Facebook Google+ Twitter

30-latek zmarł, bo lekarz kazał mu czekać...

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-09-26 11:33

30-latek Artur Ostrowski zmarł dwa dni po tym, jak w zgierskim Szpitalu Wojewódzkim nie udzielono mu pomocy. Jak się potem okazało, mężczyzna miał sepsę. Sprawą już zajęła się prokuratura. Ministerstwo Zdrowia nie ma wątpliwości, że sytuację w zgierskim szpitalu powinien natychmiast skontrolować Narodowy Fundusz Zdrowia.

Państwo Nejmanowie ze Zgierza nadal nie mogą się pogodzić ze śmiercią kuzyna / Fot. Dziennik ŁódzkiArtur Ostrowski przyjechał do krewnych w Zgierzu z Nowej Soli. Poczuł się źle w sobotę. Narzekał na ból gardła, zaczęła mu puchnąć szyja. Do izby przyjęć zgierskiego szpitala trafił w poniedziałek, kilkanaście minut po godz. 10. - Pielęgniarka, która do nas wyszła, powiedziała, że pacjent nie jest z naszego województwa i dlatego musimy mieć skierowanie od lekarza rodzinnego - oburza się Jerzy Nejman, krewny zmarłego. - W końcu kazała czekać na lekarza. Lekarka przyszła kilkanaście minut później. Powiedziała, że jest zajęta i może przyjąć Artura dopiero za cztery godziny. Wyproszono nas na korytarz.

Maria Ostrowska, matka Artura, zaczęła płakać i błagać lekarzy, żeby przyjęli jej syna, ale nic to nie dało. Państwo Ostrowscy przez ponad godzinę czekali w izbie przyjęć. Potem zdecydowali, że nie mogą dłużej trzymać chorego w korytarzu. - Na co mieliśmy czekać? Rodzice wsadzili Artura do samochodu i zawieźli prosto do szpitala w Nowej Soli - opowiada Jerzy Nejman.

Lekarze w Nowej Soli natychmiast przyjęli Artura na oddział. Wieczorem mężczyzna stracił przytomność. Zmarł w środę rano. Elżbieta Ostrowska, żona zmarłego, nie może pogodzić się z tym, co zaszło w zgierskim szpitalu: - Lekarze mówią, że mąż zmarł na sepsę, która zaczęła się od zapalenia krtani. Beata Karolczyk, kierownik izby przyjęć w szpitalu w Zgierzu, przyjmowała pana Artura. Tłumaczy, że w poniedziałek, gdy się do niej zgłosił, była na oddziale sama.

- Miałam wielu pacjentów, których trzeba było zbadać i podać leki. To nieprawda, że odmówiłam pomocy - broni się. - Rozmawiałam z chorym. Nie wymagał nagłej interwencji, mówił, że obrzęk miał od trzech dni. Dlatego poprosiłam, żeby poczekał. Opuścił szpital, zanim skończyłam badać pacjentów. Nie mogę odpowiadać za jego decyzję - tłumaczy dr Karolczyk. Czy rzeczywiście - ustali prokuratura w Nowej Soli, która wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie śmierci Artura Ostrowskiego.

- Przeprowadziliśmy sekcję zwłok, wstępnie została ustalona przyczyna zgonu. To była sepsa - mówi prokurator Katarzyna Wojciechowska. - Musimy też przeanalizować dokumenty z obu szpitali. To, co zaszło w zgierskim szpitalu, zaskoczyło Pawła Trzcińskiego, rzecznika Ministerstwa Zdrowia. - Jak to możliwe, że na oddziale ratunkowym zgierskiego szpitala pracuje tylko jeden lekarz? To niedopuszczalna sytuacja. Powinien to natychmiast skontrolować wojewódzki oddział NFZ - zapowiada rzecznik.

Mariusz Jędrzejczak, zastępca dyrektora zgierskiego szpitala, mówi, że praca na oddziale, na który trafił pan Artur, należy do najtrudniejszych i mało kto chce tam pracować. Nad rodziną zmarłego nie zamierza roztkliwiać się Joanna Romanowska-Krawentek, kierownik kancelarii okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej: - Jeśli poszkodowani mają pretensje i żal do szpitala, mogą złożyć u nas skargę. Wtedy będziemy mogli zapoznać się ze sprawą, uzyskać dokumentację ze szpitala w Zgierzu i w Nowej Soli i powołać biegłego, który wyjaśni okoliczności. Wiesława Nejman, ciotka zmarłego, kwituje: - Najbardziej boli to, że w szpitalu, czyli tam, gdzie przychodzi się po pomoc, zlekceważono chorobę. Nie mogę się z tym pogodzić.

Co się dzieje w zgierskim szpitalu?


Wczoraj do redakcji zgłosiła się Mirosława Kantorek z Aleksandrowa, która też miała problem z uzyskaniem pomocy w zgierskim szpitalu.

- Mój mąż Tadeusz poczuł się źle koło południa, zawiozłam go do ośrodka zdrowia w Aleksandrowie - relacjonuje pani Mirosława. - Tam okazało się, że ma niebezpiecznie wysokie ciśnienie. Lekarz zadecydował, by przewieźć go karetką do Zgierza. Przed godz. 19 przyjechałam do męża, który był nadal w izbie przyjęć. Błagałam lekarza, żeby pozwolił zostać mężowi choć jedną noc w szpitalu, bo w domu nie mamy nawet ciśnieniomierza... Nic z tego. Lekarz powiedział, że podali mężowi leki na obniżenie ciśnienia i mam go zabrać do domu, a następnego dnia zaprowadzić go do przychodni. Lekarz z ośrodka zdrowia w Aleksandrowie nie mógł uwierzyć, że szpital odesłał pacjenta w takim stanie do domu - denerwuje się pani Mirosława. - W nocy mąż znowu źle się poczuł, skoczyło mu ciśnienie, zaczął bardzo źle widzieć. Prawie stracił wzrok. Państwo Kantorkowie ponownie przyjechali do zgierskiego szpitala. - Tym razem męża przyjęli, ale leży w izbie przyjęć - martwi się pani Mirosława. - Lekarz powiedział, że nie ma okulisty. Co będzie dalej? Nie wiemy...
K. W.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jak to gdzie przysięga Hipokratesa? - W d....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale strajkować to potrafią ale udzielić pomocy tak cieczko choremu nie , bo to nie nasz pacjent a gdzie przysięga HIPOKRATESA ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.