Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10395 miejsce

35. WST - "Nie-boska komedia. Wszystko powiem Bogu!" [recenzja]

Dramat Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki to po filmie "Hardkor Disko" i po książce "Prześniona rewolucja" kolejne rozliczenie III RP z jej podziałów klasowych, a także wypierania skomplikowanego pochodzenia polskich elit.

Materiały promocyjne warszawskie.org / Fot. 35.Wst

"Nie-boska komedia..." jawi się bardziej jako adaptacja "Prześnionej rewolucji", eseju Andrzeja Ledera z drugiej dekady XXI wieku, niż jako dziewiętnastowieczny dramat pióra Zygmunta Krasińskiego. Zapewne nieprzypadkowo Krytyka Polityczna łączy nazwiska Ledera i Demirskiego; obaj panowie rozliczają się z obecną sytuacją polityczno-społeczną Polski w sposób kategoryczny, a zarazem klasowy. Przypomnijmy w trzech zdaniach, o czym traktował esej wydany przez Krytykę Polityczną - bo inspiracja nim jest na tyle widoczna, że podtytuł mógłby w zasadzie brzmieć "Wszystko powiem Lederowi". Leder zasugerował, że II Wojna Światowa i stalinizm usunęły de facto dotychczasowe elity ekonomiczno-społeczne: naziści wyeliminowali Żydów, a sowieci - polską arystokrację. Trwający 45 lat PRL wykształcił nowe elity, a narodzeni w jego ramach czasowych nowi obywatele dokonując zmian transformacyjnych w 1989 roku, byli odpowiedzialni za ścięcie gałęzi, na której siedzieli sami, razem ze społeczeństwem. W tym kontekście - tu jeden z najbardziej kontrowersyjnych fragmentów - przyłożenie się samych Polaków do mordów na Żydach (zapożyczone u Ledera z prac Bikont i Grossa) miało charakter nie tyle ksenofobicznej czystki, co gniewu klasowego.

Niepokojące - przynajmniej dla mnie - u Ledera było to, że gniew klasowy wykluczonych Polaków w zasadzie tłumaczyłby mord na Żydach, co nie tylko krzywdziłoby Polaków nieprzykładających ręki do Holokaustu - co samych Żydów - rozumianych jako klasa bogatsza również mylnie i stereotypowo. Krzywdzące - ale, przyznaję, nadające tej traumie nowego znaczenia. Tutaj jest nie inaczej - Strzępka odbiega od politycznej poprawności i dość okrutnie pokazuje wcale nie pozytywną u Krasińskiego postać Żyda. Tutaj problem ujęty jest w nawias, Żyd kpi ze swojej własnej tożsamości w długim monologu, w którym w każdym zdaniu wiele razy pojawia się słowo zawierające temat "Żyd", celowo akcentowane. Oczywiście Żyd ukrywa się też w piwnicy / kanale co ma charakter aluzji nie tyle do Holokaustu, co do filmu Agnieszki Holland.

Demirski z Krasińskiego pozostawia całkiem sporo, ale sam tekst dramatu jest przetworzony i przetrawiony - przez rzeczonego Ledera najbardziej; każde z trzynaściorga aktorek i aktorów odgrywa dwie lub trzy postaci na raz; główny bohater, Henryk, grany jest raz przez mężczyznę, raz przez kobietę, jego syn, Orcio - przez czterdziestoletniego, najwyższego z ekipy aktora, Pankracy nie występuje chyba nawet pod swoim imieniem, chyba, że w broszurce (piszę chyba - bo wyłapać z tej pogmatwanej treści wszystkie detale po jednym obejrzeniu spektaklu to rzecz niełatwa); pojawiają się też postaci z innych dzieł, a także z polityki.

Oczywiście spektakl ma charakter polityczny. Odwołania do rewolucji nabierają charakteru wyczekiwanej przez lewicę nowej rewolucji prekariatu. Ojciec robotnik rozpacza nad niedolą córki-doktorantki, która zamiast odnosić sukcesy naukowe, siedzi przykuta do kserokopiarki, wykonując zadania urągające jej wykształceniu. Aluzje do wojny nabierają nowego znaczenia w kontekście Doniecka. "Nie-boska komedia. Wszystko powiem Bogu" to już w samym tytule pamflet na prawicowe donosy na lewicowe aspiracje (anty)polskich twórców teatralnych. Skupienie się twórców na antysemickim wydźwięku dzieła to mrugnięcie okiem do widzów kojarzących zawieszenie w Starym Teatrze poprzedniej wersji spektaklu, w niedoszłej reżyserii Oliviera Frljica. W tamtej, niezaistniałej formule, piętnować miała "Nie-boska komedia" antysemityzm Konrada Swinarskiego, autora jeszcze wcześniejszej adaptacji sprzed pół wieku. Antysemityzm w dużej mierze domniemany, przynajmniej zdaniem konserwatywnych, krakowskich krytyków i aktorów, którzy skutecznie odwołali spektakl. Strzępka i Demirski mówią często kapitalikami, dowcip szyją grubymi nićmi, szydzą też z widzów siedzących na spektaklu - ku ich ogólnemu zachwytowi. Po pierwszym pokazie w Teatrze Powszechnym brawa nie ustawały, a spotkania twórców z publicznością nie zakłócił żaden incydent.

"Nie-boska komedia" to dramat, na który w Warszawie długo czekałem. Cytując Macieja Nowaka, klasowych sztuk w Warszawie brakuje, zatem gościnne występy Strzępki i Demirskiego są wyjątkami potwierdzającymi regułę, a spektakle sygnowane logiem Krzysztofa Warlikowskiego tracą wyrazisty, polityczny charakter na rzecz wymyślnej estetyki i zabiegów formalnych. Konkluzja: dramat Demirskiego jest jednym z najbardziej politycznych od czasów... wcześniejszych spektakli Demirskiego, z "W imię Jakuba S." na czele. To w tym ostatnim Demirski ukazał rabację galicyjską jako gest zbuntowanego ludu, który wobec zuchwałej szlachty odnosi się w gruncie rzeczy... łaskawie, bo ucina te szlacheckie głowy, które wychylają się jedynie na terenie Galicji. Deklaracja to odważna, ale i politycznie aktualna. Według legend szlachta polska miała liczyć 10% społeczeństwa, to dużo w porównaniu z innymi krajami, ale znacznie mniej, gdy uwzględnimy fakt, że połowa z tych 10% to kobiety - głosu wtedy donośnego niemające. Oznaczałoby to według duetu twórców, że utracona przed 1772 rokiem I Rzeczpospolita to tak jak dzisiaj kraj, gdzie 5% najbogatszych decyduje o 95% pozostałych; po rozbiorach zaborca nie jest dla społeczeństwa najgorszym zagrożeniem.

W tym kontekście: widmo polskiego Lenina - Jakuba Szeli - przez poemat Krasińskiego zapowiedziane (dramat powstał w latach 30., rabacja miała miejsce w kolejnej dekadzie) to nie upiór z najbardziej znanej sztuki polskiej, "Wesela" Wyspiańskigo, ale Dobry Duch Renowacji (także polskiego teatru).

Na koniec polecam powrót do wywołanego do tablicy filmu "Hardkor Disko", traktującego w dużej mierze o podobnych zjawiskach.

"Nie-boska..." była jedną z dziewięciu sztuk zaproszonych na festiwal przez Zbigniewa Pietrasika, dyrektora artystycznego 35. Warszawskich Spotkań Teatralnych, które zakończyły się w czwartek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.