Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4162 miejsce

13 godzin - Tajna Misja w Benghazi: Michael Bay salutuje

Trudno o bardziej kontrowersyjnego reżysera kina akcji, niż Michael Bay. Jego filmy są wręcz miażdżone przez krytykę, a mimo to odnoszą kasowe sukcesy. Najnowsze widowisko pt „13 godzin - Tajna Misja w Benghazi” odchodzi nieco od tej reguły

 / Fot. www.youtube.comFilm opowiada prawdziwą historię oddziału żołnierzy, którym w 2012 roku powierzono misję ochrony amerykańskiego ambasadora w Libanie, w pogrążonej w zamieszkach Benghazi po śmierci Kadafiego. Bohaterowie wiedzą o swoim zadaniu mniej więcej tyle co widzowie, czyli prawie nic. Niespodziewanie ambasada zostaje zaatakowana przez liczną grupę, ciężko uzbrojonych, islamskich ekstremistów. Sytuacja wydaje się beznadziejna, mimo to dzielni Amerykanie gotowi są do poświęceń.

Michael Bay przez wielu sceptyków kojarzony jest z prostackim kinem akcji, pełnym klozetowego, sprośnego i rasistowskiego humoru. Tu jednak mamy wyjątek. Reżyser podchodzi do tematu z większą powagą i składa hołd ludziom, którzy ryzykowali życie w Benghazi. Pewne elementy humorystyczne znalazły się, są jednak nieco subtelniejsze i mniej żenujące (co nie znaczy, że zabawne). Twórcy próbowali wykreować nie tylko spektakularne sceny akcji, ale również przejmujący dramat. Tutaj już możemy dopatrzeć się pierwszych, poważnych wad. Dużą uwagę poświęcono kreacji bohaterów i świata przedstawionego. Niestety zastosowano sporo ckliwych, oklepanych chwytów - żołnierze z maślanymi oczami wpatrują się w rodzinne fotografie, opowiadają z uśmiechem o swoich dzieciach, oraz oglądamy retrospekcje z ich szczęśliwego życia rodzinnego. Bohaterowie zamiast budzić empatię, nudzą i szybko wypadają widzom z pamięci. Połowa filmu to jedna wielka ekspozycja, tempo początkowo wlecze się niemiłosiernie. Kiedy muzułmańscy ekstremiści atakują ambasadę, zamiast szoku, odczuwamy ulgę z powodu rozwoju wydarzeń.

Reszta w zasadzie nie odbiega od wcześniejszych filmów reżysera. Od strony wizualnej „13 godzin” prezentuje się poprawnie. Czuć budżet jaki zainwestowano w tę produkcję - jest rozmach, są spektakularne efekty, są ujęcia w slow mow i wybuchy do jakich przyzwyczaił nas twórca „Transformers”. Gorzej jest z montażem i pracą kamery . Przeszkadzają liczne cięcia montażowe i nagłe przeskoki z sceny na scenę, kamera momentami trzęsie się jak u epileptyka. Przez to sceny akcji zamiast dynamiczne, stają się chaotyczne. Łatwo można się pogubić - momentami nie byłem w stanie określić których bohaterów obecnie obserwujemy, oraz gdzie się oni znajdują. Nie zabrakło też typowego, amerykańskiego patosu - a to parę razy mignie w zwolnionym ujęciu flaga Stanów Zjednoczonych, a to żołnierze przejdą dumnie, w zwolnionym tempie na tle potężnego, sztucznego światła. Mamy też sporo, „michaelobayowych” product placement telefonów, czy marek samochodów.

„13 godzin - Tajna Misja w Benghazi” pod dwoma względami różni się od ostatnich filmów Michaela Baya . Po pierwsze, jest nakręcony na poważnie, a po drugie, poniósł porażkę finansową. Brak rozgłosu nie powinien, dziwić, albowiem jest to maksymalnie sztampowy film wojenny. Nie ma tutaj absolutnie nic, czego byśmy wcześniej nie widzieli. Jeżeli jesteście fanami reżysera, albo nie znudziła Was jeszcze formuła kina wojennego znana chociażby z „Helikoptera w ogniu”, to nie powinniście się zawieść. W przeciwnym przypadku będzie to dla was typowy, wysokobudżetowy przeciętniak wojenny. Co by nie mówić, to wciąż najlepszy film Michaela Baya ostatnich lat (co nie wiele znaczy patrząc na jego filmografię).


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.