Pozycja materiału w rankingach:
Autor usunął profil
We wrześniu liczba mieszkańców Warszawy zwiększa się o kilkanaście tysięcy przyjezdnych. Większość to studenci. Czeka na nich w stolicy wiele przeszkód. Jak sobie z nimi radzić?
Za wynajęcie dla siebie pokoju bądź wspólnego mieszkania w centrum Warszawy
trzeba zapłacić od 550 do nawet 1000 zł. Nieco lepiej sprawa wygląda w dzielnicach położonych na obrzeżach miasta – tam ceny najmu plasują się w okolicach 450zł (dokładne informacje znajdują się w tekście Joanny Bogdanowicz "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej
")
- Przeprowadzenie się
do Warszawy było trudnym zadaniem. Przez pierwsze dwa lata mnie i mojej
dziewczynie pomagali rodzice, dzięki nim jakoś nam się udało. Ogromnym plusem jest dla nas wynajmowanie od kobiety, która wyjechała do USA - nie płacimy jej za wynajem, a jedynie dokonujemy
wszystkich opłat – opowiada Kamil, który kończy studia na Uniwersytecie
Warszawskim.
Kolejną, prócz ceny, istotną sprawą jest to, kiedy zaczynamy się o wynajem starać. Najgorsze miesiące to sierpień i wrzesień, najlepsze - luty i marzec.
- Aby trafić na dobre mieszkanie we wrześniu, trzeba mieć naprawdę
ogromne szczęście. Ja zaczęłam przeglądać ogłoszenia pod koniec sierpnia,
ale nie znalazłam ani jednego wolnego miejsca – ostrzega Iga, studentka Nauk
Politycznych UW.
Każda państwowa uczelnia w
stolicy ma co najmniej jeden akademik. Wydawałoby się, że
dla osoby studiującej nie ma lepszego (i tańszego) miejsca. Jednakże
może to być bardzo mylące – za miejsce w jednoosobowym pokoju w domu
studenckim UW zapłacimy około 350zł, ucząc się na SGGW – od 250 do 430zł
(zależnie od standardu akademika), a na SGH – 310 zł. O kilkanaście złotych
tańsze jest mieszkanie ze współlokatorem.
W połowie września w akademikach nie ma już wolnych miejsc.
- Nie zniósłbym jakiejś starej
baby grzebiącej mi w rzeczach, dlatego wolę żyć w akademiku - wyraził swoją opinię o stancjach Piotr, student socjologii SGGW - Mój współlokator
jest w porządku i dobrze się z nim mieszka. Poza tym, akademik to fajne miejsce
integracyjne – na pierwszym roku nie było dnia, żeby ktoś nie urządzał imprezy
– dodał, tłumacząc decyzję o zamieszkaniu w domu studenta.
Najtańsze
jest żywienie zbiorowe – najprościej jest więc umawiać się na posiłki z innymi
studentami. Jeśli jednak istnieje potrzeba zjedzenia czegoś na mieście,
Warszawa oferuje mnóstwo usług gastronomicznych – sieci restauracji i bary szybkiej obsługi. Jednak tam koszt posiłku, którym można się najeść to, co najmniej 25 złotych.
Dla osób z mniejszym budżetem pozostają bary z kebabem, sklepy z grillowanymi kanapkami, budki z hot dogami, hamburgerami i zapiekankami oraz relikt z czasów PRL – bary mleczne. Te są ostatnio niezwykle popularne wśród studentów z uwagi na niskie ceny i wysoką jakość podawanych posiłków (dwudaniowy obiad można w nich zjeść za około 10zł).
Jednym z częstych problemów, z którymi w Warszawie muszą borykać się przyjezdni, to specyficzny sposób funkcjonowania komunikacji miejskiej. Warszawiacy mają do dyspozycji cztery możliwości przemieszczania się: autobusy, tramwaje, Szybka Kolej Miejska (SKM) i metro. Aby stać się pasażerem któregokolwiek ze środków komunikacji, należy wykupić jeden z bardzo szerokiej gamy biletów. Zarząd Transportu Miejskiego przygotował
wersje na wszystkie okoliczności, mamy więc do wyboru: miesięczne, tygodniowe, dobowe,
godzinowe, miejskie i podmiejskie...
