieszonym osąd i minimum tydzień paki.
Ale to marzenia...
Magdalena Tobik 05.11.2006 19:01
Mirna, odzywkę nr 1 i nr 2 usłyszałam. I to nie raz. Zdziwisz się, ale częściej były to przeprosiny albo milczenie i "burak" na twarzy (może to dlatego, że Kraków to takie kulturalne miasto:)). Do takich sytuacji trzeba podchodzić z rozsądkiem. Odradzam wtrącanie się w takie sytuacje, jeśli ktoś ma słabe serce, albo przed nim stoi grupka łysoli, która w każej chwili może ci "wsadzić kosę pod żebro". W takich sytuacjach ja też się nie wtrącam, ze strachu. Ale gdy widzę jakiegoś lekko podchmielonego gościa albo smarkule, które się w mojej obecności wyrażają, a na dodatek nie jestem sama, to reaguję. Nie naprawię świata, wiem, ale to mi dobrze robi na samopoczucie.
ps. Przydałaby mi się plazma :)
Mir Nalezińskí 05.11.2006 18:37
1. Oczywiście - przykład jest skandaliczny i dobrze, że go napisałeś. Często dochodzi do podobnych historii, ale ta jest wyjątkowa i dobrze, że nie przepadnie jak wiele innych. To trzeba dokumentować.
2. Pani Magdo - przecież Pani wie, że po zwróceniu uwagi takiemu menelowi mogą być dwie typowe odzywki:
"Tak, dziękuję Panu za pouczenie i wszystkich przepraszam. To się nigdy nie powtórzy. Przepraszam"
albo -
"Czego się sk. wtrącasz? To nasze sprawy! Morda w kubeł!* A do tego żona - czy myślicie, że poparłaby pasażera? W tego typu dyskusjach, współmałżonkowie nagle przechodza na stonę drugiego współmałżonka.
Istnieje jeszcze trzecia możliwość -
"Przepraszamy Państwa. Jesteśmy dziennikarzami i kręcimy program o znieczulicy. Od paru lat kręcimy, bachor już wyrasta z wózka i Pan jest pierszy, który nam zwrócił uwagę. Pan dostaje plazmowy telewizor".
Przemysław Styrna 05.11.2006 10:54
Naprawdę jestem pod wrażeniem tego co napisałaś Pani Magdo. Wątpię, że zadziałałaby presja tłumu w tym przypadku, a nawet gdyby to czy jesteśmy w stanie coś zmienić? Czy ten "Tata" zmieni się po usłyszeniu uwag w swoim kierunku? Sądzę, że nie...tacy ludzie nie zmieniają się jak w filmach...
Emil Szarek 05.11.2006 10:47
Witam, jestem w szoku po przeczytaniu tego materiału, jak można tak się zachowywać i to w obecności dziecka.
Zgadzam się, że to rodzice są wzorem do naśladowania i to od nich dziecko się uczy, a czy wyrośnie na normalnie funkcjonującą
jednostkę zależy od nich. Można sobie wyobrazić jakimi rodzicami są ludzie nastolatków którzy doprowadzili do samobójstwa dziewczynki z Gdańska (Ani). Pozostawiam bez komentarza......
Magdalena Tobik 05.11.2006 10:41
Ale "Tata" był jeden, a domyślam się, że ludzi więcej. Myślę, że "Tata" nie odważyłby się na jakieś rękoczyny, co najwyżej bluznąłby swoją wiązanką. Myślę, że w tej sytuacji zadziałałaby presja tłumu. Ale może się mylę.
Ja w takich sytuacjach zazwyczaj reaguję (chyba, że jest to banda łysych, wtedy – przyznaję – boję się). Zazwyczaj mówię tak (obowiązkowo z przylepionym uśmiechem): Przepraszam pana/panią, ale państwa słownictwo bardzo mnie razi. Czy byliby państwo łaskawi zaprzestać używać słów wulgarnych lub wyrażać się ciszej?
Może się zdziwisz, ale to działa w 8 przypadkach na 10. Ludzie się zazwyczaj czerwienią i szybko wysiadają. Może przynajmniej jeden pomyśli o tym w domu i zastanowi się nad swoim zachowaniem. Nie jestem naiwna, wiem, że nie naprawię świata. Ale to nie znaczy, że mam przestać próbować :)
Przemysław Styrna 05.11.2006 10:22
Rozumiem Twoje zbulwersowanie Pani Magdo, ale proszę postawić się w mojej sytuacji i sytuacji ludzi przysłuchujących się tej rozmowie. Wygląd tego "taty" naprawdę nie zachęcał do wdawania się z nim w dyskusje na tematy wychowawcze. Jestem przekonany, że Pani również stwierdziłaby, że nie warto z tymi ludźmi dyskutować. Nikt nie zareagował dlatego, że ludzie boją się i wolą nie wtrącać w takie sprawy. Nikt przecież nie chciałby wysiąść z tramwaju szybciej, co często się zdarza jeśli ktoś chce "naprawiać świat".
Katarzyna Straś 05.11.2006 10:20
Tak Magdo to jest także wszystkich nas wina, czyli całego polskiego społeczeństwa. Nauczyliśmy się udawać, że rzeczy dziejące się gdzieś z boku, na ulicy , czy u sąsiadów nas nie dotyczą i nie reagujemy.
Magdalena Tobik 05.11.2006 10:10
A ja zapytam tak. Dlaczego nikt z tego tramwaju nie zareagował, gdy wokół padały wulgaryzmy? Czy nikomu to nie przeszkadzało? Zapewnie nikt nie chciał się wtrącać w "sprawy rodzinne". Świetnie. Jeśli będziemy obojętnie reagować na takie sytuacje (nie ważne, czy to kłótnia rodzinna za ścianą, czy awantura na ulicy), to pretensje, że wokół jest tyle chamstwa i przemocy, możemy mieć także do siebie.