Facebook Google+ Twitter

-123 min. Muzyka, zabawa, Hendrix i improwizacja

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2008-03-28 22:02

Najciemniej, jak to mawiają, jest pod latarnią. Mnóstwo wody w rzekach upłynęło, zanim odkryłem -123 min. Tymczasem ta rewelacyjna formacja pochodzi z tak bliskich nam Czech. I w dodatku niedługo znów odwiedzi Polskę!

Na popularne za południową granicą Polski "Minuty" natknąłem się przypadkiem, buszując prawie dwa lata temu po czeskim forum internetowym. Użytkownicy jak jeden mąż zachwalali zespół, co i rusz spierając się co do stylistyki muzycznej, jaką to formacja uprawia. Jeden twierdził, że to jazz, inny, że blues, ten pisał, że to czystej wody funk, tamten upierał się, że to fusion. Prawie każdy za to szukał w ich muzyce hendriksowskich inspiracji. Do diabła, pomyślałem, brzmi nieźle. Wypadało więc to sprawdzić.

Między frytkami a piwem


-123 min. na koncercie w praskim Celetna Theatre, 21 sierpnia 2005 roku / Fot. Radek Kaftan / Materiały zespołu- Spotkaliśmy się po raz pierwszy ponad dziesięć lat temu – mówi menedżer zespołu, Grzegorz Gumuła. – Organizowaliśmy wtedy ze znajomymi Festiwal Gór Izerskich. Pewnego dnia w drzwiach naszego domu w Jakuszycach ktoś zostawił kartkę, na której napisał po czesku, że jest taki wspaniały zespół -123 min. Znacznie później poznaliśmy autora tego nietypowego listu, był to gitarzysta Jakub Hlobil. Pojechaliśmy więc do Hradca Králové do klubu Sachmo na koncert, w tamtym czasie duetu, -123 min. Ten klub był właściwie restauracją, więc koncertu wysłuchaliśmy siedząc dosłownie między frytkami a piwem, spożywanymi przez pozostałych gości. Występ wywarł jednak na nas niezwykłe wrażenie, Zdeněk po prostu nas porwał od pierwszych akordów. Muzyka była wręcz niespotykana – grał tylko gitarzysta i perkusista - a nie brakowało w niej absolutnie niczego (warto zwrócić uwagę, że White Stripes powstali kilka lat później). Czuć było w niej ducha, Zdeněk dawał całego siebie, wręcz porywał! – wspomina.

Zdeněk Bína, bo o nim mowa, to główny sprawca całego zamieszania. Urodzony 33 lata temu gitarzysta i wokalista w 1996 roku opuścił zespół Walk Choc Ice. Następnie zaś zaangażował się we wspólne muzykowanie z perkusistą Dominikiem Tůmą. Wkrótce utworzyli oni wspomniany już tu duet koncertowy. Rok później dołączył do nich Fredrik Janáček, urodzony w Szwecji basista. Następne dwa lata „Minuty” poświęciły na szlifowanie swojego muzycznego stylu. W 1999 roku światło dzienne ujrzała debiutancka płyta zespołu, "Shooba Dooba", na której zagrał nowy perkusista, Václav Zima. Album spotkał się z ciepłym przyjęciem publiczności, docenili go także krytycy muzyczni (zespół otrzymał kilka nagród w kategorii "Odkrycie roku").

Zespół intensywnie koncertował, promując swoją debiutancką płytę. Trasa obejmowała także występy zagraniczne, m. in. w Polsce. I właśnie w Polsce, po koncercie w radiowej Trójce, "Minuty" opuścił Václav. Nowym perkusistą został Emil Valach, który znacząco wpłynął na styl wykonywanej przez zespół muzyki. - Emil pozwolił na zupełnie inny rodzaj gry. Jazzowe improwizacje, czy muzyczne podejście do instrumentu, stworzyły nową jakość – wyjaśnia Gumuła. W tym oto składzie zespół nagrał dwa kolejne albumy, które ugruntowały jego pozycję wśród fanów. W 2001 roku ukazała się płyta "Try", z kolei rok później wydano album "Home?".