- Jeśli chodzi o komunikację, to najgorzej jest z kanarami (kontrolerami biletów - dop. red.). Kiedyś wystarczyło się uśmiechnąć, spojrzeć spod rzęs i dawali spokój. Teraz, odkąd płacą im od wlepionego mandatu nie tylko nie odpuszczą jazdy bez biletu, ale sami czepiają się do np. niepodpisanej legitymacji - żali się Ewa, studentka Politechniki Warszawskiej.
lokalach gastronomicznych), że przyjmują cię na okres próbny na dwa tygodnie, potem mówią, że nie ma etatów, więc przedłużają ten okres do miesiąca, a potem się okazuje, że odwaliłeś kupę dobrej, bezpłatnej roboty i już cię nie potrzebują. Znajomy przez pół roku walczył o umowę w knajpie, w której był kucharzem - mówi Łukasz. Zobacz także:
Artykuły
(65)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.78)
Wiek: 25 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Cały czas się uczę - na studiach, w pracy i generalnie.
Ostatnie artykuły autora:
Pozycja autora w rankingach:
Sortuj komentarze:
magda bacher 20.05.2008 22:27
skąd brać ?? albo zapoczatkować erę tyraniady - czyli studiowac dziennie pracowac weekendowo (w śrdniej klasy knajpach 300zł weekendowo moziwe), albo niechaj student cwiczy sie w pożyczkach na małe kwoty. Student bystra bestia pewnie juz wie o rozwoju social lendingu w Polsce. Potrzebuje małych kwot? niech zaciąga na takim o kokos.pl -> 7- 29% . Tak szczerze nie wiem co bym wybrała O_o może troche pozyczki troche pracy...
Zbigniew Kowalewski 08.10.2006 17:11
Powstrzymując się od zajmującej dyskusji podam informację, która może się okazać praktycznie użyteczna dla chętnych do zamieszkania Żaczków. Mam12 metrowy pokój do wynajęcia za 600 pln na warszawskim Tarchominie. Ma dwa koty, ale to czyściutkie, bardzo miłe chłopaki. Dojazd do metra na Placu Wilsona autobusami E4 i 508 co kilka minut a do miasta kursuja jeszcze równie często 101,186,511,510,509 i jeszcze kilka z ulicy Modlińskiej. Osiedle zielone, z terenami spacerowymi,ścieżkami rowerowymi, supermarketami. Idealna atmosfera do nauki.
Mir Nalezińskí 05.10.2006 22:52
Trójmiejska prasa podała dzisiaj, że u nas te koszty to 600-800 zł/mies.
Mir Nalezińskí 22.09.2006 15:32
Mirnal nie mówi do kaleki "kaleko". Mirnal mówi, że jeśli ktoś jest kaleką, to powinien wiedzieć, że jest kaleką. Należy nazywać sprawy po imieniu. To nie znaczy, ze jak komuś strupy odpadają to musi być akurat o tym głośno, ale jeśli taki głosi, że jest równość i chce podawać w eleganckiej restauracji, to można cos powiedzieć? Czy to juz zabronione i fobiczne? Do lekarza nie mówimy "lekarzu", do papieża nie mówimy "papieżu", do dziennikarza nie mówimy "dziennikarzu", ale oni wiedzą kim są.
Mir Nalezińskí 20.09.2006 20:27
Popieram - lepiej się wycofać na czas, bo ludziska są wrażliwe i każdy komentarz lekko wychodzący poza margines uznają za atak. Ale poza tym są tolerancyjni i do rany przylóż, ale nie daj Bóg - nie zgódź się z nimi.
Maciej G. Krasny 20.09.2006 19:05
Szok..? Myślę, że raczej trzeba wiedzieć, kiedy należy powiedzieć STOP i przyznać się do.. zagalopowania. Zdarza się - jesteśmy tylko (aż) ludźmi. Pozdrawiam.
