Pozycja materiału w rankingach:
Wydarzenia z 11 września w wydaniu fabularnym, czyli tragedia World Trade Center według Olivera Stone.
Postanowiłem wybrać się do kina. Mój wybór padł na "World
Trade Center" Oliviera Stone. Powody? Pierwszy to reżyser czyli Oliver Stone, drugi: aktor Nicolas Cage, a trzeci:
tragedia, która pochłonęła tysiące ofiar.
Na początku byłem sceptycznie
nastawiony,
mając w świeżej pamięci "Lot 93", który okazał się być (moim skromnym
zdaniem) kompletną katastrofą. Nie wzbudzał emocji i wyglądał
raczej na rekonstrukcję wydarzeń zrobioną na potrzeby Discovery Channel.
Jest wtorek 11 września.
Kolejny dzień pracy policjantów z dworca autobusowego. Alert zielony co oznacza, że nie ma zagrożenia zamachami
terrorystycznymi. Gdy pierwszy samolot uderza w wieżę WTC policjanci zostają natychmiast wezwani do pomocy przy ratowaniu ofiar. Pech chce, że rozpoczynają
akcję ratunkową dokładnie w momencie, gdy obie wieże się zawalają.
W gruzach pierwszej wieży zostają uwięzieni nasi bohaterowie. Moment katastrofy przeżyli tylko sierżant John McLoughlin (Nicolas Cage) oraz Will Jimeno
(Michael Pena), którzy toczą walkę o przetrwanie...
Mamy tu do czynienia z klasycznym filmem
katastroficznym opartym na prawdziwej tragedii, która zmieniła świat
na zawsze. Porównując prezentację wydarzeń z 11 września z tym co pokazano w "Lot 93" od razu zauważymy różnicę.
Na samym początku fabuła nieco się ślimaczy. Film może wydać się nieco nudny, ale im dalej, tym zaczyna być ciekawiej. Jak to w amerykańskich filmach są momenty zaskoczenia, grozy, a także wzruszenia. Produkcja jest tak zrealizowana, że wzbudza emocje nawet na osobach, które normalnie na filmie nie uroniły by ani jednej łzy.
To, co najbardziej zwaliło mnie z nóg to...budowle World Trade Center. Przy
panoramach Manhattanu można odnieść wrażenie, że
film jest fikcją albo, że nakręcono go tuż przed tragedią i dwie wieże
nadal stoją na swoim miejscu. Po filmowym uderzeniu samolotów
nie zobaczymy wycinków relacji telewizyjnych, tylko faktycznie płonące makiety. Zaskakuje niesamowity realizm.
Kolejna rzecz to muzyka. Ścieżka dźwiękowa jest delikatna i doskonale
dopasowana do nastrojów panujących w filmie. Zwraca uwagę świetne zgranie muzyki ze zdjęciami.
Na uwagę zasługują doskonale zrobione przerywniki zamkniętych ulic w pobliżu World Trade Center oraz budzącego się do życia Nowego Jorku. Końcowe sceny w połączeniu z muzyką wzbudzają w widzu emocje. Jakie, nie zdradzę, gdyż przypadkowo mógłbym komuś zepsuć film.
Właściwie to jestem przeciwny zarabianiu pieniędzy na cudzym
nieszczęściu, ale na "World Trade Center" warto poświęcić kilkanaście złotych, aby choć
przez chwilę poczuć to samo, co czuli 11 września nowojorczycy.
"World Trade Center" jest pełne bólu i cierpienia, ale także radości i nadziei. Jeśli miałbym wybierać, który film jest większym hołdem dla ofiar 11 września,
to z dwóch: "Lot 93" i "World Trade Center" wybrałbym właśnie ten drugi.
"To protect and to serve" - słowa zapisane na amerykańskich radiowozach (Ochraniać i służyć) nabierają w nim pełni swojego znaczenia.
Zobacz także:
Artykuły
(103)
Galerie
(29)
Średnia ocen
(3.54)
Wiek: 28 | Miejscowość: Poznań | Kraj: Polska
O mnie: Pochodzę z Poznania. Dziedzina, w której najlepiej się czuję to sporty motorowe i szeroko pojęta motoryzacja. Przeważnie fotografuję, ale oprócz tego staram sie również pisać.
Ostatnie artykuły autora:
Pozycja autora w rankingach:
Sortuj komentarze:
Mir Nalezińskí 08.10.2006 13:02
*Właściwie to jestem przeciwny zarabianiu pieniędzy na cudzym nieszczęściu* - niestety, można zauważyć, że wszystkie filmy oparte na nieszczęściach (Titanic, wojna, Katyń, Oświęcim, Powstanie Warszawskie, Wydarzenia Grudniowe) obliczone są na kasę i sławę twórców. Chyba do tego trzeba się przyzwyczaić albo wcale o tym tak nie myśleć.
Częstochowskie juwenalia 2012. Koncert zespołów Mr Zoob i IRA
(odsłon: +657)