Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21361 miejsce

11 tysięcy funtów na otarcie łez po śmierci żony

  • Źródło: OhmyNews
  • Data dodania: 2006-08-23 07:42

Arkadiusz Brandt z Wągrowca w zamachu terrorystycznym w Londynie stracił żonę Annę. Teraz walczy z rządem brytyjskim o odszkodowanie za jej śmierć. Wtórują mu dziesiątki rodzin z Wysp Brytyjskich, dla których 11 tysięcy funtów to za mało.

Jako przykład rodziny ofiar wskazują USA, gdzie rodzinom ofiar zamachu na WTC wypłacono po 2 miliony dolarów.
Anna Brandt zginęła 7 lipca 2005 roku w zamachu terrorystycznym w Londynie. Miała 43 lata. Do Anglii wyjechała dwa lata wcześniej. W zamachach w londyńskim metrze zginęły 52 osoby, w tym trzy Polki.
– Do dziś nie mogę otrząsnąć się po jej śmierci. W jednej chwili straciłem żonę, a nasze dzieci matkę – mówi Arkadiusz Brandt, mąż pani Anny.
Anna Brandt zginęła 7 lipca 2005 roku. Miała 43 lata. fot. archiwum rodzinne
Nierówne odszkodowania

Tuż po zamachu brytyjski rząd stworzył specjalny fundusz na rzecz odszkodowań dla rodzin ofiar. – Wiem, że niektóre angielskie rodziny otrzymały po 270 tysięcy funtów, natomiast nam chcą dać 11 tysięcy. Większe odszkodowanie otrzymali rolnicy z Wielkiej Brytanii, których krowy zachorowały na BSE – mówi pan Arkadiusz.
– W powszechnej opinii brytyjskiego społeczeństwa odszkodowania są śmiesznie niskie, zwłaszcza w porównaniu do 2 milionów dolarów, jakie otrzymywali od rządu Stanów Zjednoczonych bliscy ofiar zamachów z 11 września 2001 roku w Nowym Jorku – pisze w korespondencji dla Gazety Poznańskiej Jaromir Rutkowski z londyńskiego Polish Express.
– Stowarzyszenie na rzecz ofiar przestępstw (Victims of Crime Trust) twierdzi, że odszkodowania dla ofiar zamachów i ich bliskich powinny być sto razy wyższe.
– Ta tragedia dotyka nie tylko jej bezpośrednie ofiary, ale także ich rodziny i całe społeczności – powiedział BBC jego rzecznik Clive Elliot. – Rząd powinien stanowczo podnieść wysokość rekompensat – dodał.

Wracają wspomnienia

Krótko po śmierci żony Arkadiusz Brandt postanowił wyprowadzić się z dużego domu na jednym z wągrowieckich osiedli, w którym mieszkał z małżonką.
– Wszystko kojarzyło mi się z Anną, więc przeniosłem się do swojej matki. Nie stać mnie było na samotne utrzymywanie tak dużego domu. Żyję tylko z renty – tłumaczy wągrowczanin. Jak mówi mężczyzna, po zdarzeniach z 7 lipca, pomoc rodzinom ofiar oferowało wielu, jednak szybko o nich zapomniano.
– Z polskich władz kondolencje przysłał tylko burmistrz Wągrowca i wojewoda. Listy kondolencyjne z Londynu dostałem dopiero w marcu tego roku. W dodatku były po angielsku, a ja nie znam tego języka – mówi mężczyzna.

Samotna walka

fot. archiwumBrandt się jednak nie poddaje. – Nie jestem pazerny na pieniądze – zapewnia – chcę jednak, by ofiary zamachów terrorystycznych i ich rodziny traktować podobnie. Konsul Polski w Londynie odezwał się do mnie dopiero, gdy napisałem do niego e-maila. Początkowo sprawiał wrażenie, jakby nie wiedział o odszkodowaniach. Nie umiał wytłumaczyć, czy te wspomniane 11 tysięcy funtów to jakaś pomoc doraźna. Liczyłem, że może zaproponuje nam jakąś pomoc ze strony adwokata. Przecież w zamachu oprócz mojej żony zginęły jeszcze dwie inne Polki – dodaje. Brandt chce walczyć o finansową równość przed sądem.
– Sprawa jest o tyle trudna – mówi adwokat Grzegorz Tomaszewski – że odszkodowanie powinna wypłacić osoba, która wyrządziła szkodę – w tym przypadku terroryści, którzy zginęli. Jeśli pan Brandt chciałby wyższego odszkodowania niż jest mu oferowane, musiałby udowodnić przed sądem w Wielkiej Brytanii winę tamtejszego rządu, ewentualnie kolei podziemnej, polegającą na konkretnych zaniedbaniach.

Utrudnienia coraz większe

Przedstawiciele władz brytyjskich mówią jednak, że pieniędzy przekazywanych rodzinom ofiar nie można traktować jako odszkodowania.
– Nie są one i nie mogą być traktowane jak cokolwiek więcej, niż tylko wyraz publicznego współczucia i zrozumienia dla rozpaczy bliskich ofiar – wyjaśnił w wypowiedzi dla BBC Howard Webber z Criminal Injuries Compensation Authority. – W sprawie ofiar zamachów kierujemy się tymi samymi zasadami, co w przypadku ofiar zwykłych przestępstw – dodał.
W sprawie odszkodowań rozczarowani są nie tylko Polacy. Stan ten pogłębia fakt, iż spodziewane są dalsze poważne opóźnienia w wypłacaniu odszkodowań, gdyż rząd zdecydował właśnie o zamknięciu londyńskiego oddziału Criminal Injuries Compensation Authority, pozostawiając jedynie jego główną placówkę w Glasgow.
– Ta decyzja ma na celu oszczędności budżetowe, ale jest zdecydowanie wbrew interesowi ofiar – skomentował Mark Serwotka, sekretarz generalny Związku Zawodowego Służb Publicznych i Komercyjnych w Londynie.

Do pół miliona funtów

Brytyjski rząd zaoferował ofiarom zamachów w Londynie w 2005 r. oraz ich rodzinom pomoc finansową. Zajmuje się tym agenda odpowiedzialna za pomoc ofiarom przestępstw – Criminal Injuries Compensation Authority. Według jej komunikatu, ofiara zamachu, w zależności od stopnia doznanych obrażeń, może dostać od 1000 do 250 tysięcy funtów rekompensaty. Możliwe jest także uzyskanie dodatkowych środków pieniężnych w przypadku, jeśli osoba poszkodowana nie była w stanie pracować i poniosła z tego powodu straty finansowe oraz musiała opłacić koszty opieki medycznej. Łączna suma takiej rekompensaty nie może jednak przekraczać pół miliona funtów.

Bomby wybuchły w pociągach i autobusie

7 lipca 2005 r. czterech zamachowców zdetonowało bomby w pociągach na stacjach Edgware Road, Aldgate oraz pomiędzy stacjami King's Cross i Russell Square. Bomba wybuchła też w autobusie linii 91 na Placu Tavistock.
W zamachu zginęły 52 osoby, w tym trzy Polki: 29-letnia Karolina Glueck z Chorzowa, 23-letnia Monika Suchocka z Dąbrówki Malborskiej i 43-letnia Anna Brandt.

Arkadiusz Dembiński, Jaromir Rutkowski (Polish Express/Gazeta Poznańska)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.