Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20675 miejsce

37. Jeleniogórskie Spotkania Teatralne: Straszne czasy

W dniach 25 września - 7 października 2007 odbędą się XXXVII Jeleniogórskie Spotkania Teatralne. Zdaniem Joanny Wichowskiej, kierownika literackiego Teatru Jeleniogórskiego, większość zaproszonych przedstawień odnosi się do współczesności.

Joanna Wichowska, kierownik literacki Teatru Jeleniogórskiego / Fot. Tomasz SierpińskiNa przełomie września i października do Jeleniej Góry przyjadą teatry z Krakowa, Opola, Warszawy, Łodzi, Wrocławia i Görlitz. W rozmowie z gazetą internetową Wiadomości24.pl, Joanna Wichowska, kierownik literacki Teatru Jeleniogórskiego, szczegółowo omawia program tegorocznych Spotkań (JST):

Kilka lat temu, w jednej z dyskusji po spektaklu, Halina Obidniak, wieloletnia dyrektor Teatru Jeleniogórskiego, pytała młodych aktorów: "Czy teatr powinien zaskakiwać, prowokować, obrażać?". Jak pani odpowiedziałaby na to pytanie?
- Zgodziłabym się z dwoma pierwszymi określeniami. Teatr powinien zaskakiwać i prowokować.

A obrażać?
- Obrażać? To zawsze jest sprawa osobista: czy człowiek, jako widz, czuje się obrażony. To zależy chyba od tego, jak dalece ma zakorzenione przekonanie, że jego prawda jest jedyną, obowiązującą i nie wybaczy nikomu, kto ośmieli się ją poddać w wątpliwość. Myślę, że teatr nie powinien obrażać, ale też nie powinien być lekkostrawny.

Pytam o to nie bez powodu. Przeglądając program tegorocznych JST, można dojść do wniosku, że wszystkie spektakle mają prowokować, a nawet, w pewnym sensie, obrażać. Czy faktycznie jest klucz, który łączy wszystkie przedstawienia?
- Tak, jest klucz... Ale nie rozumiem stwierdzenia, że zaproszone spektakle obrażają widza. Prowokacja - tak. Prowokują przede wszystkim do stawiania pytań, od jakich na co dzień uciekamy. To nie jest równoznaczne z obrażaniem. Na przykład w bardzo, skądinąd, "grzecznym" spektaklu "Kowal Malambo. Argentyńska historia" - Laboratorium Dramatu z Warszawy - występuje Jezus, który jeździ na osiołku i święty Piotr, który jest mało święty. Już samo pokazanie w teatrze takich postaci, kogoś może oburzyć. Kogoś, kto nie pamięta średniowiecznych misteriów na przykład.
Oburzać może nagość w spektaklu "Baal..." Marka Fiedora albo estetyka filmów "gore" (makabryczne horrory - przyp. red.), w jakiej opowiada się o Polsce w wałbrzyskim spektaklu Demirskiego i Strzępki. Nowe odczytanie narodowych wieszczów: Wyspiańskiego w "Albośmy to jacy, tacy" Piotra Cieplaka, czy Kochanowskiego w "Odprawie posłów greckich", również może być oburzające...
Tak, można się tym wszystkim na dzień dobry oburzyć, a tym samym poczuć się zwolnionym z obowiązku dalszego myślenia. Mamy jednak dobre zdanie o naszej publiczności - na pewno nie jest to publiczność, która poprzestaje na takich odruchowych i powierzchownych reakcjach.

Jakiego teatru należy spodziewać się w tym roku?
- O każdym z przedstawień trzeba by mówić osobno. Ale gdyby pokusić się o uogólnienie: będzie to teatr stawiający trudne i aktualne pytania... Pytania o polskość, patriotyzm, moment historii, w jakim się wszyscy znaleźliśmy...

Gdyby miała Pani nazwać tegoroczne JST, jaki tytuł by nosiły?
- Zastanawialiśmy się nad tym... Tomek Śpiewak, dramaturg naszej najnowszej premiery, "Kariery Artura Ui" wymyślił roboczą nazwę sezonu w naszym teatrze - "Straszne czasy". Myślę, że tak też można by zatytułować tegoroczne Spotkania. Wszystkie zaproszone spektakle, w mniej lub bardziej bezpośredni sposób odnoszą się do naszej rzeczywistości. Pokazują człowieka wobec swojego narodu, państwa, władzy i szerzej - wobec wyzwań, jakie stawia rozwój cywilizacyjny.

