Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2898 miejsce

23. Wiosna Filmów - Mężczyzna imieniem Ove

Tematem kilku filmów 23. Wiosny Filmów jest życiowa przemiana mężczyzny w wieku średnim, pozbawionego pracy, pozostawionego samemu sobie i borykającego się z życiem, zmuszonego przez los do zdefiniowania siebie na nowo.

 / Fot. Wiosna FilmówNa początek wyjaśnienie - moment osiągania samoświadomości przez bohatera filmowego nie jest rzecz jasna wynalazkiem tego festiwalu; jest w zasadzie tak stary jak samo kino, a już na pewno jak osiągnięcie przez dzieła filmowe poziomu dramaturgii dorównującego teatrowi, czy literaturze, sto lat temu; jak kino wytrawne, ambitne, to, do którego się powraca. Jeszcze w czasach W. Griffitha każda z postaci "Nietolerancji" (1916) musiała zdecydować za siebie, która z jej wewnętrznych części składowych zadecyduje o jej losie - a decyzje podejmowane na skraju emocji, pod wpływem kulminacji konfliktu historycznego i wewnętrznego generowały rozwiązanie lub eskalację problemu. Ta samoświadomość z czasem zajmowała w filmie większe znaczenie - jeszcze w "Nosferatu wampirze" i "Gabinecie doktora Caligari" wewnętrzne dylematy głównych bohaterów zderzane były z postawami potworów, które symbolizowały ich uśpione mroczne cechy. W wielkich melodramatach typu "Przeminęło z wiatrem", czy "Casablanca", indywidualne postaci brały los w soje ręce, podejmowały decyzje w sprawie rzeczy ważniejszych od nich samych.

Włoski nowy realizm, francuska Nowa Fala i kino autorskie licznych silnych indywidualności, doprowadziły do nadania jednostkowym problemom zwykłych ludzi równoważnego znaczenia, co epickie problemom historycznym.

Rodak twórcy "Tam, gdzie rosną poziomki", Hannes Holm jest twórcą "Mężczyzny imieniem Ove", którego można by nieco na wyrost do wspomnianych "...poziomek" odnieść. Tytułowy, zgorzkniały Ove (Rolf Lassgård, który grał kiedyś komisarza Wallandera, w Polsce znamy w tej roli głównie Kennetha Branagha i Kristera Henrikssona) traci pracę na kolei i przechodząc w stan bycia nikomu niepotrzebnym - postanawia popełnić samobójstwo - mając 59 lat niespecjalnie chce szukać nowej pracy, dzieci nie ma, jest też wdowcem. Kolejne próby samobójcze Ovego nie udają się - uniemożliwia je nie tylko nieudolność samego Ovego, ale i nowi sąsiedzi, Perska i Szwed z dwójką córek. Ove ma wyjątkowo podły charakter - schodzi z prowizorycznej szubienicy, bo widzi, że za oknem... sąsiadka krzywo parkuje auto, więc musi ją za to okrzyczeć. Tak, "Mężczyzna..." to czarna komedia. Ustalone reguły gatunkowe zgrywa do tego stopnia, że pierwsze czterdzieści minut filmu ogląda się z zażenowaniem - rozbawienie widza nieudanymi próbami samobójczymi starca udałoby się chyba tylko wtedy, gdyby widz nie widział wcześniej żadnego innego filmu... Na szczęście Hannes Holm od dość zgrzytającej konwencji prologu przechodzi z czasem do nieco ciekawszych wątków - w retrospekcji - w której Ove wspomina swoje dojrzewanie i miłość do swojej przyszłej żony, Sonji. Tutaj utrzymanie uwagi to zasługa Idy Engvoll, grającej zarówno młodszą, jak i starzejącą się później Sonję, z wdziękiem i błyskiem młodej Sharon Stone (lub Margot Robbie). "Nadobecność" Sonji w pustym bez niej życiu Ovego tłumaczy doskonale jego późniejsze osamotnienie lat starczych. Bardzo toporny początek filmu, gdy gruboskórny Ove nie daje po sobie pokazać żadnej ludzkiej cechy, musi naturalnie prowadzić do przemiany, gdy poznajemy wrażliwszą stronę tego człowieka. Dojrzewanie filmu, ale i Ovego jest stopniowe i subtelne - proces zaangażowania się widza w historię następuje niezauważalnie. Oszustwo emocjonalne, jakie się uskutecznia jest proste - zrozumienie dla bohatera działa na zasadzie kontrastu - wrażliwy potwór. Na szczęście przed kiczem ratuje końcówkę filmu kolejna dawka czarnego humoru - tym razem już wytrawniejszego i oryginalniejszego. Hannes Holm szydzi ze szwedzkości, przerysowany pedantyzm i przywiązanie do narodowych produktów Ovego sprowadzając do absurdu. Przekładanie się subtelności i komedii jest już wtedy ostrożniejsze - humor rozmywa kicz, a konwencjonalną historię urozmaicają brawurowe pomysły. "Mężczyna imieniem Ove" nominowany do Oscara za film zagraniczny to film będący daleko w tyle za zakwalifikowanym w tej samej kategorii "Toni Erdmanem" czy zwycięskim "Klientem", ale mimo wszystko sam się broniący.

O pozostałych filmach ("Wilde Maus", "Konstytucja", "Klient") filmach wkrótce.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.