Facebook Google+ Twitter

"40 milionów innych" Magdalena Knedler [WYWIAD] odc.2

"40 milionów innych" jest to autorski projekt wywiadów z codziennością, która dla każdego z nas wygląda trochę inaczej. Spróbujcie odpowiedzieć sobie na zadane pytania razem z nami. Zapraszam Mariusz Ślęzak

Czym dla pisarza jest możliwość pisania, dla strażaka zaufanie, a dziennikarza rzetelność. Z pozoru zwykłe słowa lub czynności za sprawą każdego z nas zyskują szczególnego, indywidualnego znaczenia. W cyklu wywiadów pt. "40 milionów innych", poznamy nową definicję świata, który nas otacza. Wybierzemy się również w krainę marzeń, o których tak często śnimy, a tak rzadko mówimy. Wspólnie z członkami projektu podzielimy się tym z wami oraz dowiemy się jak można zniknąć, choć na chwilę, w czasie wolnym od codziennego zgiełku. Pamiętaj że, każdy z nas jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, a na całym świecie jest nas rodaków, 40 milionów całkowicie rożnych osób.


Magdalena Knedler
30 lat
Wrocław
logopeda medialny, redaktorka i recenzentka
(aktualnie współpracuje z portalami Oblicza Kultury i Czytajmy Polskich Autorów), autorka krótkich form literackich

Głos – wibracje wytwarzane przez struny głosowe człowieka

Mariusz Ślęzak: Czym dla Ciebie jest głos?
Magdalena Knedler: Głos jest pojęciem bardzo szerokim i wieloznacznym. Możemy go rozpatrywać w kontekście czysto biologicznym, jako zestaw dźwięków produkowanych przez fałdy głosowe, popularnie zwane „strunami”. I nie chodzi tutaj tylko o organ ludzki – głos mają przecież również zwierzęta. Niestety często bywa tak – a w swojej pracy logopedy medialnego spotykam się z tym zjawiskiem bardzo często – że ktoś swojego głosu nie potrafi zaakceptować, nie lubi go, nie sprawia mu przyjemności słuchanie siebie. Stąd już tylko krok do nawykowego milczenia, niechęci do wchodzenia w sytuacje komunikacyjne i logofobii. Głos często mocno człowieka definiuje. Charakterystyczny głos o ciepłej, miłej dla ucha barwie bywa nieodłącznym elementem wizerunku. Głos interesuje mnie również w innym aspekcie – jako zagadnienie narracyjne. Ponieważ jestem recenzentką, książki czytuję zawodowo i za każdym razem, kiedy przystępuję do oceny danej pozycji, skupiam się również na języku. Na głosie właśnie. Bo przecież pisarz obdarza swoje postaci głosami. Chcę mieć świadomość, że każdy z bohaterów przemawia do mnie swoim własnym, niepowtarzalnym, indywidualnym głosem. Cenię sobie techniki narracyjne, które bazują właśnie na wykorzystaniu tego indywidualnego głosu - polifonię, strumień świadomości czy monolog wypowiedziany. Zwłaszcza ta ostatnia forma od lat niezmiennie mnie fascynuje. W końcu to właśnie ona zakłada niewidzialnego interlokutora, którego głos musimy sobie sami wyobrazić.

Kim chciałaś zostać w młodości?
No dobrze, to pytanie wyraźnie sugeruje, że nie jestem już młoda :) A tak serio – miałam mnóstwo dziwnych pomysłów na swoją przyszłość. We wczesnych latach szkolnych myślałam o paleontologii (wiadomo - „Park Jurajski” był wtedy na topie), później o archeologii („Indiana Jones”...). Starożytny Egipt, Grecja i Rzym – zwłaszcza pogrzebane pod wulkanicznym pyłem Pompeje i Herkulanum – to były swego czasu moje prawdziwe obsesje. Przeszłość od zawsze niezmiennie mnie fascynowała. W moim domu zawsze chętnie snuło się wspomnienia – mama opowiadała mi o swoim dzieciństwie, spędzonym w maleńkiej wsi, gdzie na początku lat sześćdziesiątych wszyscy jeździli jeszcze furmankami i trzymali konie, a wieczorami dziadek tkwił z uchem przy odbiorniku radiowym i kręcił gałką w poszukiwaniu Radia Wolna Europa. Babcia opowiadała mi z kolei o życiu w ogarniętej wojną Warszawie i o powstaniu warszawskim, w którym – jako bardzo młoda dziewczyna – czynnie brała udział. Moi rodzice na wszelkie dostępne im sposoby wyrażali swój sprzeciw wobec rzeczywistości sprzed transformacji ustrojowej. Od zawsze miałam tego świadomość. Nie myślałam wtedy wiele o interpretacji rozmaitych wydarzeń, poznawałam je przez pryzmat jednostkowy. Historia od zawsze była w naszym domu. I opowieści. Stąd być może ta pasja historyczna. Fascynacja przeszłością. Później myślałam również o konserwacji dzieł sztuki, jednak troszkę nie po drodze mi było z chemią... :) Jeszcze później przyszło mi do głowy aktorstwo (dosłownie na chwilkę), scenopisarstwo i wreszcie pisarstwo. To ostatnie ciągle do mnie wraca...


