Facebook Google+ Twitter

1956 Wolność i Miłość

O filmie Krisztiny Gody nie wypada, lecz należy dziś wspomnieć. Lata '44 i '56 to nie tylko symboliczne bitwy o honor i wolność, na które patrzył cały świat... To przede wszystkim krew, połamane kości i rozszarpane płuca. To ból.

Kadr z filmu "1956 Wolność i Miłość" / Fot. Materiały dystrybutoraRok 1956, 6 grudnia, czwartek. Ostatnie minuty filmu są naprawdę szybkie: ujęcia kręcone z ręki pokazują węgierskich waterpolistów, którzy triumfują w Melbourne - wygrali 4:0 z ZSRR w jednym z najważniejszych meczów w historii Igrzysk Olimpijskich.

Scenariusz był następujący: australijska publiczność buczała i krzyczała: "Go, Hungary!", Rosjanie nie potrafili rozgryźć dośrodkowań napastników, miotali się w wodzie jak spłoszone ryby, a Węgrzy robili wszystko, aby wygrać. Plusk wody, istny kocioł, szum, muzyka, kibicie. Trenerzy - gadające głowy. Kamera na szwedzkiego sędziego Zuckermanna - ten nie wypuszcza gwizdka z ust. Kilka minut później...

To był atak rekina, po którym basen spłynął krwią

Kadr z filmu "1956 Wolność i Miłość" / Fot. Materiały dystrybutoraGruzin Mszewenieradze mówił po meczu, że sędzia nie zauważył faulu węgierskiego piłkarza, Zadora, który miał go uderzyć pięścią w twarz; ale to nie ważne. Albo całkiem odwrotnie: może to był zapalnik, bo bomba została zdetonowana - radziecki zawodnik, Prokopow, nie wytrzymał napięcia, postanowił zakończyć mecz i wybił się z wody, a następnie uderzył Zadora pięścią w oko. Polała się krew. Publiczność runęła z trybun na rosyjskich zawodników.

"Nie, to nie był normalny mecz" - miał powiedzieć Wiktor Agiejew, jeden z piłkarzy radzieckich. To nie był mecz, w którym najważniejszą nagrodą były medale. Dla większości z tych chłopców wynik spotkania stanowił o ich przyszłym życiu. Złoto dla Węgier, to polityczny zgryw z historii ZSRR. Manifest wolności. Ewolucja i rewolucja. Podczas gdy woda w Melbourne chłonęła krew, ziemia w Budapeszcie była jej pełna. Tam toczył się mecz o życie. Rozpoczęła się krwawa masakra - Armia Radziecka tłumiła rewolucję węgierską.

Miłość?


Kadr z filmu "1956 Wolność i Miłość" / Fot. Materiały dystrybutoraViki Falk (Kata Dobó) i Karcsi Szabó (Iván Fenyö) to powstańcza para młodych kochanków. Banalna historia: najpierw seks, potem uczucia. Dla czołowego zawodnika, przyszłego złotego medalisty w Melbourne, pokazywanie się z kobietą, studentką, dodajmy studentką - rewolucjonistką nie było w sensie materialnym, po prostu opłacalne. Mogli go wyrzucić z kadry. I tyle. Mimo to, Karcsi chce ukryć pacholęcą naturę i cały czas powtarza Viki "Nie wiesz, jaki jestem". Rzeczywiście - nie wiedziała. Okazuje się, że pod młodzieńczą skórą kryje się wrażliwy, pełen podziwu dla bohaterskich rodaków mężczyzna.

Ta banalna historia pokazuje, że życie to takie banalne wydarzenie. Młody chłopak z olimpijskiej kadry dostrzega tylko ulotne przyjemności: zakład z kolegą o to, kto pierwszy pocałuje ledwie poznaną dziewczynę, trening z kumplami na basenie czy popularność - to stały element codzienności. Jednak Karcsi, widząc rozrywane ciała pod rozgłośnią węgierskiego radia i przed parlamentem, młode ciała, z których paruje życie, zaczyna zupełnie inaczej postrzegać rzeczywistość. Nie ma tutaj pulsujących żył, enigmatycznych ruchów, uśmiechniętych twarzy i studenckich butnych min. Jest ból.

Kadr z filmu 1956 "Wolność i Miłość" / Fot. Materiały dystrybutoraFilm "1956 Wolność i Miłość" pokazuje, że w brutalnej rzeczywistości droga od młodego zawodnika do prawdziwego mężczyzny musi być krótka. Nie ma czasu na młodzieńcze wahania. Viki uświadamia kochanka: albo olimpiada, albo wolne państwo. "To tylko piłka" - mówi w końcu Karcsi. Przechodzi rodzaj inicjacji.

Może to przypadkowa analogia. Chłopak dorasta do odważnych decyzji. Naród, młodzi ludzie, dorastają do wolności. Nie, to taka gadanina.

