Facebook Google+ Twitter

14 sierpnia 1920 roku pod Warszawą rozpoczęła się jedna z najważniejszych bitew nowożytnego świata

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-08-14 10:43

Profesor Andrzej Paczkowski o wojnie polsko-bolszewickiej mówi bardzo krótko – wielka i bardzo ważna. Powstrzymała rewolucję komunistyczną na progu Europy. Angielski polityk oraz historyk, lord Edgar Vincent D’Aberenon, jeszcze przed 1939 rokiem uznał Bitwę Warszawską za 18. bitwę decydującą o losach świata

 / Fot. Infograf: Maciej DudzikChoć oficjalnie za datę wybuchu wojny przyjmuje się rok 1919, niektórzy historycy przypominają, że pierwsze potyczki wybuchały już w grudniu 1918 r.

Prawdziwy Dziki Zachód

Listopad 1918 roku. Do Niemiec zostaje ewakuowana 200-tysięczna armia Ober-Ost, która stacjonowała między innymi na polskich Kresach. Jak grzyby po deszczu na ziemi niczyjej zaczęły powstawać różne oddziały. Ochotnicy, partyzantka litewska, białoruska, niedobitki carskiej armii, trochę komunistów, aż po zwykłych bandytów. Polacy organizowali samoobronę, która w styczniu 1919 roku została wcielona do Wojska Polskiego. Dla wielu właśnie ta data to początek dwuletnich zmagań z bolszewikami.
– Trzeba pamiętać, że toczyły się one z różnym natężeniem – mówi wrocławski historyk, profesor Jerzy Maroń. – W tym samym czasie w Rosji trwała wojna między białymi a czerwonymi. Nie ma co ukrywać, że w naszym interesie leżało osłabienie obu stron. Biali nie mieli zamiaru ofiarować nam wiele więcej niż komuniści.
Rok 1920. Bolszewicy nacierali na Polskę dwoma frontami. Zachodnim – idącym z kierunku Wilna (choć samo miasto ominął), przez Baranowicze na Warszawę – dowodzi Michaił Tuchaczewski. Południowo-zachodni (z Kijowa na Lwów i Lublin) oddano pod dowództwo Aleksandra Jegorowa. Te dwie machiny wojenne rozdziela Polesie. Błota i lasy były zaporą nie do przebycia dla zwykłego wojska. Oba fronty mają się spotkać w trójkącie Warszawa-Lublin-Zamość.
Los Polski wydaje się przesądzony. Jednak 15 sierpnia 1920 r. dochodzi do cudu nad Wisłą.

Żołnierskie szczęście

Profesor Maroń mówi: – Cud wymyślili endecy, według nich zwycięstwo miało być osiągnięte dzięki modlitwom.
Wrocławski historyk śmieje się, że w kategorii cudu można rozpatrywać inne wydarzenie. – Pułk ułanów zdobył w Ciechanowie jedyną w tym rejonie radiostację bolszewicką – opowiada. – Rosjanie nie mogli więc porozumieć się ze stacjonującym w Mińsku Tuchaczewskim. W efekcie część bolszewickich oddziałów przekroczyła Wisłę i zapędziła się daleko na północ, a dalej, idąc wzdłuż granicy z Prusami Wschodnimi (Niemcami), na Zachód. Takie wydarzenia mają swoją nazwę w wojsku: żołnierskie szczęście – podkreśla profesor.
Polacy wiedzieli, co się dzieje u przeciwnika, mieli doskonały radiowywiad i co ważniejsze, potrafili wyciągać wnioski ze zdobytych informacji.

Plan Piłsudskiego

Ale sprzyjało im też szczęście. Jegorow nie potrafił utrzymać w ryzach Siemiona Budionnego. Pod wpływem Stalina, który był ważną personą na froncie południowo-zachodnim, i wbrew rozkazom dowódców Budionny postanowił zdobyć Lwów.
Pozwoliło to Józefowi Piłsudskiemu wycofać część wojsk z okolic Lublina i utworzyć grupę uderzeniową generała Rydza-Śmigłego. Marszałek zastosował plan, który można opisać w ten sposób: lewą ręką trzymać przeciwnika (czyli wojska Tuchaczewskiego) za koszulkę (robiły to oddziały i rzesze ochotników zgromadzone na przedpolach Warszawy, w rejonie Wołomina i Radzymina), a prawą ręką wyprowadzić taki sierpowy, który powali go na deski. W tym przypadku prawicą była grupa generała Rydza-Śmigłego i armia pod dowództwem generała Sikorskiego, która uderzyła na Moskali z rejonu Modlina. Sierpowy był powalający, Polacy wygrali Bitwę Warszawską.
Ostatnia bitwa wojny polsko-bolszewickiej rozegrała się jednak nad Niemnem.
– Była równie ważna jak warszawska – mówi profesor Maroń. – O ile ta pierwsza ocaliła Polskę, to druga określiła granice niepodległego państwa, znacznie bardziej na wschód niż to kiedykolwiek nam proponowano.

Przedmurze Europy
Nikt nie ma wątpliwości, że wojna z 1920 roku uratowała Polskę przed wcieleniem do ZSRR. Bolszewicy byli już do tego przygotowani.
Spór toczy się o co innego. Czy ocaliliśmy przed bolszewikami całą Europę czy też przede wszystkim samych siebie, republiki nadbałtyckie i państwa bałkańskie (łącznie z Jugosławią).
Coraz częściej słyszy się właśnie taką interpretację popartą stwierdzeniem: w 1920 roku Rosjanie nie mieli zamiaru wspierać niemieckich komunistów, bo już dawno w Berlinie stłumiono rewolucję.
– Ocaliliśmy całą Europę – zdecydowanie mówi prof. Maroń. – Rosjanie nie zatrzymaliby się w Polsce. Zdobyliby Niemcy i poszli dalej. Nie na darmo rozkaz Tuchaczewskiego brzmiał: na Warszawę, Berlin i Paryż marsz.

