Facebook Google+ Twitter

-123 min. Trzej muzyczni bracia na żywo, o!

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2008-05-12 23:06

- Kochamy Wrocław! – krzyczał uśmiechnięty Zdeněk Bína po niedzielnym koncercie swojego zespołu w stolicy Dolnego Śląska. Po tym, co wczoraj zobaczyłem i przede wszystkim usłyszałem, jestem pewien, że Wrocław tę miłość odwzajemnia.

-123 min. / Fot. Radek Kaftan / Materiały zespołuNa koncert "Minut" wybierałem się już od dobrych dwóch lat, czyli od momentu, gdy pierwszy raz usłyszałem ten fantastyczny zespół. I mimo tego, że miałem w tym czasie kilka okazji, by to uczynić, za każdym razem coś krzyżowało moje plany. Ostatnim razem, w kwietniu, powód był dość poważny – operowany był bowiem Zdeněk Bína, lider zespołu. Na szczęście cała ta historia zakończyła się szczęśliwie. Muzyk jest już cały i zdrów ("Ze mną wszystko w porządku, mogę jammować i grać, jest świetnie!"– mówił po koncercie Zdeněk), zaś ja mogłem po raz pierwszy przekonać się jak zespół brzmi na żywo.

Jako że powszechna jest opinia o rewelacyjnych koncertach "Minut", do Łykendu szedłem pełen oczekiwań, nastawiałem się na mnóstwo przeżyć, szykowałem do wspaniałej muzycznej uczty. Całą tę atmosferę podgrzewał jeszcze fakt, że miał być to koncert akustyczny. Czyli miało być kameralnie i zwiewnie. I kropka, innego scenariusza nie przewidywałem. Czasem zaplątała się tylko jakaś nutka zwątpienia (jak to zwykle przy wiązaniu z koncertem wielkich nadziei), ale generalnie plan wieczoru miałem już w głowie na długo przed wyjściem zespołu na scenę.

No właśnie – przed wyjściem. Bo chwilę po tym, jak panowie zameldowali się przed licznie przybyłą do klubu publicznością, wiedziałem, że mogę sobie mój scenariusz wieczoru, delikatnie mówiąc, uznać za niebyły. -123 min. wprawdzie grali na stosownych instrumentach (gitara akustyczna, kontrabas), jednak energia z jaką rozpoczęli koncert po prostu mnie zmiotła! Trio z Czech postanowiło nie przejmować się konwenansami, chwilami wydawało mi się, że muzycy za wszelką cenę chcą udowodnić nam, że na akustycznych instrumentach można zagrać z prawdziwie funkowym wykopem, oddając się przy tym szalonym improwizacjom. Repertuar, do jakiego sięgał zespół, był wprawdzie szalenie różnorodny, jednak wszystko w piorunującą całość spinał ów charakterystyczny dla "Minut" funkowo-jazzowy nerw. Zdeněk zabrał nas w prawdziwą muzyczną podróż, słuchaliśmy kawałków latynoskich, ale i rasowego funku. Były fragmenty najczystszego jazzu, znalazły się wszakże i momenty wielce orientalne, w których ostatnio zespół wręcz się lubuje.

-123 min. / Fot. Matěj Třešňák / Materiały zespołuW połowie koncertu nastąpiła zmiana. Nie, zespół nie zaczął nagle grać spokojnie (choć balladowe momenty oczywiście także były). Panowie odłożyli "pudła" i wyciągnęli gitary elektryczne. W tym momencie koncert przemienił się w istne muzyczne tornado, pełne energii i fantastycznego pulsu. Muszę nadmienić, iż nie byłoby to możliwe bez kunsztu instrumentalnego, jaki wczoraj prezentowali muzycy na scenie. To, co Zdeněk wyprawiał z gitarą, mogłoby przyprawić o ból głowy niejednego amatora sześciu strun (również i piszącego te słowa), pulsujący bas Fredrika Janáčka fantastycznie uzupełniał gitarowe szaleństwa lidera zespołu, zaś napędzała to wszystko perkusja, na której cuda wyczyniał Miloš Dvořáček (dla którego był to dopiero piąty koncert z zespołem!). Nagradzana owacjami kapela czterokrotnie bisowała, grając nawet specjalny utwór na życzenie pary, która właśnie wzięła ślub. Minuty zagrały tradycyjną pieśń turecką (!), po czym Zdeněk złożył małżeństwu życzenia… po turecku.

Niedzielny koncert -123 min. był jednym z moich najlepszych muzycznych przeżyć. Zespół nie bawił się w rozbudowaną konferansjerkę, po każdym kawałku Zdeněk po prostu dziękował za brawa, po czym dodawał krótki okrzyk – o! Po kilku utworach owo pokrzykiwanie podjęła publiczność, co wyraźnie spodobało się zespołowi. Minuty to kapela, która kontakt ze słuchaczami nawiązuje poprzez swoją osobowość i charyzmę muzyczną a nie zagajanie i podlizywanie się. Dopiero na sam koniec występu, zadowolony, uśmiechnięty Zdeněk spontanicznie wykrzyknął, że zespół kocha Wrocław. Oby jak najwięcej takich kapel.

Wrocław kocha Minuty. O!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Jagna :)

Klara, pewnie, że nie. Na szczęście :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomek, no co ty, moje obeznanie w tego typu muzyce jest wprost proporcjonalne do znajomości matematyki, czyli niemal zerowe:D

ale co, nie ma ludzi bez wad, no nie?;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus. I kropka.
"Wrocław kocha Minuty", Jagna kocha relacje Tomasza :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kurczę, Klara, myślałem, że jednak miałaś pojęcie... :(

link rowizacja_61720.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie miałam pojęcia o istnieniu takiego zespołu;]
tak, że plus za szerzenie oświaty:) ale płyty, o ile jest, nie kupię, nie lubię jazzu, ale to już chyba kiedyś pisałam..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.