Rosjanie do domu, Węgrzy do rządów

Kadr z filmu "1956 Wolność i Miłość" / Fot. Materiały dystrybutoraOrbita politycznych wpływów Związku Radzieckiego chłonęła wszystko jak czarna dziura. Zimna Wojna to okres chorych umysłów, nie zważających na ludzkie cierpienie. To nieczuła polityka. Nikt do dnia dzisiejszego nie potrafi odpowiedzieć: dlaczego Warszawa, dlaczego Budapeszt.

Seans nie zakończył się brawami. Bo węgierska reżyserka pokazała kły, rozdzierające wygodne życie ludzi, którzy powinni żyć. Wychodząc z kina, nie jesteś w stanie nic powiedzieć.

Polityka zapomniała, że Węgry dorosły. Dorosły daleko przedtem do bycia wolnym i niezależnym od nikogo państwem. Dała temu wyraz studencka demonstracja pod pomnikiem Józefa Bema, dwudziestoparoletni ludzie, którzy nie bali się trzymać flagi powstańców węgierskich z wyciętym godłem Węgierskiej Republiki Ludowej.

"1956 Wolność i Miłość" (Szabadság, szerelem), Węgry 2006
Dramat
czas: 123 min.

Reżyseria: Krisztina Goda
Scenariusz: Géza Bereményi
Zdjęcia: Buda Gulyás, János Vecsernyés
Muzyka: Nick Glennie-Smith

dyst.: Vivarto

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Magda G.
  • Magda G.
  • 29.03.2011 09:04

A ja uważam, ze film był wspaniały! Nie chodzi o to jak był przdestawiony, ale jakie wartości ukazywał. Dla mnie szok, jestem zachwycona!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiczowatość zauważyłem, co ważniejsze, widzę ją cały czas. Musiałbym zwrócić uwagę na każdy film. No, niektóre węgierskie filmy zasługują na uznanie.

Od kiczu w XXI wieku nie uciekniemy; jest on powszechny. I ten film też taki był.

Ludzie oklaskują filmy: warto wybrać się do Luny.

W powstaniu udział brali wszyscy: dzieci, kobiety w ciąży (przyjaciółka Viki, jak wynika z filmu, była raczej w I trymestrze ciąży) czy starsi ludzie.

Film nie był słaby pod względem realizacji, był właśnie "hollywoodzki". A blond włosy i niebieskie oczy to ja mam, i w cale nie jestem lowelasem.

I nie napisałem, że film zasługuje na oklaski.

Dziękuję serdecznie za komentarze, uwagi wezmę sobie do serca przy kolejnych recenzjach. No i posiedzę nad związkami frazeologicznymi. Ale u mnie to nie bierność, lecz - o ile mogę tak powiedzieć - to aktywność językowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam wrażenie, że Jakub nie zauważył hollywodzkiego (czytaj: kiczowatego) charakteru filmu, ponieważ w jego własnej recenzji roi się od kiczu. Zdanie rozpoczynające się od słów "Scenariusz był następujący" jest nie do zrozumienia dzięki mającym zapewne być celnymi, a będącymi jedynie śmiesznymi metaforami. "Podczas gdy woda w Melbourne chłonęła krew, ziemia w Budapeszcie była jej pełna." to kolejne fascynujące zdanie. Pominę już to, które przedstawiła moja poprzedniczka o pokazywaniu kłów. Jestem ciekawa, czy pan recenzent jest świadomy mieszania różnych związków frazeologicznych, co nadaje jego recenzji niechciany zabawny ton.

"Wychodząc z kina, nie jesteś w stanie nic powiedzieć." Mi też zabrakło słów po przeczytaniu tej recenzji i to wcale nie z powodu zachwytu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dużo piszesz o treści tego filmu,a prawie nic o tym,jak został zrobiony. A moim zdaniem został zrobiony źle. Był tak "hollywoodzki",że ech. Blondwłosy piękny młodzieniec i piękniutka dziewczyna o niebieskich oczach,itd. Poza tym te tandetne sztuczki z graniem na uczuciach widza. Dziecko z bronią, kobieta w ciąży,etc. Takie staranie się, żeby zaszokować wszystkich jak najbardziej.

Rozumiem,że filmy takie jak 1956 czy Katyń mają wartość historyczną i to ona jest najważniejsza, ale nie oznacza to,że można nie zwracać uwagi na to,że są słabe pod względem realizacji.

"Seans nie zakończył się brawami. Bo węgierska reżyserka pokazała kły, rozdzierające wygodne życie ludzi, którzy powinni żyć. Wychodząc z kina, nie jesteś w stanie nic powiedzieć." - Nie wydaje mi się,żeby często widzowie oklaskiwali film. Nie wiem, czemu akurat ten mieliby nagrodzić brawami. Tylko dlatego, że jest o krwawo stłumionych, tragicznych protestach i dlatego,że solidaryzujemy się z Węgrami?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.