Nigdy nie kryłem, że obok polityki najbardziej interesującą mnie sferą życia jest kultura, a dokładniej muzyka. Zważając na to, że polityka dzieli, a muzyka łączy (sam James Hetfield tak powiedział) zajmę się tą drugą. W jakiej formie? Postanowiłem stworzyć kilka własnych kategorii i według nich subiektywnie wskazać, co interesującego działo się minionego roku w muzyce.
Wydarzenie rokuNikt nie będzie chyba oponował, gdy wymienię tu
śmierć Michaela Jacksona, zwanego szerzej królem muzyki pop. Kiedy obudziłem się 25 czerwca i sięgnąłem po telefon komórkowy, by sprawdzić, która jest godzina, odczytałem SMS-a od znajomej, a jego treść brzmiała następująco: „Jackson nie żyje. Mam doła”. Od tego momentu wiedziałem, że rynek muzyczny nie będzie już taki sam. Szkoda tylko, że ludzie doceniają wielkich artystów dopiero, kiedy umrą. To chyba jest w całej tej historii najbardziej żenujące i zatrważające.
Zespół rokuMetallica. Nie, to nie pomyłka. Doskonale pamiętam, że ostatni album grupy, "Death Magnetic", ujrzał światło dzienne jeszcze w roku 2008, ale Czterej Jeźdźcy pokazali, jak można płynąć na fali popularności i wykorzystać sprzyjające prądy. 2009 rok zdecydowanie należał do nich. Najpierw 29 marca została wydana gra "Guitar Hero: Metallica", a zaraz potem 12 kwietnia zespół został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Nie wspominając już o trwającej cały czas trasie, podczas której Metallica z łatwością wypełnia hale.
Płyta rokuNa to miano zasłużył moim zdaniem krążek najbardziej niedoceniony. Mowa o
„Chickenfoot” autorstwa supergrupy, grającej pod tak samo brzmiącym szyldem. Arystokraci rock and rolla: Sammy Hagar (wokal - ex Van Halen), Chad Smith (perkusja - Red Hot Chili Peppers), Michael Anthony (bas - ex Van Halen) oraz Joe Satriani stworzyli świetnie wyprodukowany klasyczny album, na który składa się kwintesencja hard rocka połączonego z bluesem. Świetna uczta dla uszu.
Piosenka rokuNad piosenką roku zastanawiać się długo nie musiałem. Zdecydowanie na miano hitu w moich oczach, czy raczej uszach zasługuje utwór
„The Fixer” z ostatniego dziecka grupy Pearl Jam, „Backspacer”. To dowód na to, że może być melodyjnie i z pazurem, a komercyjność i jakość nie muszą się wykluczać.
Brak muzycznego cudu nad WisłąOdnoszę wrażenie, że w Polsce więcej działo się w kinie, niż w muzyce, ale nie znaczy to na pewno, że nie mamy się czym pochwalić. Genialną płytę wydał Hey. Mowa o
„Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”. Ten album zdecydowanie muzycznie wybiega w przyszłość. Oby jak najwięcej takich produkcji.
Koncertów też było u nas pod dostatkiem. Zespoły brytyjskie i amerykańskie coraz bardziej doceniają nasz rynek muzyczny. Przykłady? Weźmy chociażby
koncert U2, czy Madonny. Przyszły rok zapowiada się jeszcze ciekawiej, m.in. za sprawą Sonisphere Festival w Warszawie, podczas którego pierwszy raz w historii na jednej scenie zagra Wielka Czwórka Thrash Metalu: Metallica, Slayer, Megadeth oraz Anthrax.

Niemałe zamieszanie wywołała metamorfoza Agnieszki Chylińskiej, której mogliśmy doświadczyć na krążku "Modern Rocking" (więcej
tutaj). Płyta bardzo dobra, choć może budzić wątpliwości, co do jej szczerości. Zaczyna się jednak kolejny rok muzycznych podróży, a zatem uszy do góry!