Paweł Kiliański: Jak rozpoczęła się Pana przygoda ze śpiewem?
Krzysztof Respondek: Rozpoczęła się to tuż po Pierwszej Komunii Świętej, kiedy to jako ministrant śpiewałem w kościele psalmy responsoryjne, niekoniecznie od mego nazwiska (śmiech). Jako kilkunastoletni chłopiec posiadałem fankluby, których nawet dzisiaj nie potrafię się dorobić.
Podobno chciał Pan zostać księdzem.Wzięło się to od mojej posługi przy ołtarzu, byłem wtedy takim małym aniołkiem. Myślę, że to moja babcia rozniosła takie plotki, że byłbym dobrym kapłanem. Lecz ja nie czułem tak ogromnego powołania, lepiej czułem się w roli aktora i kabareciarza.
Jak się czuł Pan jako zwycięzca programu „Jak oni śpiewają”?To było niesamowite przeżycie i pozostanie ono w mojej pamięci do końca życia. Jest to nietuzinkowe zwycięstwo, gdyż o wygranej w tym programie nie decydowała żadna komisja, tylko telewidzowie. I właśnie dlatego ta nagroda jest dla mnie do tej pory najcenniejszym wyróżnieniem w mojej karierze.
Dlaczego w podróż marzeń, która była nagrodą w tym programie, wybrał się Pan akurat do Rzymu?Nie było z tą podróżą specjalnej historii. Powierzyłem żonie wybranie miejsca tej wycieczki. Razem z małżonką wybieramy się każdego roku do jednego z miast Europy. I właśnie następnym naszym marzeniem było Wieczne Miasto, a dzięki tej nagrodzie mogliśmy je spełnić.
Jak się zaczęła Pana kariera z aktorstwem?Kończąc Szkołę Teatralną we Wrocławiu zawsze marzyłem, żeby zagrać w filmie, gdyż jest to trwały zapis w pamięci widza. Film daje możliwość utrwalenia na taśmie, zostaje na długo. I to wydaje mi się pociągające. Zagrałem w serialach "Kryminalni", "Odwróceni", "Naznaczony", "Barwy Szczęścia". Jestem zadowolony ze swych dokonań filmowych. Serial daje niesamowitą możliwość zetknięcia z publicznością, która żyje razem z aktorem, pozostaje on w świadomości widzów. Teraz właśnie dzięki "Barwom szczęścia" ludzie zaczepiają mnie na ulicy i pytają o szczegóły mej roli w bieżących i następnych odcinkach. Jest to niesamowite.