Pospolite ruszenie

Michaił Tuchaczewski w „pochodzie za Wisłę” miał najpóźniej 12 sierpnia zająć Warszawę. Ze stolicy ewakuowano na zachód prawie wszystkie ambasady – została jedynie nuncjatura papieska. Dostawy sprzętu były zatrzymywane przez Niemcy i Czechosłowację. Na zapleczu komuniści organizowali sabotaż.
Jednak jak pisze w swojej książce „Najnowsza historia Polski” prof. Wojciech Roszkowski, sytuacja zaczęła się przełamywać. Tuchaczewski miał już jedynie 130 tysięcy bagnetów, natomiast siły Polski rosły. Na froncie północnym udało się zgromadzić około 270 tysięcy żołnierzy. Do walk włączono nowe oddziały wojska, które nie przeżyły jeszcze odwrotu.
W obronie Warszawy wzięło udział ponad 80 tysięcy ochotników: księża, szlachta, inteligencja, młodzież akademicka i gimnazjalna. Wśród żołnierzy nie brakowało kobiet. Niektóre z nich walczyły z bronią w ręku, inne służyły jako sanitariuszki.
Maria Pruszyńska j urodziła się w 1899 roku w Rydze. Po przewrocie bolszewickim uciekła z rodziną do Warszawy. W 1920 roku zgłosiła się do wojska. Jeździła w pociągu sanitarnym. Po pół roku zaraziła się tyfusem. Przeżyła.

Siemion Budionny

urodził się w 1883 roku. Brał udział w wojnie rosyjsko-japońskiej. Jako najlepszy jeździec pułku został wysłany do szkoły kawalerii na kurs oficerów niższego stopnia. W czasie I wojny światowej służył jako starszy podoficer na froncie niemieckiem. Po bolszewickim przewrocie wrócił nad Don – został członkiem miejscowego Komitetu Rad.
W 1919 roku utworzył konny oddział Armii Czerwonej – był to początek jego oszałamiającej kariery. Konnica Budionnego słynęła z okrucieństwa – wyrzynania jeńców wojennych, mordów na ludności cywilnej i pogromów Żydów.
Nigdy nie utracił zaufania Stalina. Podobno w czasie czystek pocieszał swoich sztabowców mówiąc im:
nic się nie bój, głupich nie biorą.
Profesor Maroń tak mówi o Budionnym: – Bandyta, zwykły bandyta. Bywa, że w takich czasach niszczenia elit, podobni ludzie robią kariery. Znał się na koniach, a nie na kawalerii.
Mało inteligentny i niewykształcony. Dlatego ocalał.
Został jednym z pierwszych marszałków ZSRR. Trudno zliczyć odznaczenia, które dostał. Zmarł w 1990 roku, pochowano go na placu Czerwonym w Moskwie.

Michaił Tuchaczewski

urodził się 16 lutego 1893 roku. Karierę zaczynał jako porucznik armii carskiej. W 1915 roku dostał się do niemieckiej niewoli, skąd udało mu sie uciec.
W 1918 roku przyłączył się do bolszewików. Dowodził wojskami czerwonych w wojnie domowej w Rosji. Odnosił sukcesy w walce z Denikinem i Kołczakiem. W 1920 powierzono mu dowództwo frontu zachodniego w Bitwie Warszawskiej. Pacyfikował powstanie w Kronsztadzie i chłopski bunt na Powołżu. W 1935 roku został marszałkiem Związku Radzieckiego, dwa lata później aresztowano go i oskarżono o zdradę.
Został zabity strzałem w kark 12 czerwca 1937 r. Podobno jego ostatnie słowa brzmiały: „Nie do mnie strzelacie. Rozstrzeliwujecie Armię Czerwoną”. Zamordowano także jego żonę, braci i szwagrów. Córka, siostry i szwagierki trafiły do łagrów.
Powojenna propaganda nadała mu przydomek sowieckiego Bonapartego. Był autorem wielu prac teoretycznych. W Polsce ukazały się one w latach 70. XX wieku.
Podobno pradziad Michaiła Tuchaczewskiego był także wojskowym. Dowodził jednym z pułków zdobywających Warszawę w 1831 roku. Podczas walk został ciężko ranny, dostał się do polskiej niewoli i wkrótce zmarł.

Hanna Wieczorek

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Zdzisław Sadyś
  • Zdzisław Sadyś
  • 30.12.2010 10:38

A przecież Polacy,jako romantycy,upiększają każde zdarzenie.I tak z roku na rok każde zdarzenie wpisywane jest w karty historii jako zwycięstwo Polaków lub dzięki Polakom. I na pewno za kilkaset lat zdarzenia zawarte w kartach historii będą zawdzięczać Polakom. Tak jest nawet w najnowszej historii Polski.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.08.2007 17:04

Wszystko się zgadza poza szczegółami. Polacy nie zdobyli radiostacji tylko jakiś pijany lebiega przerwał przewód łączący punkty dowodzenia. Po latach historycy upiększają siermiężną rzeczywistość. Piszą niestworzone rzeczy o złamanych szyfrach nadinterpretowując radiogramy, których styl wymuszał regulamin służby. Nie można tego odczytywać wprost, a ponieważ treść brzmi niejasno stąd poezja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.