Słowem, nasza rzeczywistość na scenie?
- Tak, choć nie będą to spektakle odwzorowujące w skali jeden do jeden to, co widzimy na ulicy. Taka dosłowność mniej nas interesuje. Zaproszeni twórcy operują metaforą, mieszają gatunki, adaptują klasykę i jednocześnie cytują gazety. Piotr Cieplak w spektaklu "Albośmy to jacy, tacy” zestawia Wyspiańskiego z tekstami Miłosza, Świetlickiego i… Michnika. Właśnie takie zestawienia dają nową jakość. Nasza rzeczywistość jest obecna w tych spektaklach na różne sposoby. Czasy są raczej straszne, niż pogodne, ale to nie znaczy, że teatr je opisujący jest mroczny i ciężki. Przeciwnie. O strasznych czasach można mówić z dużym poczuciem humoru.

Czym jeszcze się kierowaliście przy konstruowaniu programu JST?
- Chcieliśmy, aby były to spektakle wnoszące coś nowego do myślenia o teatrze i do myślenia o naszej rzeczywistości. Wybraliśmy przedstawienia formalnie różnorodne. Obok "Katastrofy Hindenburga", tegorocznego laureata nurtu OFF Przeglądu Piosenki Aktorskiej, zobaczymy pracę młodych tancerzy z Görlitz.
Mariusz Grzegorzek, reżyser znakomicie przyjętego w zeszłym roku "Lwa na ulicy" przywiezie tym razem "Blask życia" - przedstawienie zrealizowane przy użyciu środków niemal filmowych, z aktorami nagradzanymi na wszystkich możliwych festiwalach. Spektakle Teatru Powszechnego z Warszawy, Starego Teatru z Krakowa, Teatru z Wałbrzycha poruszają tematy związane z polityką. Bywa, że bardzo bieżącą polityką. Często są to tematy niewygodne. Na przykład "Omyłka", Teatru Powszechnego, wnikliwie opisuje problem polskiego antysemityzmu. Wojtek Klemm, reżyser spektaklu, korzysta z tekstów pozytywistów - Konopnickiej i Prusa, ale też np. z relacji świadków pogromu kieleckiego.

Co nowego do myślenia o teatrze wnosi "Odprawa Posłów greckich", Starego Teatru z Krakowa?
- O tekście Kochanowskiego mówi się, że jest pierwszym polskim dramatem politycznym. Michał Zadara w inteligentny sposób podjął dialog z dramatem Kochanowskiego. Wyprowadził go z muzeum i pokazał, że może brzmieć współcześnie, dotkliwie, a nawet... dowcipnie. "Odprawa..." nie musi być martwą, nietykalną klasyką. Może być wyzwaniem dla aktora, który używając archaicznego tekstu nie udaje, że jest on dla niego czymś naturalnym. Zmaga się z nim, a widzowie są tego świadkami.

Czym jest życie baaliczne?
- "Baal. Siedem aspektów baalicznego odczucia świata", w interpretacji Fiedora i w wykonaniu Teatru im. Kochanowskiego z Opola, to opowieść o człowieku, próbującym zbadać granice ludzkiej wolności. Baal przekracza wszelkie możliwe normy moralne. Jego pragnienie wolności absolutnej bywa destrukcyjne, ale samo podważanie obowiązujących norm ma w sobie jakiś anarchiczny urok.

Anarchiczny? Jaki jest cel w przekraczaniu norm?
- Przekraczanie norm estetycznych, etycznych, sprawdzanie ich aktualności jest warunkiem istnienia kultury, bez tego nie byłoby jej rozwoju. Normy są przecież narzucone, często służą zatrzymaniu człowieka, społeczeństwa w martwym punkcie...