Mir Nalezińskí 20.09.2006 12:12
Istotnie, ja chyba również przesadziłem. Artykuły postrzegam jako dyskusyjne a nie informacyjne. Z informacjami się nie dyskutuje. Można co najwyżej je poprawić albo uzupełnić. Jeśli piszę artykuł to raczej liczę na dyskusję a nie na potakiwanie. Zresztą widać to po komentarzach - gdyby odliczyć emgieka i mirnala oraz ochrzan na ich temat, to ile by zostało komentarzy? Dałem sie ponieść emocjom - bo jeśli ktos płacze nad biednym studentem (1200 zł) to ja (jako nawiedzony proletariusz) myślę o całych rodzinach, które muszą się za to utrzymać. Zatem - sorki wobec Autorki!
Maciej G. Krasny 20.09.2006 11:24
Tu rzeczywiście przyznaję, że "tekst jest o tym na jakie wydatki mają być przygotowani młodzi ludzie przyjeżdżający na studia do stolicy" (jeśli tak rzeczywiście jest..). Może niepotrzebnie wyzywoliłem dyskusję trochę obok... Przepraszam przede wszystkim autora artykułu. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że... Ok. Już koniec, bo znowu się zacznie.
Mir Nalezińskí 19.09.2006 15:38
Ale po cóz te lamenty? Jeśli kogoś nie stać na studia w Warszawie, to niech studiuje poza (ja nie studiowałem w Wawie, a też wolałbym). Równie dobrze mógłby ktoś biadolić (bo przecież artykuł nawiązując do minimum 1200 zł , zatem sugeruje sprawy socjalne), że studia w Tokio są drogie (w tym utrzymanie). Mamy kapitalizm - za drogo w Wawie (studia, mieszaknie) to zapraszamy 300 km od Wawy. Artykuł świetny, bowiem przestrzega biedną młodzież - nie masz kasy, lepiej tu nie przyjeżdżaj. Nieuważnie mnie przeczytałaś - postuluję kredyt dla młodzieży, której nie stać na studia, zatem uwaga o popegerowskiej wsi i o paszportach wynika z niedokładnego czytania komentarzy. Ale do kosztów, które ponosi student można doliczyć koszty wszystkich ulg, jakie mu funduje społeczeństwo. Nie chodzi o to, że wyrzucam to komukolwiek (sam przecież też korzystałem), ale by byli świadomymi obywatelami, a nie - postudiuję sobie, wezmę wszystko co się da, a potem - adios Polonia! A jak kłopoty z robotą w Polsce, to przynajmniej dobre alibi. Parę lat temu w Trójmieście ukazał sie artykuł o pewnej biednej a zdolnej dziewczynie. Świetna z muzyki, ale nie było jej stać na studia na Wyspach. Zdaje się, rozważano zbiórke wśród społeczeństwa na jej naukę. A moja uwaga - świetna dziwczyna z biednej rodziny postudiuje sobie na Wyspach, nauczy się perfekt angielskiego i muzyki, a potem jej już w Polsce nie zobaczymy. Ale będzie nam wdzięczna zapewne do końca życia. Gdyby były kredyty, to wzięłaby sobie kredycik i do nauki choćby nawet w Wawie... Iluż to moich znajomych wyjechało pod każdym dobrym pretekstem (głupi kraj, bieda, homofobia, klimat nie ten, położenie geogr. jakby nie za dobre).
Dyskusja - 1 czy dwie osoby? Ludzie - a może 4-5? Taniej będzie. W USA młodzież z biedniejszych rodzin idzie na studia wojskowe (także o specjalizacji np. medycyna) i podpisuja "cyrograf" na wiele lat. I studiują. Kuzyn prysnał w latach 70-tych do Stanów i gary mył, zaciskał pięści, ale studiował i jest inzynierem elektronikiem ze sporym szmalem. Słuszna uwaga Emgieka - u nas wielcy studenci, a na Zachodzie przy zmywaku. Mają pretensje do Polski, tam sprzedają się (w pracy) za 1/5 płacy inzyniera, ale i tak wiecej to niż tu jako inżynier.
Tak czy owak jestem bliski rzęsistego płaczu nad niedolą polskiego studenta zwł. w stolicy...
Ruda Śląska. Waserturm na Rozamundzie [Zdjęcia]
(odsłon: +464)