Facebook Google+ Twitter

17 mgnień Wiaczesława Tichonowa

Obejrzałem "17 mgnień wiosny". To 960 minut czarno-białego serialu radzieckiego o losach agenta Maksyma Maksymowicza Isajewa, działającego w III Rzeszy jako Otto von Stirlitz. To 12 odcinków serialu "socjalistycznego w treści i formie", skonstruowanego tak, aby kształtować światopogląd oglądających go widzów. A wszystko to przez Wiaczesława Tichonowa...

Kadr z filmu. Stirlitz strzela z pistoletu do niemieckiego agenta. / Fot. screen"17 mgnień wiosny" to serial wojenny, odpowiedź na serię o superagencie Jamesie Bondzie. Brytyjskiemu szpiegowi z MI-6 przeciwstawiono szlachetnego, inteligentnego, skłonnego do poświęceń i rozważnego agenta radzieckiego wywiadu infiltrującego szeregi SS. Ten agent to Maksym Maksymowicz Isajew, w Rzeszy znany jako Otto von Stirlitz.

Postać Stirlitza powołał do życia rosyjski pisarz i dziennikarz Julian Siemionow. Napisał on całą serię opowiadań o losach dzielnego agenta Isajewa/Stirlitza. "17 mgnień wiosny" to jedno z tych opowiadań. Na ekrany przeniosła je w 1976 roku Tatiana Lioznowa. W rolę radzieckiego agenta wcielił się rosyjski aktor Wiaczesław Tichonow.

Historia

Jest luty 1945 roku. Wojska sprzymierzonych prą w kierunku Berlina. Celem aliantów jest ostateczna kapitulacja Niemiec. Na froncie nie milknie stukot karabinów maszynowych i huk rakiet wystrzeliwanych z radzieckich Katiuszy. Tymczasem w Berlinie rozpoczyna się walka inna, zakulisowa, rozgrywana na salonach i tajnych roboczych spotkaniach. Ktoś z najbliższego otoczenia Hitlera rozpoczyna tajne rokowania z Zachodem. Wysoki rangą hitlerowiec chce obrócić bieg wojny. Zawrzeć separatystyczny pokój z państwami demokratycznymi i razem z nimi zatrzymać zagrożenie komunizmu.

O wszystkim dowiaduje się Moskwa. Zleca więc swoim agentom na terenie Niemiec zbadanie całej sprawy. Ten rozkaz dociera również do agenta Isajewa, działającego na terenie Rzeszy już od międzywojnia, znanego w NSDAP i SS jako standartenführer Otto von Stirlitz. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Stirlitz musi jak najszybciej dojść, kto zainicjował tajne rokowania. Nie wie, że stał się obiektem zainteresowania Gestapo, które będzie śledzić bacznie każdy jego ruch. Stawka w tej grze jest ogromna - losy całego świata i powojenny układ sił. Czy hitlerowcy rozbiją "Wielką Trójkę"?

17 mgnień Wiaczesława Tichonowa

Kadr z filmu. Wiaczesław Tichonow. / Fot. screenNie przeszkadzało mi nic. Nie zwracałem uwagi na powolną, czasami ślimaczo powolną akcję. Nie słyszałem sztucznych i nic nie wnoszących do głównego wątku dialogów. Dziwaczna praca kamery? (operatorzy w serialu z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów rozmiłowali się w gwałtownych, powtarzających się kilka razy pod rząd w jednej scenie, "najazdów" na twarz bohaterów). Nic mi o tym nie wiadomo. Dlaczego? Bo od pierwszych minut filmu tkwiłem w hipnotycznym transie, w który wprowadził mnie Wiaczesław Tichonow. Widziałem tylko jego, a właściwie nie całą postać, a twarz... Twarz.

Marek Hłasko napisał kiedyś w "Pięknych dwudziestoletnich", że największym aktorem w historii kina jest Marlon Brando. Zdaniem pisarza, istota geniuszu amerykańskiego aktora opiera się na tym, że ów kiedy recytuje, ma taki wyraz twarzy jakby z trudem odtwarzał wcześniej przyswojony tekst. Brando krzywi się, sapie, marszczy czoło. W ten sposób staje się niezwykle autentyczny, widz wierzy w naturalność gry aktora. Wydaje mu się, że artysta tworzy zdania i frazy na poczekaniu. Jest naturalny.

Gdyby Hłasko dożył 1976 roku i zobaczył serial "17 mgnień wiosny" zmieniłby zdanie, a "Pięknych dwudziestoletnich" wyrzuciłby do kosza. Oto mistrz bijący Brando na głowę, oto człowiek który swoja grą dotyka absolutu. Oto aktor idealny. Wiaczesław Tichonow.

Gdzie geniusz? Na czym on polega?

 / Fot. materiały prasoweKiedy przywołuję w pamięci postać Tichonowa widzę tylko twarz. Twarz przysłania mi wszystko inne. Bo jest to w istocie twarz niezwykła. Wymięta, pomarszczona twarz zmęczonego życiem pijaka nie wyraża żadnych uczuć. W każdej scenie rosyjski aktor wygląda tak samo. Z papierosem, gdy pije wódkę, gdy czeka w poczekalni na widzenie z Himmlerem, kiedy strzela z pistoletu.

Tichonow nie gra, jego ruchy i słowa są sztuczne aż do granic możliwości. To antyteza gry aktorskiej, ale antyteza doskonała, absolutna, nie pozwalająca odejść ani na chwilę od ekranu telewizora. W całej paradzie sztucznych aktorów, tylko Tichonowa chcemy oglądać.

