
7 marca rozpoczęła się 11. edycja "Tańca z Gwiazdami". Już wiele razy twórcy zarzekali się, że "ta edycja będzie ostatnia". Na razie takich deklaracji nie ma. No bo po co wyrzucać kurę, która znosi złote jaja?
16 kwietnia 2005 roku niespełna 3 miliony telewidzów zasiadły na kanapie w niedzielny wieczór, żeby obejrzeć nową produkcję TVN-u. Ówcześni prowadzący,
Hubert Urbański i Magda Mołek, przedstawili wtedy 8 par. Tytułowych "gwiazd" raczej tam nie było. Wygrał prezenter
Olivier Janiak.
To było niespełna 5 lat temu. Co się działo przez ten czas? Zmieniali się prowadzący (najpierw w 2. edycji pojawiła się
Katarzyna Skrzynecka zamiast
Magdy Mołek, potem w 6. na miejsce
Huberta Urbańskiego wskoczył
Piotr Gąsowski), rodziły się związki (tu można by wymieniać bez liku), a nawet małżeństwa, były też romanse domniemane. "Taneczny boom" ogarnął całą Polskę - namnożyło się szkół tańca, pojawiły się kursy na płytach i w gazetach. Do grona osób polskiego show-biznesu dołączyli tancerze z programu, którzy do dziś pojawiają się w prasie kolorowej i na plotkarskich portalach, choć w "Tańcu z Gwiazdami" już nie występują. W show promowały się pogodynki, nikomu nieznane piosenkarki, gwiazdki jednego serialu (najczęściej produkcji TVN-u).
Program "Gwiazdy tańczą na lodzie" nie zyskał już takiej popularności. Mimo obecności
Dody, która wszczynała kłótnie z uczestnikami, show miało tylko 3 edycje. Natomiast 1. odcinek 11. serii "Tańca..." obejrzały ponad 4 miliony widzów! To więcej, niż miała pierwsza edycja, niewiele mniej niż edycje 3-7. W swojej szczytowej formie program miał blisko 7 milionów widzów.
Teraz prawie nikt nie mówi, że ogląda "Taniec z Gwiazdami". Ten tytuł to według wielu "najgorszy chłam", synonim sztuczności, "nabijania kieszeni". Skąd więc taka popularność najnowszej edycji? Czy to za sprawą obecności
Julii Kamińskiej, którą widzowie stacji pokochali miłością pierwszą za sprawę serialu
BrzydUla? Trudno powiedzieć. Fakty pozostają faktami - show było i jest jednym z najbardziej oglądanych programów rozrywkowych. Czy kiedyś się skończy?