Facebook Google+ Twitter

"40 milionów innych" Marzena Sadocha- Dramaturżka [WYWIAD] odc.5

"40 milionów innych" jest to autorski projekt wywiadów z codziennością, która dla każdego z nas wygląda trochę inaczej. Spróbujcie odpowiedzieć sobie na zadane pytania razem z nami. Zapraszam Mariusz Ślęzak

 / Fot. archiwum Marzeny SadochyCzym dla pisarza jest możliwość pisania, dla strażaka zaufanie, a dziennikarza rzetelność. Z pozoru zwykłe słowa lub czynności za sprawą każdego z nas zyskują szczególnego, indywidualnego znaczenia. W cyklu wywiadów pt. "40 milionów innych", poznamy nową definicję świata, który nas otacza. Wybierzemy się również w krainę marzeń, o których tak często śnimy, a tak rzadko mówimy. Wspólnie z członkami projektu podzielimy się tym z wami oraz dowiemy się jak można zniknąć, choć na chwilę, w czasie wolnym od codziennego zgiełku. Pamiętaj że, każdy z nas jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, a na całym świecie jest nas rodaków, 40 milionów całkowicie rożnych osób.


Marzena Sadocha
Wrocław
Dramaturżka w Teatrze Polskim

Mariusz Ślęzak: Czym dla Ciebie jest dramat?
Marzena Sadocha: Niczym. To znaczy nie ma granic, jest poza gatunkowy. Może być spisem monologów bez fabuły, może być komentarzem do fabuły, która już była, może być długą piosenką. Tradycyjne wyobrażenie dramatu to wyobrażenie poprzednich epok. Można grać z tą konwencją, ale nie można traktować jej poważnie. Dramat to krajobraz. Przestrzeń, na której można coś rozegrać. Wyobraź sobie, że przychodzisz do teatru trochę za wcześnie. Miły pan z obsługi wpuszcza cię na widownię. Na scenie tylko scenografia. Jakieś dziwne nie wiadomo co, ale ciekawe, trochę tajemnicze, niczego nie nazywa do końca. Zaczynasz wyobrażać sobie co to jest, fantazjować co tu będzie się działo, pojawiają się pragnienia. Lektura dramatu powinna zakończyć się wrażeniem takiej przestrzeni. Pokusą, żeby ją uruchomić.

Kim chciałaś zostać w młodości?
Młodość trwa i jest jeszcze w niej kilka tajemniczych ról, które chciałabym wypróbować. A w dzieciństwie? Najpierw chciałam zostać „huśtawkowym”, co w moim wyobrażeniu polegało na dosyć przyjemnym bujaniu przez osiem godzin dziennie i za wynagrodzeniem. Pożyteczność tego stanowiska może była kontrowersyjna, ale chyba pożyteczność nie stała wtedy wysoko w moim rankingu wartości. W sumie chyba nadal nie stoi. Kolejny plan obejmował bycie pisarką, co głównie objawiało się projektowaniem kolejnych okładek książek z moim nazwiskiem. Na taki drobiazg jak treść książki przeważnie już nie starczało twórczego zapału. Kiedy dzisiaj myślę o tych pomysłach mam wrażenie, że pisarka to równie nieracjonalne zajęcie jak „huśtawkowa”. Podobnie mało płacą, na szczęście czasami podobnie fajnie buja.

Co robisz w wolnym czasie?
Marzę. Mówię. Martwię się. Marzenie to trochę tak jak pisanie, tylko bez męczącego pisania. Czasami gubię proporcje i marzenia jest więcej niż pisania. Ale chyba gdyby nie umiejętność fantazjowania historia literatury to byłyby tylko spis podań urzędowych. A tak historia literatury to też spis podań, ale w kwestii o wiele ciekawszych potrzeb.
Mówienie z kolei to trochę jak czytanie książki, ale bez książki. Umiem wkradać się w tajne procesy innych ludzi i opowiadać o swoich. Kiedy mówię - jestem, a kiedy jestem słuchana - jestem szczęśliwa. Spotkanie za pomocą języka, nie mylić z całowaniem, jest totalną szansą. Nigdy nie wiadomo na co, ale to wrażanie, że właśnie stoimy na brzegu jest podniecające samo w sobie. Miło jeśli towarzyszy nam wtedy inteligencja i wrażliwość. Wtedy można stać bardzo długo.
A martwienie się? To jak literatura bez literatury. Czyste odczucie. Bez bohaterów i fabuły. Mogłabym odpowiedzieć też na to pytanie bardzo konkretnie: w wolnym czasie lubię grać w karty i grać na pianinie. Ale obie te rzeczy lubię raczej bez wzajemności.

Największe marzenie?
Nie martwić się. Najlepiej w domu z ogrodem. Zapomnieć co znaczy słowo: „pieniądze” i przypomnieć sobie, co znaczy słowo: „miłość”. Najlepiej w łóżku w tym domu z ogrodem. Opiekować się. Kimś na huśtawce w tym domu z ogrodem. Wygrać najważniejszy konkurs literacki. I przeznaczyć wygraną na dom z ogrodem. Ale tak naprawdę mogę zamienić ten dom na mieszkanie z balkonem, ogród na doniczkę ze storczykiem, tylko huśtawki nie daruję. Marzenia powinny dzielić się na fantazje i plany. Kiedy są realne stają się planem. Może „plan” brzmi mało pociągająco, ale z drugiej strony „plan” brzmi bardzo obiecująco. Marzenia można łatwo zlekceważyć, są takie niezobowiązujące, lepiej więc pytać: Jaki jest twój największy plan? I wsadzić w odpowiedź najważniejsze marzenie. Moje jest o huśtawce.

Zapraszam również do odwiedzin mojego profilu i odsyłam do czytania moich artykułów. Już w poniedziałek kolejny odcinek z serii "40 milionów innych''. Będziemy w nim gościć Katarzynę Wojtak, projektantkę i producentkę biżuterii sutasz. Poznamy nową definicje piekna i nie tylko. Pozdrawiam i zapraszam Mariusz Ślęzak

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.