Pozycja materiału w rankingach:
Jeśli myślicie, że osiągnięcie sukcesu wymaga wielu wyrzeczeń, jesteście w błędzie. Są bowiem ludzie, którzy przez sportowe (i nie tylko) życie przemykają szybko, na wariata i mają przy tym niezły ubaw.
Od początku swojej ciekawej kariery robi tak Bode Miller, narciarz-alpejczyk rodem z kraju Jankesów. Wychowany gdzieś w lasach stanu New Hempshire, bez bieżącej wody i elektryczności. 28-letni sportowiec jest żywym zaprzeczeniem twierdzeń, że tylko ciężką pracą i
wyrzeczeniami w życiu osobistym można osiągnąć status gwiazdy i jeszcze zdobyć kilka trofeów przy okazji. Tych bowiem niesfornemu Amerykaninowi nie brakuje. Medale olimpijskie, Puchar Świata to tylko niektóre z jego osiągnięć, do których zresztą nie przywiązuje chyba większej wagi. Bo najważniejsza w życiu jest zabawa!
Za to właśnie kochają go kibice i za to ma przechlapane u działaczy. Tych ostatnich przyprawia o niemały ból głowy swoimi ostrymi, kontrowersyjnymi wypowiedziami. A to jest za legalizacją dopingu, a to opowiada gdzie i z kim się napił , a to startował na kacu, a to, a tamto... Rewelacji padających z jego ust jest co niemiara, a każda nowa jeszcze atrakcyjniejsza od poprzedniej. I co najbardziej
zdumiewające, wiele z tego co ma sympatyczny alpejczyk do powiedzenia jest prawdą .Ot, taki już to po prostu szczery do bólu facet.
To jednak on jest centralną postacią cyrku objazdowego pt. Puchar Świata, to on przyciąga kibiców na stoki narciarskie i sprawia, że zawody mają swój niepowtarzalny charakter. Chcąc nie chcąc trzeba się więc z nim liczyć. Można go nie lubić, można się na niego obrażać (a bardzo często jest za co), ale nie można go ignorować. Choć on akurat nie miałby nic przeciwko temu, bo np. tacy dziennikarze to kolejna grupa osób, którą posłałby do wszystkich diabłów.
Podczas zeszłorocznych XX Igrzysk Olimpijskich ten wybitny skądinąd narciarz żadnego tytułu nie zdobył, raz był piąty, a kilku konkurencji w których występował, nie ukończył. Łzy rozpaczy ani mu jednak w głowie, bo jak sam przyznał, czasu bynajmniej nie stracił i przez dwa tygodnie „bawił się na olimpijskim poziomie”. Jak więc na prawdziwego olimpijczyka i turystę w jednym przystało, zwiedzał to co Włochy mają najlepsze (i to nie Koloseum lub Krzywą Wieżę) w towarzystwie swojej kolejnej dziewczyny – modelki i aktorki filmów dla dorosłych, pił na umór i miał generalnie wszystkich w głębokim poważaniu.
Życie Bode Millera jest dokładnie takie jak jego występy na stoku - porywające, bez zbędnych kalkulacji. Jeśli wygrywa, jest świetnie, jeśli wypada z trasy ... też jest dobrze, bo zawsze potem można iść na piwko i mieć „ fun”. Carpe diem w najczystszej postaci. I jak tu nie kibicować komuś takiemu...
Zobacz także:
Artykuły
(15)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Pozycja autora w rankingach:
Sortuj komentarze:
Urszula Agata Marczewska 07.01.2007 18:52
Ciekawy artykul o ciekawym czlowieku. :-)
Katarzyna Ciesielska 07.01.2007 16:12
Ach taki taki fajny temacik, innymi słowy, bo w życiu trzeba się wyluzować...:)
Katarzyna Ciesielska 07.01.2007 16:11
To nie jest przypadkiem ten, który zasłynął zagubieniem swego olimpijskiego medalu podczas jednej z imprez...?:)
Wielki Test Piłkarski - pytania i odpowiedzi. Sprawdź się!
(odsłon: +1304)