Facebook Google+ Twitter

33 sceny o śmierci

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-11-20 15:31

Film Małgorzaty Szumowskiej, nagrodzony na festiwalu w Locarno, określono wstrząsającym i odważnym. Polskie kino długo czekało na taką produkcje. Co „33 sceny z życia” czyni obrazem przełomowym?

Plakat filmowy / Fot. www.filmweb.plDystrybutor na plakacie reklamowym określa produkcję „największym międzynarodowym sukcesem od czasu Kieślowskiego”. Film opowiada przejmującą historię o życiu i śmierci. Artystka Julia ma 33 lata, jest fotografem. Jej prace powoli zdobywają uznanie za granicą.

Bohaterkę poznajemy, gdy jej życie wydaje się być idealne. Jest córką uznanej pisarki i znanego dokumentalisty, jej mąż jest kompozytorem. Wszyscy doskonale się rozumieją, wspólnie przeżywają chwile radości. Jednak pewnego wieczoru ich ukochany pies zdycha. To oznaka rychłych zmian. Kilka miesięcy później matka Julii dowiaduje się, że ma raka. Cała rodzina musi nauczyć żyć na nowo, ze śmiercią tuż obok.

Obraz Magdaleny Szumowskiej łatwo połączyć z jej biografią. Reżyserka, podobnie jak główna bohaterka, w ciągu roku przeżyła tragedię. „33 sceny z życia” na festiwalu w Gdyni zdobył sześć nagród. Myślę, że w pełni zasłużenie. Film to przede wszystkim piękna historia fabularna. Potwierdza się powiedzenie, że to życie pisze najlepsze scenariusze. Ten jest niesamowity, ciekawy i przerażający zarazem.

Śmierć w polskim kinie nie jest częstym gościem. Tym razem widzimy ją inaczej niż zwykle, bez patosu, szczegółowo. Nadchodzi nagle, jak w życiu, w najmniej spodziewanym momencie. Gdy jest nam dobrze i jesteśmy szczęśliwi. Wtedy przychodzi bezwzględna śmierć i zabija wszystko to, co nadawało naszemu życiu sens. Potem jest już tylko pustka i nowe życie, którego nie sposób się nauczyć.

Z kinowego ekranu bije prostota i naturalizm. Wyniszczona chorobą i chemioterapią matka traci zmysły, nie rozpoznaje bliskich, powoli traci świadomość. W tej roli świetnie odnajduje się Małgorzata Hajewska-Krzysztofik. Jest prawdziwa, wzrusza i poraża.

Sekwencja szpitalnych scen, kiedy matka choruje a potem odchodzi, jest jedną z najlepszych w polskim kinie od kilku lat. Gdy widzimy matkę malująca usta szminką czy rodzinę czekającą na ostatnie uderzenie serca mamy, mamy ochotę odwrócić wzrok. Cierpienie odrzuca, jednak nic nie jest w stanie odciągnąć nas od seansu.

Bezradność, płacz, rozpacz - wszystkie te uczucia wylewają się z każdej kolejnej sceny. Aktorzy, szczególnie polscy, wypadają zaskakująco dobrze. Świetna gra Macieja Stuhra zasługuje na uznanie. Atmosfera przeżywanych przez jego postać uczuć i emocji szybko udziela się publiczności. Zamyślenie i nostalgia po seansie jest u widza naturalną reakcją.

Życie wszystkich postaci zupełnie zmienia się po spotkaniu ze śmiercią. Trudno się im odnaleźć w nowej traumatycznej rzeczywistości. Bohaterowie myślą, co by było gdyby „to” się nie stało, jednak tego nie dowiedzą się już nigdy.

„33 sceny z życia” jest kinem na miarę światową. Także ze względu na zachwycające zdjęcia i muzykę, przyśpieszającą bicie serca.

Film Szumowskiej jest mocny, trudny i nie dla wszystkich. Dlaczego? Bo po projekcji niełatwo otrząsnąć się z bólu, beznadziei wszystkich ludzi urodzonych z wyrokiem śmierci.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo dobra recenzja, z niecierpliwością czekam na ten film w moim kinie+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.