Bębny na moście


Zdeněk Bína podczas koncertu w miejscowości Pezinok na Słowacji, 11 kwietnia 2006 r. / Fot. Peter Schmidt / Materiały zespołuWkrótce zespół musiał ponownie szukać kandydata na stanowisko perkusisty. Grzegorz Gumuła dokładnie pamięta, kiedy zaczęły się problemy. - Pewnego razu, podczas dwutygodniowej trasy po Polsce, Emil po prostu spakował swoje rzeczy, wsiadł do pociągu i pojechał do domu. Tęsknił do dziewczyny. Zespół pozostał z dwoma koncertami do zagrania. Incydent miał miejsce w Toruniu, a kolejny koncert graliśmy na Śląsku. Całą drogę zastanawialiśmy się co zrobić. Można było zagrać we dwójkę lub znaleźć zastępstwo. W grę wchodziło kilku muzyków, polskich i czeskich. Postanowiliśmy zadzwonić do Miloša Dvoráčka. Okazało się, że nas poratuje. Spotkaliśmy się na moście w Cieszynie. Nie chciał przeprawiać się przez granicę swoją zdezelowaną škodą. Przenieśliśmy więc przez most jego bębny (śmiech). Pamiętam że ruch był wielki, a celnicy uparli się kontrolować dość dokładnie. Wzięli na bok Fredrika, bo miał szwedzki paszport. Organizator śląskiego koncertu wydawał się dość srogi, więc zatailiśmy sprawę zamiany perkusistów, a nuż przyszłoby mu do głowy znaleźć pretekst do zmniejszenia honorarium (śmiech). Koncert przebiegł bez zarzutu, nikt nie zauważył zamiany na miejscu perkusisty. Podczas drugiego, krakowskiego koncertu, ktoś z nas przyznał się do zastępstwa. Padły pytania i Zdeněk wyjaśnił całą historię z wyjazdem Emila. Opowiedział, że w desperacji weszliśmy do sklepu muzycznego gdzie między automatycznymi perkusistami na półce, pewnie górnej, był Miloš – opowiada Gumuła.

W rozmowie z Dvoráčkiem okazało się, że od dawna marzył on o objęciu posady bębniarza w "Minutach". Jednak mimo dwóch udanych wspólnych koncertów, nie doszło wówczas do nawiązania stałej współpracy. Przeszkodą okazały się zobowiązania kontraktowe Dvoráčka, który koncertował wtedy z Ivą Bittovą. W sukurs przyszedł więc Martin Vajgl. Jak ocenia go Grzegorz Gumuła? – Martin wprowadził do zespołu ostrzejsze rockowe brzmienie, taki jest styl jego grania, koncerty straciły swoją jazzową zwiewność – mówi.

Wespół z Vajglem zespół nagrał także dwa albumy, koncertowy "XL Live" (2004) oraz wydany w 2005, będący jak na razie ostatnią propozycją zespołu, "Mom". Żeby zaś "tradycji" stało się zadość, Martin niedawno ogłosił, iż po pięciu latach fantastycznej współpracy musi opuścić -123 min. Znamy już jego następcę. Będzie nim… Miloš Dvoráček. Czyli wszystko zostaje w rodzinie.

Po muzykę do skansenu


-123 min. podczas sesji zdjęciowej promującej album "Mom" / Fot. Jiří Turek / Materiały zespołuW momencie odejścia Martina, zespół pracował już nad materiałem na nowy album. Jak wpłynęła na to kolejna zmiana perkusisty? Mówi Grzegorz Gumuła - Zespół postanowił nagrać całkiem nowy materiał, zaś nagrane jeszcze z Martinem piosenki odłożyć do archiwum. Przesunie to nieco datę wydania płyty – wyjaśnia. – Nowy perkusista stwarza nowe możliwości, można na przykład grać kawałki, z których czasowo zrezygnowano. Na koncerty powrócą więc piosenki, o które fani często się pytali, a nie były grane. Zaś co do nowego materiału, to jest wiele utworów, które Zdeněk miał w głowie, czy też w przysłowiowej szufladzie, ale nie miały dość rockowego charakteru. Sama płyta, jak twierdzi Zdeněk, będzie soulowa, zespół ma nadzieję na kolejną muzyczną podróż – dodaje.

