Facebook Google+ Twitter

20 minut Realu wystarczyło na Atletico

W najciekawszym meczu 29. kolejki Primera Division, Real Madryt pokonał lokalnego rywala Atletico 3:2 i ponownie objął fotel lidera, który po sobotnich meczach zajmowała FC Barcelona.

Małe "Gran Derbi", jak nazywane są zmagania Realu z Atletico, rządzą się własnymi prawami i obojętnie w jakiej formie są obydwie drużyny, to faworyta spotkania wskazać jest niezmiernie ciężko.

Nie inaczej było na Santiago Bernabeu w niedzielny wieczór. Gospodarze licząc na podtrzymanie wspaniałej serii 9 kolejnych ligowych zwycięstw, musieli poradzić sobie bez kontuzjowanych Kaki, Benzemy, Pepe a także Garay'a. Podopieczni Quique Floresa wystąpili praktycznie w najmocniejszym zestawieniu z Kunem Aguero i Diego Forlanem w ataku.

Jednak to nie Argentyńczyk ani tym bardziej Urugwajczyk uciszyli publikę na Bernabeu i to już w 10. minucie. Zrobił to... były zawodnik "królewskich" Jose Antonio Reyes, który wymanewrował dwóch obrońców Realu i technicznym strzałem w długi róg pokonał Ikera Casillsa. Po tej bramce emocje w pierwszej połowie praktycznie się skończyły, a gra przebiegała na zasadzie "nieskuteczny Real nie wie jak nagryźć skutecznie broniące Atletico". Wynik mógł zmienić jeszcze Cristiano Ronaldo, jednak w wyśmienitej sytuacji nie trafił czysto w piłkę głową, posyłając ją obok słupka De Gei. Wynik do przerwy był dosyć nieoczekiwany, jednak oddający przebieg gry.

Na drugą połowę "Królewscy" wyszli zmobilizowani, jakby od końcowego wyniku meczu miało bezpośrednio zależeć mistrzostwo Hiszpanii. Madrycka prasa ten ultraofensywny styl gry ochrzciła mianem "białego huraganu" i od 45. do 65. minuty na boisku grała praktycznie tylko jedna jedenastka. Znakomite zawody rozgrywał Xabi Alonso. Najpierw w 49. minucie po rzucie rożnym i przedłużeniu głową piłki przez Raula Albiola skierował ofiarnym strzałem piłkę pod poprzeczkę bramki Atletico. Jednak to, co zrobił były gracz Liverpoolu 6 minut później udowodniło, że jest graczem wybitnym. Odwrócony plecami do bramki posłał idealne, mierzone, ponad 40-metrowe podanie między linie obrony "Los Colchoneros", które spadło pod nogi innego byłego gracza "The Reds" Alvaro Arbeloi, który niczym pocisk wpadł w pole karne, wymanewrował obrońcę gości i posłał piłkę do bramki obok bezradnego De Gei. Akcja i bramka spod znaku - stadiony świata. Realowi było jednak wciąż mało i znów 6 minut później po błędzie stoperów Atletico, graczy z Vicente Calderon dobił niezawodny w tym sezonie Gonzalo Higuain. Wydawało się, że jest praktycznie po meczu, a kolejne bramki dla Realu są tylko kwestią czasu. W 68. minucie bezmyślnie w polu karnym ręką interweniował dotychczasowy bohater meczu Xabi Alonso i sędzia wskazał na 11. metr od bramki Casillasa. Do piłki podszedł Diego Forlan i pewnym strzałem dał nadzieję kibicom Atletico na korzystny wynik.

Po bramce Forlana role się odwróciły i to Atletico przejęło inicjatywę, jednak analogicznie do sytuacji Realu z pierwszej połowy raziło nieskutecznością i nieporadnością. Real także nie mógł podwyższyć wyniku (chociaż Cristiano Ronaldo dwoił się i troił), a w samej końcówce meczu skupił się wyłącznie na obronie korzystnego rezultatu dowożąc go szczęśliwie do końcowego gwizdka. Znakomita druga połowa i 3 szybko strzelone bramki pozwoliły pokonać Atletico, które w tym spotkaniu bardziej grało ambicją niż umiejętnościami. Wobec zwycięstwa Barcelony z Mallorcą i faktu że "Blaugrana" nie ustępuje na krok Realowi, sprawa mistrzostwa Hiszpanii powinna rozstrzygnąć się podczas najbliższych kwietniowych "Gran Derbi". Jednak tam 20 minut gry na najwyższym poziomie może nie wystarczyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.