Facebook Google+ Twitter

2 kwietnia - rocznica śmierci Jana Pawła II

Tak jest pusto, tak cicho, tak smutno i jakoś nie tak jak kiedyś. Nie ma tej samej magii, nie ma tej samej Ojcowskiej Ręki, nie ma takiego poczucia duchowego bezpieczeństwa, bo nasz ukochany Jan Paweł Wielki nas opuścił...To już 2 lata...

Miałem wielkie obawy związane z wybranym tematem... Próbuję napisać coś, co naprawdę trudno wyrazić słowami. Jestem zwykłym człowiekiem, miernym katolikiem, który z marnym skutkiem próbuje tłumaczyć sobie wszystko to, co przekazywał nam Papież Polak. Jestem jednak dumny, że żyłem w czasach, w których Łódź Piotrową prowadził właśnie Karol Wojtyła. Kiedyś tego nie zauważałem, ale dziś wiem, że dostąpiłem wielkiej bożej łaski...

Te ostatnie dni marca i początek kwietnia 2005 roku były szczególne. Nie wiem, czy można powiedzieć "szczgólne" w sytuacji, w której serce każdego chrześcijanina było przepełnione bólem. Urodziłem się, gdy Jan Paweł II był już na tronie Stolicy Piotrowej i nie wyobrażałem sobie, że mój Kościół może być dowodzony przez innego pasterza. Ta myśl zaczęła mnie prześladować dopiero podczas Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Zamiast radości, czułem lęk, bo wiedziałem, że Stwórca powoli wyciąga swoją rękę do Ojca Świętego i daje mu znak, że jego ziemska wędrówka dobiega końca...

Budząc się każdego dnia miałem nadzieję, że Jan Paweł II jeszcze nas nie opuścił. I tak w niepewności mijał poniedziałek, wtorek, środa i... najtrudniejszy ze wszystkich dni - czwartek. Poważny sygnał, który pozbawiał nas wszelkiej nadziei. Wiedzieliśmy, że los i życie Karola Wojtyły jest tylko w rękach samego Boga...

Piątek, 1 kwietnia to kolejny dzień nadziei i wiary, że dla Wszechmogącego nie ma rzeczy niemożliwych. Wierni zgromadzeni na Placu Świętego Piotra z łzami w oczach błagali Boga, aby nie zabierał im Ojca, który tak wiele dla nich znaczy. W pewnym sensie modlitwy zostały wysłuchane, bo Stwórca dał Janowi Pawłowi jeszcze jeden dzień. Dla wiernych dzień pożegnania się z Ojcem Świętym, a dla Jana Pawła kolejny dzień pod znakiem bólu i cierpienia. On jednak z radością schodził z tego świata i cieszył się na wieść, że jego dzieci towarzyszą mu w tym nadzwyczajnym wydarzeniu. To właśnie wtedy padły te znamienne słowa skierowane do młodzieży: "Szukałem Was, a Wy teraz przyszliście do Mnie"...

Sobota, ostatni dzień męczeńskiej wędrówki Ojca Świętego na ziemi. Modlimy się, ale powoli godzimy z myślą, że za moment usłyszymy tę smutną wiadomość. Podczas modlitwy mamy przed oczami oblicze Karola Wojtyły. Choć wiemy, że straszliwie cierpi, staramy go sobie wyobrazić jako człowieka silnego, mocnego, pewnego, takiego jakim był przez całe swoje życie. Staramy się nie myśleć o jego bliskim odejściu, ale radować jeszcze jego obecnością wśród nas...
Kilka minut przed 22:00 na Placu Świętego Piotra zostaje przerwana modlitwa o zdrowie Jana Pawła II... Wiemy dlaczego, ale nie chcemy tego słyszeć, to jest za trudne. O 21:37 Ojciec Święty przekroczył próg bramy prowadzącej do Pana. Rozbrzmiewa, a właściwie nie rozbrzmiewa wielka cisza... Nieliczni płaczą, reszta stoi i nie ma siły wydobyć z siebie nawet łzy... W jednej chwili wszyscy obecni przed bazyliką i miliony przed telewizorami czują się osamotnieni, zgubieni, bo nie ma przy nich tego, który zawsze ich karmił słowami otuchy, nadziei i wiary...

To już koniec, jego już nie ma.... Nie to jeszcze nie koniec, on jest i czeka na nas w domu Ojca. I choć my czujemy się z tym źle, on jednak jest szczęśliwy bo spotkał się z tym do kogo zdążał przez całe swoje Wielkie życie...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Uważam, że tekst jest bardzo dobry, szczery i przemyślany. Przyjemnie się go czyta. Przypomina nam ostatnie chwile JPII, to co zrobił dla wielu z nas.. i ile musiał wycierpieć, aby odejść do Pana. Bardzo trudno się opisuje swoje wewnętrzne przeżycia. Ode mnie oczywiście duży plus. Tekst jest świetny, nie mam żadnych zastrzeżeń!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgodzę się, że tekst jest nazbyt patetyczny i nieco sztucznie brzmi.
Ale z drugiej strony, Moje Trzy Grosze są właśnie dla takich artykułów-bardziej osobistych i często nie tak dobrych, naiwnych, lecz przy tym szczerych.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.04.2007 21:05

może tu wcale nie jest najważniejszy tekst. W tym samym czasie razem z dziećmi usiłowałem pozbierać się psychicznie po odejściu żony tam, gdzie znalazł się nasz papież. Zabrzmi to strasznie egoistycznie, ale otaczający nas smutek tłumów i powaga w mediach pozwoliła dużo łagodniej znieść prywatny ból i smutek. Gdyby trzeba było znosić wesołość i beztroskę bliźnich na ulicach, to nie wiem, jak byśmy to przeżyli. Modlitwy po śmierci papieża Jan Pawła II uzdrowiły nieuleczalnie chorą zakonnicę, ale także wielki, zbiorowy żal wiernych w cudowny sposób ukoił rozpacz pomagając podobnych mnie ludziom, którzy znaleźli się w równie ciężkiej sytuacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

a mnie sie podoba. Nawet jesli autor przesadzil ze swym"uduchowieniem", to tekst jest szczery. Czyta sie go dobrze, widac w nim uczucie. ode mnie plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgodzę się z przedmówczynią. Bardziej przypomina mi to, wpis do bloga. Poza tym, nie wiem co autor, chciał wyrazić słowami? To jak żyje mu sie bez JPII?. To kim był? Bo to tak dziwnie wygląda, najpierw pisze, że wybrał sobie temat, który trudno opisać słowami., a potem opisuje ostatnie dni życia papieża Polaka, jakby opisywał relację z meczu. Takie jest moje wrażenie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

tekst mi sie nie podoba, jest starsnzie patetyczny, sztuczny i w ogole do mnie nie przemawia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.