Facebook Google+ Twitter

10. tytuł polskich deblistów. Czy znowu odbiorą im trofeum?

„Fryta” i „Matka” roznieśli swoich przeciwników w finale Malaysian Open 6:2, 6:1. Mecz trwał 54 minuty i był popisem naszych eksportowych rakiet. Rosjanin Kunitsyn i Czech Levinsky nawet przez chwilę nie byli w stanie nawiązać walki.

Fyrstenberg i Matkowski z braćmi Bryan przed sesją zdjęciową podczas turnieju Masters Cup Shanghai 2008 / Fot. foto: D. FyrstenbergTo był mecz bez historii. W swoim 23. finale Fyrstenberg i Matkowski górowali w każdym elemencie gry nad niedoświadczoną parą Kunitsyn / Levinsky. Polacy zaserwowali 5 asów, czterokrotnie przełamali podanie przeciwnika. Przeciwnicy mieli dwie szanse na przełamanie serwisu Polaków, ale ani razu im się to nie udało. Polacy swój 10. tytuł ATP zdobyli po niecałej godzinie gry.

„Dzisiaj wszystko wychodziło - mówi Fyrstenberg. To wynik naszego nastawienia do tego meczu, bo od początku byliśmy maksymalnie skoncentrowani i nie pozwoliliśmy sobie nawet na moment dekoncentracji. Jak się szybko zdobywa dużą przewagę, to łatwo o chwilę rozluźnienia, a przeciwnik tylko na to czeka. Nie raz doświadczyliśmy takiej sytuacji, chociażby w wygranym półfinale z parą Damm / Lindsted. Wydawało się, że kontrolujemy mecz, a tu przytrafił się nam słabszy gem, który mógł mieć wpływ na końcowy wynik. A wracając do finału, to drugim istotnym elementem było nasze doświadczenie. Malaysian Open to pierwszy wspólny turniej pary Kunitsyn / Levinsky. Nigdy wcześniej razem nie grali, a tu doszli aż do finału. No i zabrakło doświadczenia, zgrania. Staraliśmy się to bezwzględnie wykorzystywać” - podsumowuje polski deblista.

Gdzie jest trofeum

Trofeum Malaysian Open to już drugie zdobyte w tym roku przez polską parę. Ale czy na pewno?
„Po naszym zwycięstwie w Eastbourne otrzymaliśmy niewielki srebrny puchar - mówi Fyrstenberg. Trzymaliśmy go dumnie podczas sesji zdjęciowej. Po ceremonii schowałem go do torby i poszedłem do szatni. Byłem już w korytarzu, nagle słyszę za sobą krzyki. Odwracam się a tu biegnie do mnie dwóch ochroniarzy i jakiś angielski gentelman. Kulturalnie lecz stanowczo poprosili o zwrot pucharu. On był tylko do zdjęcia. W zamian dostaliśmy… dyplom” - śmieje się Fyrstenberg.

Tenisiści nie mają czasu na świętowanie. O 23.00 mają samolot do Pekinu. Lecą na kolejny turniej w Azji, China Open, który organizowany jest na obiektach olimpijskich. Jest to bardzo silnie obsadzona impreza. Polacy są tam rozstawieni z numerem 4. Numer jeden to para Nestor / Zimonjic, nr 2 - bracia Bryan. W pierwszej rundzie Polacy zagrają z niebezpieczną parą James Blake (USA) / Andy Ram (Izrael).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Tak wyglądał ten puchar :) http://www.zimbio.com/pictures/DLdfRG_Vdkz/AEGON+International+Day+Five/p3p-3WxxbzL/Mariusz+Fyrstenberg

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale się przeraziłem po przeczytaniu początku artykułu; całe szczęście zawiódł mnie wzrok i przeczytałem "FryTka" zamiast "Fryta" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.