Jest jakaś magia w tej całej osobie, moc która zmusza nas do zmieniania kolejnych płyt w napędzie DVD. Ta potężna siła zniewoli nas do samego końca, nie wypuści nas ze swojego władania aż do ostatniego, 12 odcinka. Nie potrafię ocenić czy warto oglądać "17 mgnień wiosny". Wiem tylko, że ja zbieram już kolejne filmy z Wiaczesławem Tichonowem w roli głównej.

Wiadomości24.pl są patronem medialnym kolekcji "Klasyka radzieckiego kina". Filmy z kolekcji do nabycia również w sklepach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Ach, ten znajomy, wylewny styl wypowiedzi, buziaczki :))))))))))))))))))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.05.2008 16:21

O tak, Marku, moja pycha nie zna granic, aczkolwiek, to nie ja zacząłem, to raz, po drugie - nikt się nie odnosi do tego, co ja napisałem, a Ty z kolei w ogóle zboczyłeś z tematu i odniosłeś się do mojej pychy. Czy jak pisałem o Strilitzu to miałem na myśli Tołstoja? Proszę Cię na temat - nie wchodźmy w relacje osobiste, bowiem w moim przypadku, to w ogóle nie ma racji bytu. To jest forum a nie rodzina. I jeszcze jedno - racja tak jak prawda nigdy nie była i nie jest absolutną ani jedyną. Oglądanie i czytanie w ogóle nie daje nam żadnej racji, więc nie rozumiem, do czego odnoszą się słowa dotyczące racji bądź jej braku. Wartości są też inne, aczkolwiek pewnych rzeczy nie da się ukryć przed wnikliwym okiem tłumacza rosyjskiego i ukraińskiego, szczególnie w recenzji. Dla Ciebie wartości są jedne, zaś dla mnie one są inne i bynajmniej nie zaliczam do tych wartości Stirlitza:). A TO CO PISZĘ DUżYMI LITERAMI NIE KONIECZNIE MUSI BYć NAPISANE DUżYMI LITERAMI, BO TAKI BYł ZAMIAR:). Czego warta jest recenzja i film bez krytyki. A NIC, DOSŁOWNIE I W PRZENOŚNI. Pozdrawiam, Marku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aleksandrze, Twoja pycha (mam na myśli wychwalanie się czytaniem książek w oryginale, co szczególnie podkreślasz poprzez pisanie DUŻYMI LITERAMI) dyskredytuje wartość Twojej wypowiedzi. Otóż oczytanie nie jest gwarantem posiadania racji.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.05.2008 12:28

no i taka odpowiedź jest o wiele bardziej satysfakcjonująca niż Wilk i Zając. Choć w sumie zabrzmiała ona tak jakbym ja się skupiał tylko na oglądaniu filmów:). Wnioskuję z Twojej odpowiedzi, że czytałaś te utwory w oryginale, tak jak ja TO robię:).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aleksandrze Wyszyński, moja znajomość dzieł rosyjskich wykracza oczywiście poza Wilka i zająca. Zetknęłam się z wieloma pisarzami rosyjskimi, ale poprzez lekturę książek, a nie ich ekranizację

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.04.2008 20:18

Jagusia, z Tobą się zgodzę. Pod pewnym względem wilk i zając są zdecydowanie lepszymi bohaterami, aczkolwiek polecam Ci zajrzeć do bardziej ciekawych lektur - takich jak Bunin, Sałtykow-Szczedrin, Nabokow, Gogol etc. Nie ograniczajmy się tylko do dziecięcych kreskówek:). Chyba nie zbyt ciekawie dla kogoś ze wschodu patrzeć na Twoją wypowiedź, gdyż jakbyś sama poczytała, że Polską kinematografię kojarzy się tylko z Lolkiem i Bolkiem (dla przykładu na rosyjskim forum) to chyba byłoby Ci nieco przykro. Pozdrawiam serdecznie. Zresztą możesz też obejrzeć sobie Stirlitza, jak Cię nie znudzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.04.2008 20:13

Nie do wiary. Przepraszam, ludzie o czym Wy wygadujecie? To jest propaganda czysta jak łza i nie rozumiem czym tu można się zachwycać? Chyba że tylko anegdotami i kawałami, które powstały na podstawie "wyrafinowanej" postaci Isajewa. Przecież to jest śmieszne, piszecie o Stirlitzu jak o kimś wyśmienitym. To w takim razie jak potraktujecie polskiego Klossa? Czym jest dla Was Kloss? Może majstersztykiem???? Nie rozumiem, jak takie można wypisywać. 17 mgnień wiosny to jest nuda radzieckiej kinematografii. Brak mi słów.... A co do recenzenta, to chciałbym zauważyć, że w rosyjskim nigdy nie używało się i nie używa się imienia Maksym. Proszę zobaczyć jak Rosjanie mówią na ukraińską wersję Maksyma (nota bene, Maksym to ukraińska wersja) - Maksim!!! Pozostaję z szacunkiem i pozwolę dodać, że wbrew pozorom "Wojną i pokojem" Rosjanie raczej też się nie podniecają aż tak bardzo jak w Polsce - chyba że w przysłowiowych anegdotkach o poruczniku Rżewskim i Rostowej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obejrzę! :) Warto dodać, że "Wojna i pokój" Bondarczuka to oscarowa produkcja (Oscar dla najlepszego filmu obcojęzycznego 1968).

Komentarz został ukrytyrozwiń

* pory

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaintrygowałeś mnie Mateuszu postacią Wiaczesława Tichonowa.
"Wilk i zając" to jedyny rosyjski serial jaki do tej miałam okazje ogladać ;-)
Po lekturze tej recenzji może wezme udział w konkursie :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.