Pozycja materiału w rankingach:
Jeśli masz ochotę się zrelaksować przy filmie, który ma mało skomplikowaną fabułę, a jego akcja rozwija się w żółwim tempie, śmiało wybierz się na "3.10 do Yumy". Ten remake klasycznego westernu z 1957 roku potwierdza, że dobrego nie należy poprawiać, a porządne filmy o Dzikim Zachodzie powstawały za czasów Johna Wayne'a, a nie teraz.
Ben Wade (Russell Crowe) jest bezwzględnym bandytą, przywódcą gangu, który napada na dyliżanse transportujące pieniądze potrzebne na rozbudowę kolei w Arizonie. Mimowolnym świadkiem jednej z takich akcji staje się farmer Dan Evans (Christian Bale). Wade pozwala mu ujść z życiem, ale szybko tej decyzji pożałuje. Zobacz także:
Artykuły
(14)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(4.89)
Wiek: 28 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Praktykantka Nowa już nie jestem, ale nadal jestem bezwzględna :]
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Paweł Białk 17.11.2007 19:50
A ja na film pójdę i zobaczę bo lubię westerny, a zwłaszcza te spaghetti gdzie gra wspaniała muzyka Sergio Leone i dobrzy mają białe, a źli czarne kapelusze. Gdzie nie skupiasz się na aktorze tylko na postaci. Gdzie nie ma finezji bo kowbojskie życie nie było łatwe. I można się zgodzić z zdaniem autorki lub nie. Ja wolę mieć własne...
A recenzja czy chcecie czy nie była, jest i będzie subiektywna :)
Marek Bonarski 12.11.2007 06:55
Drogi Panie Martinie, korzystając z tego samego prawa które pozwala panu posługiwać się nazwiskiem jednej sławy z Hollywood a twarzą innej pozwolę sobie powiedzieć, że taki na ten przykład "Gladiator" zdobył garść oskarów, a był szmirą o banalnej treści. W dodatku z tzw. "prawdy historycznej" zostały tam jedynie stroje bo cała reszta miała się do rzeczywistości nijak. Poza tym amerykańskie superprodukcje, aby zdobyły kasę i sławę muszą być tak kręcone aby zrozumiał je przeciętny amerykański widz. Którz jest tym standaryzowanym amerykańskim kinomanem? Otóż to podobno jest ledwie piśmienny nastolatek, a więc o rzadnej finezji w filmie nie może być mowy bo widz który płaci największe pieniądze by tego nie pojął, a więc nie zapłącił. A przecież producenci nie mogą ryzykować setki milionów dolarów tylko po to żeby stworzyć film ciekawy, łatwiej stworzyć efektowny :))
Z pozdrowieniami
Łukasz Sysiak 11.11.2007 21:43
To wolny kraj w którym (ponoć) panuje prawo wolnej wypowiedzi. Ja z tego prawa korzystając nie zgodzę się z krytyczną opinią filmu. Powiem więcej film ma zadatki na co najmniej 4 nominacje do Amerykańskiej Nagrody Filmowej. Reżyser jak wspomniałaś "ładuje" do filmu wszystkie niezbędne atrybuty potrzebne do opowiedzenia należycie wątku co wychodzi mu zadziwiająco dobrze.
Film nie nudzi, porusza ważne kwestie a przy tym wszystkim bawi. Wspaniałe kracje Bale'a, Crowe'a oraz Foster'a
Marika Przybył 10.11.2007 17:54
Kolejny film, który potwierdza moją tezę, że tak naprawdę już (prawie) nie ma dobrych amerykańskich filmów.
Marek Bonarski 09.11.2007 20:02
amerykańskie superprodukcje, supernudy
Eurowizja 2012. Pierwszy półfinał za nami!
(odsłon: +893)