Siedziba Sceny Dramatycznej im. C. K. Norwida, Teatru Jelenogórskiego / Fot. Tomasz SierpińskiJeden z dwóch spektakli, jakie pokaże na JST zespół jeleniogórski, stawia pytanie o granice przemocy na scenie.
- Mówi Pan o jednej z naszych wrześniowych premier, o "Śmierci Człowieka - Wiewiórki" w reżyserii Natalii Korczakowskiej. Przemoc to duży temat. W spektaklu będziemy mówić o jej obecności na wielu płaszczyznach naszego życia. Punktem wyjścia jest historia członków ugrupowania terrorystycznego RAF, działającego w Niemczech w latach 70.
Żyjemy w świecie, w którym ciągle padają pytania o zagrożenie terroryzmem. Czy jest ono wymyślone przez media, a może jest jak najbardziej realne? Jak na nie reaguje nasz system państwowy? Kim są terroryści i co tak naprawdę stoi za ich decyzją sięgnięcia po broń?
W przedstawieniu zadajemy pytanie o to, czy używanie przemocy, nawet w najbardziej szlachetnym celu - a RAFowcy chcieli przecież uszczęśliwić ludzkość - może być jakkolwiek usprawiedliwione. Natalia Korczakowska zestawiła tekst sztuki Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk z tekstami teoretycznymi, przede wszystkim z myślą Hannah Arendt. Próby zaczęliśmy od czytania "Eichmanna w Jerozolimie".
Chcemy także mówić o przemocy w odniesieniu do naszego własnego podwórka - czyli do teatru. Korczakowska bardzo uczciwie tropi wszelkie przekłamania i pułapki uświęconych tradycją metod pracy w teatrze. Bada relacje między reżyserem a aktorem, między aktorem a postacią. Aktorem na scenie a człowiekiem wykonującym zawód aktora...
Pytał pan o przemoc na scenie... Powstaje wiele przedstawień, gdzie jedynym uzasadnieniem pokazywania przemocy jest fakt, że przemoc dzisiaj to chodliwy towar. Spektakl Natalii Korczakowskiej będzie z pewnością alternatywą dla teatru, który używa takich środków bardzo lekką ręką.

W drugim z przedstawień pytacie: "Kim dzisiaj jest Artur Ui?" Jak Pani by na nie odpowiedziała?
- Nie potrafię podać imienia i nazwiska. Jest ich wielu. Wystarczy wziąć pierwszą lepszą gazetę, aby poczytać o dziesiątkach naszych rodzimych Arturów Ui. Na każdym kroku mamy do czynienia z historiami ludzi znikąd, często o przeszłości wątpliwej moralnie albo wręcz, jak u Brechta, gangsterskiej. Ludzie ci przyczesują fryzury, ubierają fraki, wchodzą na mównicę i stają się władcami. Sztuka Brechta w oryginale ma podtytuł "Kariera, której można by zapobiec". Pytanie, jakie zadajemy w spektaklu nie dotyczy tylko ludzi władzy, lecz także nas samych. Jaki jest nasz udział w pięciu się na szczyt takich Arturów? Dlaczego pozwalamy im decydować o naszym życiu? I czy aby na pewno wiemy, czym to się może skończyć?

Prowokujecie widza do zadawania pytań, wielu pytań. O Polskość, Boga, Ojczyznę... Z pewnością padną też pytania o adaptacje sztuk, JST, Teatr.
- Mamy wielką wiarę w jeleniogórską publiczność. Z drugiej strony wiemy, że zaproszone spektakle, jeden w jeden, są wyjątkowo dobre, wybitne, są zresztą nagradzane na wielu festiwalach. Chcemy by jeleniogórska publiczność mogła zobaczyć to, o czym się teraz w Polsce mówi. Proponujemy tytuły z najwyższej teatralnej półki.

Po każdym pokazie odbędzie się spotkanie widzów z twórcami?
- Taki mamy plan. Jeśli wszystkie zespoły wyrażą na to zgodę.

Jak długo taka dyskusja trwa, z doświadczenia?
- To zależy od widzów. Jesteśmy gotowi rozmawiać nawet do północy.

Czy tego typu rozmowy są przydatne dla twórców?
- Zdecydowanie tak. Do tej pory mamy kontakt z reżyserami, którzy bywali na naszych spotkaniach. Uważają, że to były ważne rozmowy i pamiętają, o czym była mowa. One są też cenne dla publiczności, która ma okazję porozmawiać z twórcami twarzą w twarz. Są istotne również dla nas. Dzięki nim teatr żyje: nie polega tylko na tym, że widz przychodzi, kupuje bilet, siada, klaszcze lub nie i wychodzi. Chcemy, aby takie spotkania i dyskusje odbywały się u nas jak najczęściej.