-123 min. to zespół, który funkcjonuje gdzieś poza głównym mainstreamowym nurtem, jednak ma mnóstwo oddanych fanów, nie tylko w Czechach. Na czym polega więc fenomen tej formacji? Grzegorz Gumuła nie ma wątpliwości - Na pierwszy rzut oka (ucha) to nic szczególnego, jest rockowo, funkowo, bluesowo i jazzowo. Zdeněk ma świetny głos, wspaniałe wyczucie muzyczne, pozostali muzycy także prezentują wysoki poziom. Jest jednak coś znacznie ważniejszego od warsztatu, umiejętności, techniki. To coś, co przykuwa uwagę widzów. Mówi się o charyzmie, darze bożym, energii. Muzycy zawsze, na każdym koncercie, dają siebie w stu procentach. Starają się nie oszukiwać, mówić prawdę, radują się tworzoną, graną muzyką. Słuchacz bardzo łatwo wyczuje kłamstwo – tłumaczy.

Trudno się z tym nie zgodzić. Gumuła dodaje – Koncert jest specyficznym misterium, które nie znosi oszustów, widzowie przychodzą po specjalne przeżycia. Jeżeli je dostają, kochają swój zespół. Jeżeli do tego ten zespół jest do tego dobry warsztatowo, dostają arcydzieło. Coraz trudniej w naszej masowej, globalnej, pełnej indoktrynacji i uśredniającej, równającej w dół, popkulturze, o takie właśnie arcydzieła. Obawiam się, że zespoły takie jak Pink Floyd, The Beatles czy dajmy na to reżyserzy, miary Kurosawy lub Felliniego już więcej się nie znajdą. Nie dlatego, że się nie urodzą ale dlatego, że się nie przebiją. Stąd, trochę jak do skansenu, w poszukiwaniu czegoś wartościowego ludzie chodzą na koncerty takich zespołów jak "Minuty" – objaśnia.

Charyzmatyczny lider


Wokalista i gitarzysta zespołu -123 min., Zdeněk Bína, podczas występu w Lucerna Music Bar, Praga 3 listopada 2005 roku / Fot. Matěj Třešňák / Materiały zespołuObserwując losy -123 min., trudno nie zauważyć, że centralną postacią w zespole jest Zdeněk Bína. Gitarzysta i wokalista formacji od początku pozostaje jej zdecydowanym muzycznym liderem, czerpiąc przy tym inspirację w dużym stopniu od otaczających go muzyków. Stąd m. in. różnice w brzmieniu kolejnych płyt. Nie zważając na zmiany w składzie (które w oczywisty sposób także na to wpływają), zespół wciąż poszukuje, nie stoi w miejscu. Bína ma w tym spory swój udział, jest pozytywną siłą sprawczą w formacji. Grzegorz Gumuła nie pozostawia tu cienia wątpliwości – Osobiście uważam, że "Minuty" to Zdeněk Bína. Wiadomo, że muzycy utożsamiają się z zespołem i jeszcze kilka miesięcy temu, gdybym tę tezę powiedział głośno przy zespole, Martin by oponował. Teraz jednak złożył rezygnację. Zdeněk jako lider poszukuje własnych środków wyrazu. Co do Martina, to sądzę, że poczuł iż jego misja w "Minutach" dobiegła końca, że Zdeněk potrzebuje penetrować inne rejony muzyczne, które Martina nie interesują. To o czymś świadczy – dodaje.

