Facebook Google+ Twitter

1. liga: Widzew rzutem na taśmę wygrał z MKS Kluczbork

W sobotnim spotkaniu z MKS Kluczbork piłkarze Widzewa Łódź przeszli drogę z piekła do raju. Łodzianie do przerwy przegrywali 0:2, ale dwadzieścia minut przed końcem meczu zabrali się do roboty i z boiska schodzili jako zwycięzcy.

Piotr Grzelczak w ataku na bramkę MKS Kluczbork / Fot. Krzysztof SmajekWidzew miał do wyrównania rachunki z przyjezdnymi, bowiem łodzianie jesienią przegrali w Kluczborku 0:2. Chęć rewanżu na przeciwniku oraz potwierdzenie dominacji na pierwszoligowych boiskach, to główne cele widzewiaków w sobotnim meczu, bowiem awans do Ekstraklasy gospodarze zapewnili sobie w poprzednim tygodniu.

Początek spotkania zapowiadał, że sprawdzi się scenariusz mówiący o zwycięstwie łodzian, bowiem gospodarze rozpoczęli od szybkich ataków. Aktywny na skrzydle był zwłaszcza Krzysztof Ostrowski, ale partnerzy nie dostosowali się do jego poziomu gry. Gospodarze z minuty na minutę zaczęli gasnąć w oczach co zachęciło gości do odważniejszej gry.

W 16. minucie strzałem z dystansu Michał Glanowski próbował zaskoczyć Macieja Mielcarza. To był znak, że goście nie boją się lidera pierwszej ligi. Widzew odpowiedział uderzeniem Wojciecha Szymanka z dystansu, który Krzysztof Stodoła sparował na rzut rożny.

Na tym ofensywne akcenty Widzewa w pierwszej połowie zakończyły się i inicjatywę przejęli W pierwszej połowie goście górowali nie tylko w pojedynkach powietrznych / Fot. Krzysztof Smajekgoście, którzy w 26. minucie za sprawą Waldemara Soboty wyszli na prowadzenie. Po chwili mogło być 2:0 dla Kluczborka, ale tym razem Sobota minimalnie pomylił się i strzelił obok słupka.

Do niecodziennej sytuacji doszło w 36. minucie gdy boisko opuścić musiał kontuzjowany sędzia Marcin Roguski, a jego miejsce zajął Krzysztof Jakubik, arbiter techniczny.

Po wznowieniu gry, po przymusowej przerwie, w Łodzi zapachniało sensacją, bowiem podopieczni Grzegorza Kowalskiego zdobyli drugiego gola. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Rafała Wodnioka piłkę w polu karnym trącił Glanowski czym zaskoczył Macieja Mielcarza. Niespodzianka sporego kalibru wisiała w powietrzu.

Na drugą połowę Paweł Janas, aby wzmocnić siłę rażenia, delegował na murawę Marcina Robaka oraz debiutującego w barwach Widzewa Fernando Arriero.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.