Czy tego typu kontakt z publicznością w Teatrze Jeleniogórskim jest obecny również na co dzień?
- Będziemy kontynuować cykl prezentacji najnowszego dramatu, zapoczątkowany przez Małgorzatę Bogajewską (była dyrektor artystyczna Teatru - przyp. red.). Po każdej otwartej próbie czytanej odbywa się rozmowa. Wojtek Klemm, nowy dyrektor artystyczny, planuje otwarte czytania powieści. Przymierzamy się do prezentacji świetnej prozy Władimira Sorokina, Rosjanina wyklętego przez prorządowe media. Zamierzamy organizować regularne spotkania z publicznością po spektaklach. Mamy również w planach organizowanie dyskusji tematycznych z udziałem rozmaitych gości.

Wrócimy jeszcze do JST... W tym roku zaprosiliście dwa spektakle, które nijak się mają do typowego teatru dramatycznego. Mówię tu o balecie i słuchowisku. Czy te formy są obecne we współczesnym teatrze?
- "Testbild" czyli "Obraz kontrolny", spektakl baletowy Teatru z Görlitz, przyjeżdża na zasadach wymiany, którą prowadzimy od lat z tamtejszym teatrem, w ramach Stowarzyszenia Scen Saksońskich. Zależy nam na różnorodności. Zresztą, sztuka taneczna jest coraz wyraźniej obecna w dzisiejszym teatrze, również dramatycznym. Przy wielu produkcjach teatralnych pracuje choreograf. Osobiście mam wielką słabość do spektakli, w których również ciała aktorów potrafią mówić.

A słuchowisko "Katastrofa LZ-129 Hindenburg" Hermetycznego Garażu? Tutaj obecne jest tylko słowo?
- "Katastrofa..." nie jest słuchowiskiem – to spektakl zrobiony w konwencji audycji radiowej z lat 30. zeszłego wieku. Autorski projekt grupy Hermetyczny Garaż z udziałem aktorów wrocławskiego Teatru Polskiego i muzyków legendarnej grupy Karbido, jest inteligentną zabawą z widzem. Aktorzy grają aktorów radiowych. Muzycy za pomocą, czasem bardzo dziwnych, akcesoriów odtwarzają wszystkie dźwięki, stanowiące tło opowiadanej historii. Jednym słowem – radio od kulis.

Nowością w tegorocznych spotkań jest OFF, czyli prezentacja spektakli teatrów młodzieżowych. Czy jako Teatr nie boicie się konkurencji?
- Nawet jeśli się boimy, to jest to przyjemny lęk. Te trzy znakomite zespoły młodzieżowe są dla nas równie ważne, jak pozostałe propozycje JST. Poza tym chcemy, żeby ci młodzi ludzie czuli w nas sprzymierzeńców, żeby byli blisko Teatru na co dzień. Oni mają tyle energii i talentu, że warto ich pokazać w ramach poważnego festiwalu, obok profesjonalistów.

Spotkania to też konkurs. Młodzież wybiera najlepszego aktora, a widzowie najlepszy spektakl. O gusta tych pierwszych nie będę Pani pytał, ale o gust publiczności jak najbardziej tak... Który ze spektakli, Pani zdaniem, jest faworytem?
- Hm, tego się nie da przewidzieć. Wyjątkowo otwarta publiczność JST potrafi nas nieźle zaskoczyć. Rok temu wybrała spektakl niezwykle trudny, "Lwa na ulicy", Teatru Jaracza z Łodzi. Nie wiem kto wygra w tym roku, sama jestem ciekawa.

Pozostaje zaprosić czytelników Wiadomości24.pl na Jeleniogórskie Spotkania Teatralne. Szczegółowy program na stronie Teatru Jeleniogórskiego (teatr.jgora.pl).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

+;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do Gdańska? A to by było super:) Pewnie Malarnia? Czekam więc ... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

:) Praca wre, ale ta premiere przygotowuja studenci, wiec na scene wejda najwczesniej w lutym. Jak sie zepna w dwa, zimowe tygodnie, to poinformuje pospiesznie. Moze i do gdanska zawitamy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście plus :) Czekam Tomku na info o wystawieniu przez Was Sartre'a. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.