Polscy fani czeskiego zespołu wielokrotnie mogli przekonać się, jak formacja brzmi na żywo. "Minuty" koncertują u nas chętnie i często. Muzycy brali także udział w wydarzeniach niecodziennych, tak jak np. podczas ubiegłorocznej udanej próby pobicia Gitarowego Rekordu Guinessa. W kwietniu -123 min. ponownie zawitają do Polski, tym razem w ramach swojej trasy "Unplugged Tour". Szansę na ujrzenie zespołu w jego akustycznej odsłonie będą mieli mieszkańcy Wrocławia (10 kwietnia), Szklarskiej Poręby (11 kwietnia), Krakowa (12 kwietnia) i Raciborza (13 kwietnia).

Nie mogę się już doczekać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Tekst zmusił do pobuszowania po sieci. Muszę to zobaczyć i usłyszeć! :) 10 kwietnia... czas zacząć działać. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ucz mnie Mistrzu!!! (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ok, będę uważał z tekstami. No, będę się starał w każdym razie :)

Studiowanie czeskiego po roku przerwałem byłem (ale rok zaliczony!), przy czym zainteresowanie tymże językiem mi pozostało. Krótko mówiąc - język tak, filologia nie! :)

Opinia Millera - bezcenna! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomek, lepiej uważaj z takimi tekstami:"złapałaś mnie! :)"

hehehehe
bo wiesz;]

a co do czeskiego, to niesamowite, studiować ten język, podziwiam:)
niedawno czytałam opinię Millera Henrego o tym, co njab. lubi w Polakach albo u Polaków, to język, bo jak słucha jak Polacy rozmawiają to ma wrażenie, że ktoś kogos elegancko zabija:)
piękne mieć słuch językowy:)

ale ja to nie wiem, jakaś prosta jestem i nie traktuje poważnie kogos kto mówi po francusku albo czesku, tak mam;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aha, a co do Felliniego, to była wypowiedź menedżera zespołu, Grzegorza Gumuły. Ja ją tylko przytoczyłem ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klaro, oni śpiewają po angielsku! Nie dodałem tego w tekście, złapałaś mnie! :)

Ale powiem Ci w tajemnicy (w komentarzu pod tekstem, hehe), że czeski przestał mnie śmieszyć tak gdzieś po pół roku studiowania filologii czeskiej właśnie... :) I już chyba nigdy mnie śmieszyć nie będzie.

Za to odkryłem niezwykłą melodyjność (czy może nawet melodykę!) tego języka. Nie jest tak śpiewny, jak np. hiszpański, czy portugalski, ale (przynajmniej dla mnie) posiada pewną dźwięczność, melodyjność właśnie, pewne lekkie brzmienie. Nie wiem, czy jasno się wyrażam (to są dla mnie rzeczy, których nie potrafię tak naprawdę w 100 % wyłożyć, czuję to po prostu), ale mam nadzieję, że choć po części jest to czytelne. Język polski tego nie ma, jest podobny w brzmieniu bardziej do słowackiego (więcej w nim cz, sz, ż, dż, niż ź, dź, ś, ć - jest po prostu twardszy).

Kiedy wyjdzie się poza znaczenie językowe i przestanie porównywać czeski do polskiego, to wtedy takie rzeczy można zauważyć :) Pewnie można zauważyć znacznie więcej, ale mi akurat w oczy (uszy, hehe) rzuciło się właśnie to.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
za buszowanie po czeskich forach heheh
za zainteresowania, ktore są dla mnie tak kosmiczne jak całki
za tworczość, która jest spójna
za entuzjazm dla zjawisk dla mnie niepojętych/co akurat jest mało istotne/

ale ten
jak oni spiewają po czesku to nie chce ci się smiać?;]
bo mnie czeski śmieszy strasznie, tak samo jak francuski hyhyh

ale nie zgodze się ze zdaniem, że drugi Fellini się nie pojawi.
bo nie musi, jeden już był i jest w świadomości.
każda ma epoka ma tkaiego Felliniego na jaka ja stać i nie ma tu co wybrzydzać;d taki światły człowiek jak ty, powinien mieć tę świadomość:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kapela świetna i takiż artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak to dobrze, że są jeszcze artyści, którzy tworzą nie po to żeby zaspakajać niskie gusta publiczności.
I jakie to szczęście, że Ty o nich piszesz. I to jak piszesz!
+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.