
Pierwsze dwa spotkania niedzielnych pojedynków hiszpańskich drużyn nie należały do najciekawszych. Pomiędzy Realem Sociedad a Espanyolem oraz Osasuną i Rayo Vallecano nie padła jakakolwiek bramka i cała czwórka podzieliła się punktami. Dla Realu jest to marna pociecha, gdyż baskijski klub walczy o wyjście ze strefy spadkowej. Osasuna zaś, może cieszyć się z kolejnego meczu bez porażki na swym obiekcie.
W Gijon miejscowy Sporting podjął na swym stadionie Getafe, które po wygranej nad Atletico Madryt dźwignęło się z kryzysu. Tak przynajmniej się wydawało - gospodarze wykorzystali bowiem atut gry na swoim terenie i zdobyli trzy oczka w starciu z drużyną ze stolicy Hiszpanii. Sztuka ta udała się dopiero w 90. minucie spotkania, gdy bramkę na 2:1 strzelił Nacho Novo. Wcześniej prowadzili jednak goście, którzy w 35. minucie meczu trafili na 0:1 (zdobywcą bramki został Miku). Gospodarze wyrównali 10 minut później. Strzeleniu zwycięskiej bramki pomogła na pewno czerwona kartka dla Barrady - zawodnik otrzymał dwa żółte kartoniki w zaledwie 3 minuty.
Samo spotkanie obfitowało w kary dla piłkarzy, sędzia pokazał bowiem jedenaście żółtych kartek, z czego tylko dwie dla gospodarzy oraz dwie żółte kartki, które zamieniono na czerwoną. Dzięki wygranej, asturyjskie Gijon, wskoczyło na 14. lokatę w lidze.
Sevilla po raz drugi z rzędu przegrała na Sanchez Pizjuan. Tym razem ich przeciwnikiem był Athletic Bilbao, który dowodzony przez Marcelo Bielsę, pokonał Andaluzyjczyków 2:1, notując już 8. mecz bez porażki. W spotkanie lepiej weszli właśnie Baskowie, którzy już w 6. minucie objęli prowadzenie za sprawą Iraoli. Niespełna 9 minut później wyrównał Jesus Navas. Na 20 minut przed końcem, zwycięskiego gola, strzelił Marcos i trzy punkty do Kraju Basków zabrał ze sobą Athletic.
W sobotę swój mecz grała Walencja i Realem Madryt. Dzień później odbył się kolejny pojedynek między tymi miastami - w stolicy Hiszpanii, Atletico podjęło 4. w tabeli Levante. Dla gości była to szansa na przeskoczenie w tabeli Walencji.
Mecz, który śmiało można nazwać drugim hitem kolejki, zakończył się po myśli Madrytczyków. Atletico wygrało tym samym stosunkiem bramkowym, co Real - czyli 3:2, podtrzymując passę meczów bez porażki na swym stadionie. Częstotliwość z jaką padały bramki w tym pojedynku nie trudno przyrównać do sobotniego spotkania Valencii z Realem. Najpierw w 69. minucie gry bramkę dla gospodarzy zdobył Pizzi. Zaledwie 180 sekund później, do siatki Atletico, trafił Xavi Torres.
Kolejne 180 sekund i Atletico znów wychodzi na prowadzenie - tym razem za sprawą Adriana. Na 7 minut przed końcem regulaminowego czasu gry na 3:1 trafił Diego. Goście próbowali przeprowadzić tzw.
remontadę, lecz stać już ich było jedynie na gola kontaktowego, którego w ostatniej minucie spotkania zanotował Suarez. Mimo porażki, Levante utrzymało jednak 4. miejsce w lidze i ma bezpieczną przewagę nad Sevillą.
Czytaj dalej ->