Co robisz w wolnym czasie?
Wolny czas to pojęcie względne:) Zależy, czy mówimy tutaj o czasie wolnym od pracy, czy też może o czasie, który mam tylko dla siebie? Z tym ostatnim jest problem, zwłaszcza od kiedy na świecie pojawiła się moja mała, bystra i kłótliwa córka...:) Czas wolny spędzam z rodziną lub z przyjaciółmi. Ale raczej z rodziną. Im jestem starsza, tym bardziej cenię sobie kameralne spotkania, choć lubię niekiedy większe impresy, z głośną muzyką i tańcami. Tańczyć wprawdzie nie potrafię, ale poskakać? Czemu nie...? Nie jest to jednak moja ulubiona forma wypoczynku. Wolę spacery i podróże, na które niestety również mam coraz mniej czasu. Włochy to moja absolutna podróżnicza obsesja – wciąż czuję niedosyt... Kiedyś sporo pływałam, chodziłam po górach, wiosłowałam...
Uwielbiam muzea. Sztuka to, obok literatury i historii, moja kolejna wielka pasja. Są takie muzea i galerie, w których potrafię spędzić cały dzień – jak choćby Kunsthistorisches Museum w Wiedniu, gdzie przesiedziałam ponad osiem godzin, a i tak nie zobaczyłam wszystkiego... Wiedeń w ogóle obfituje w niezwykłe dzieła. „Pocałunek” Klimta w Belwederze, Egon Schiele w Museum's Quartier... Obrazy wciągają mnie bez reszty, zupełnie nie kontroluję wtedy upływu czasu. Myślę o nich, gapię się na szczegóły, spoglądam pod różnym kątem. Zawsze staram się wejść w dialog z dziełem sztuki, otworzyć się na nie, jakoś przeżyć, a nie tylko obejrzeć. Oglądać to można szafę w sklepie meblowym... Los kilka razy zesłał mi wspaniałą niespodziankę, jak choćby wystawa obrazów Rubensa w katedrze w Antwerpii, na którą trafiłam zupełnym przypadkiem. W wolnym czasie... W wolnym czasie – tym, który mam tylko dla siebie – sporo również czytam i piszę. Głównie w nocy, kiedy moja gadatliwa i niezwykle ciekawa świata córka wreszcie zaśnie. A śpi mało. Ponoć Albert Einstein też mało sypiał...

Największe marzenie?
Mam ich wiele. Z reguły rozróżniam marzenia, dzielę je na poszczególne kategorie, w zależności od tego, której sfery życia dotyczą i czy obejmują również „osoby trzecie”. Mam mnóstwo marzeń tzw. „egocentrycznych”, związanych tylko z moją osobą. Wiem, że większość z nich nigdy się nie spełni i jestem z tym w pełni pogodzona. Najważniejsze są jednak dla mnie te marzenia, które dotyczą moich bliskich. Rodziny, przyjaciół... Chciałabym na przykład, by moja córka cieszyła się zawsze dobrym zdrowiem i żyła w bezpiecznym świecie. A na to wszystko nie do końca mam wpływ...


Zapraszam również do odwiedzin mojego profilu i odsyłam do czytania moich artykułów. Już w czwartek kolejny odcinek z serii "40 milionów innych'' Będziemy w nim gościć szefa cukiernika z francuskojęzycznej części Kanady. Poznamy nową definicje smaku i nie tylko.
Pozdrawiam Mariusz Ślęzak


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.