Facebook Google+ Twitter

13 grudnia 1981 roku - wspomnienia

W tym roku 13 grudnia też tak jak wtedy wypada w niedzielę. Jeżeli chcecie poczuć choć w części emocje tamtego poranka, już w sobotę wieczorem wyłączcie telefony, TV nastawcie na pusty kanał. Nie włączajcie radia.

Oryginalna kartka z kalendarza z 13 grudnia 1981 roku z moim dopiskiem „Czarny dzień w historii Polski. Wprowadzono stan wojenny – wojna armii z narodem.” Z przodu fragment wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego - poety. / Fot. Roman WoźniakPoczątki grudnia 1981 roku spędzałem w mieszkaniu przy ulicy Grójeckiej w Warszawie. Nie pracowałem. Byłem na zwolnieniu lekarskim. Miałem pęknięte dwa żebra. Dwaj synowie, 9 i 14 lat, chodzili do szkoły podstawowej przy ulicy Skarżyńskiego. Żona wyjechała do pracy na Zachód. W sobotę, 12 grudnia 1981 roku, pozwoliłem dorastającym synom, stęsknionym za matką, oglądać wieczorem dłużej telewizję. W tym czasie w Warszawie były dwa programy telewizyjne. Na drugim programie przed północą wyświetlany był włoski film.

Na ekranie telewizora dwoje ludzi długo płynęło łodzią we mgle po jeziorze. Była punktualnie dwunasta w nocy. Ekran zrobił się mlecznobiały i zanikł głos. Zmieniłem kanał telewizora na pierwszy program. Tam było podobnie - szum i mleko. Kazałem synom położyć się spać. Czteropiętrowe wojskowe bloki przy Skarżyńskiego zamieszkałe w większości przez wyższych oficerów miały ciemne okna. Siedmiopiętrowe bloki po drugiej stronie ulicy też wojskowe, gasiły światła w mieszkaniach.

Nie istniejące dziś Kino Moskwa w Warszawie na Puławskiej 17. W czasie stanu wojennego. Akurat grano Czas Apokalipsy. Na Puławskiej 17 mieszkałem do czasu zniszczenia tego domu w Powstaniu Warszawskim. / Fot. Ze zbiorów autoraGdy rano wstałem, a było po godzinie siódmej, włączyłem dręczący mnie telewizor - znałem się na elektronice. Telewizor nie mógł tak się popsuć. To było coś innego. Wciąż był biały, mleczny ekran. Nie było wizji ani fonii. Kręciłem kanałami. Miałem inną niestandardową, robioną własnoręcznie antenę telewizyjną. Posiadanie jej pozwalało mi niekiedy odbierać wizję ze Szwecji. Wtedy jednak na wszystkich 12 kanałach było mleko i szum własny odbiornika. Najwyraźniej nadajnik nie nadawał programu. Ale żeby na obu kanałach? Z mojego okna widziałem iglice Pałacu Kultury i Nauki. Tam zainstalowane były nadawcze anteny telewizyjne. W radio też słyszałem tylko szum. Kręciłem skalą i łapiąc różne obcojęzyczne rozgłośnie rozumiałem tylko „Polska”. Z niemieckojęzycznej radiostacji usłyszałem wojna w Polsce.

Wyjrzałem przez okno wychodzące na ulicę Grójecką. Senną - o tej porze w niedzielę - ulicą przejeżdżały nieliczne samochody. Pojawił się prawie pusty tramwaj. Na godzinę pierwszą umówieni byliśmy u teściów na ulicy Marszałkowskiej róg Wspólnej, na niedzielny obiad. Zastanawiałem się. Co robić do godziny trzynastej. Jak szykować się do tej wojny. Nic z artykułów żywnościowych nie kupię. Większość towarów była na kartki. Sklepy w niedzielę też były zamknięte. Należało ukryć stojący pod wojskowymi blokami mój samochód. Mogli go zarekwirować. W wojskowych blokach okna pozasłaniane, żadnego ruchu. Czyżby mieszkańcy z nich wyjechali, czy co?

Włączony telewizor około ósmej zaczął wydawać jakieś dźwięki i pojawił się bardzo złej jakości obraz. Generał Wojciech Jaruzelski na tle flagi państwowej zaczął czytać obwieszczenie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. (WRON) To nagranie w coraz lepszej jakości puszczano, w telewizji co kilka minut.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

"Obawiam się jednak, że teraz cala uwaga skupia się na naszej wymianie zdań, a nie na stronie merytorycznej tego materiału. szkoda..." Racja :) Nic tak nie przyciąga jak dyskusja ... Ale tekstem też warto się zaciekawić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proszę zwrócić uwagę na słowo "byśmy" To "byśmy" to my dwoje? czy redakcja, no bo nie ja sam. Ja to odczuwam jako redakcja bo wysłałem do REDAKCJI a brak odpowiedzi jest akceptacją z mojej strony. To redakcja która wstawia, ustawia i zamieszcza otrzymane materiały DECYDUJE.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak brzmiał mój zapis w zwróconym materiale: "Panie Romanie, tekst jak najbardziej na czasie, ale mam prośbę, byśmy z publikacją poczekali do niedzieli właśnie. Proszę o decyzję. Pozdrawiam, Lidia Raś".

Zwracam uwagę na fragment: Proszę o decyzję.

Logicznym jest dla mnie, że w odpowiedzi odeśle Pan tekst, pisząc: Nie, chcę by był publikowany w czwartek, choć to dopiero 1o grudnia lub pisząc: Dobrze, zgadzam się i prześle Pan tekst 13 grudnia.

Jak widać tekst jest na stronie, jest 13 grudnia. Chyba nie chodziło o wyścigi? Czy przypadkiem nie zawartość tego tekstu miała być ważniejsza? Obawiam się jednak, że teraz cala uwaga skupia się na naszej wymianie zdań, a nie na stronie merytorycznej tego materiału. szkoda...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czyli mamy się przypominać, prosić może już teraz nadszedł czas by to opublikować. Ja już czekam w kolejce tyle czasu, itp, itd.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Romanie, to normalna procedura. Odesłałam Panu zmoderowany materiał z propozycją, by opublikować go w niedzielę. Jedyne co musiał Pan w związku z tym zrobić, to wybrać kilka dni później, ponownie opcję :Wyślij do redakcji. To chyba faktycznie nie wymaga komentarza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Materiał ten był w redakcji w czwartek lub piątek. Lidia Raś proponowała dać go w niedzielę. Rozumiem plany redakcji. Lecz po to by on znalazł się tu w niedzielę o wiele spóźniony musiałem wysyłać do moderacji po raz drugi. Bez komentarzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.