Niniejszym, jako przedstawiciel męskiej, szowinistycznej nierogacizny oświadczam, iż pomysł parytetów jest do chrzanu, do luftu, do bani, do kitu - do dziewiątego pokolenia.
Początkowo zamierzałem zabrać się za jakiś istotny społecznie, ambitny temat, który poruszyłby wyobraźnią czytelnika a autorowi zapewnił nagrodę Pulitzera. Myślałem mianowicie aby napisać coś na temat wielkiej kuli z gumek recepturek, która podobno znajduje się w Smithsonian Institution.
Myślałem także, że Polacy, unoszeni duchem zwycięzców spod Grunwaldu, też zrobią taką kulę a może i większą. Oczywiście pojawia się kwestia co później z taką kulą zrobić. Osobiście skłaniałbym się do idei aby tę kulę nabić na iglicę Pałacu Kultury. A może ktoś miałby lepszy pomysł? Ale w końcu nic o tym nie napisałem ponieważ pojawił się o wiele lepszy temat równie doniosły i nowatorski. Tak, tak nie mylicie się - będę pisał o parytetach.
Wprawdzie już wielu autorów wałkowało ten temat tak, że trochę przypomina rozjechanego psa lub kota (co kto lubi) ale trzeba to przełknąć choćby nawet trochę łaskotało w gardle. Poza tym kwestia ta budzi mnóstwo niezdrowych emocji dlatego należy chodzić wokół niej na paluszkach, obuwszy uprzednio miękkie bamboszki (tzw. cichobiegi). Zatem od razu można pożegnać się z takimi barwnymi stwierdzeniami jak: "Daj kurze grzędę - a ja wyżej siędę!" lub "Gdy się baby nie bije to w niej wątroba gnije".
Po takim wstępie nie pozostaje już nic innego jak przedstawić główną tezę niniejszego artykułu. Teza ta brzmi: "Parytety są do ... głupie". W zasadzie to mogłoby już zakończyć cały przewód myślowy, ale ponieważ od odpowiedzi na pytanie "Co jest głupie?" bardziej interesuje mnie odpowiedź na pytanie "Dlaczego coś jest głupie?" więc będę kontynuował.
Będzie to kolejny odcinek serialu pt. "D jak demokracja". Tym razem odcinek sponsoruje (intelektualnie) pani prof. M. Środa, która w zasadzie odwaliła całą robotę tyle, że à rebours za co jej cześć i chwała (też à rebours). A temat jest raczej z kategorii tych prostszych. Bo aby sobie powiedzieć, że ten klocek (parytety) nie pasuje do tej układanki (demokracja) nie trzeba kończyć politologii, wystarczy przedszkole (chociaż biorąc pod uwagę czas oczekiwania to absolwenci mogliby już od razu iść na emeryturę). Ale co z tą układanką?