Pozycja materiału w rankingach:
Sztuka jest piękna, z tym zgodzi się chyba każdy, jednak dusza artysty podąża różnymi ścieżkami, a gdy w imię czyjejś twórczości zaczynają cierpieć niewinne istoty, mamy do czynienia nie z talentem, lecz z obłędem.
Co wtedy, gdy twórca zatraca się w swej oryginalności i zamiast rzeczy doskonale pięknych ukazuje nam widoki makabryczne, często ocierające się o zbrodnię? Co jeżeli artyzm zamienia się w szaleństwo? Bo jedynie tak można nazwać sztukę uprawianą przez Guillermo Habacuc Vargasa i jemu podobnych artystów. Otóż ów kostarykański artysta zorganizował wystawę, na której główną atrakcją był umierający z głodu pies. Vargas przed występem głodził i nie dawał nic do picia choremu zwierzakowi, aby potem przywiązać go sznurem do ściany i pokazywać światu potworny Danse Macabre.
Ale przypadek Vargasa nie jest odosobniony. Kolejnym przykładem maltretowania zwierząt w imię szeroko pojętej sztuki jest węgierski film Álszent (The hypocrite), gdzie reżyser w imię wolności artystycznej postanawia utopić małego kotka. Fragment wstrząsnął mną dogłębnie i dokończyłem go oglądać tylko dlatego, że chciałem rzetelnie przedstawić fakty. Kot został utopiony naprawdę, przez półtorej minuty patrzyłem, jak walczy o życie, będąc trzymanym przez oprawcę w wannie pełnej wody. Zwierzę nie miało żadnych szans i z każdą sekundą było bliżej śmierci, aż z braku tlenu straciło świadomość, mięśnie się rozluźniły i kot podryfował na dno, będąc już tylko truchłem, w którym niegdyś istniało życie. Nie będę tutaj pokazywał tego filmu, bo jest taki, że prawie zgniotłem szklankę w dłoni oglądając to. Zainteresowanych odsyłam na blog autora, na którym znalazłem ten właśnie film, oraz zdjęcia z wystawy Vargasa. Osoby o wrażliwych duszach lepiej jednak niech go nie odtwarzają, gdyż film jest naprawdę przygnębiający.Zobacz także:
Artykuły
(5)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.67)
Wiek: 26 | Miejscowość: Zakopane | Kraj: Polska
O mnie: Jestem introwertykiem, marzycielem, ambitnym leniem, a oprócz tego studentem Ratownictwa Medycznego na Akademii Medycznej we Wrocławiu. Amatorsko zajmuję się pisaniem opowiadań i artykułów.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Agnieszka Wojewoda 20.11.2007 22:30
Pozwolisz, Jurku?
Skąd wiesz, ze wszyscy tutaj żałujący psa są za karą śmierci? I cieszący się ze śmierci złodzieja? I czy to, ze zginął człowiek, a na pewno tragedia się stała...ale czy to usprawiedliwia sięganie po takie środki? Jesteś fachowcem, pomóż ludziom zatem pewne rzeczy zrozumieć i posłuż się otwartym tekstem.
Sztuka jest fascynująca, a Ty mogłbyś pewne rzeczy przybliżyć. Zamiast tego bawisz się słowem.
pozdrawiam:)
A.
Autor usunął profil 20.11.2007 03:52
Romku, bardzo przepraszam... dałem minusa autorowi za manipulację której wyjściem było takie sobie zdarzenie socjologiczno-artystyczne pt. "Zdechł pies Natividad".
Autor ocenianego tekstu pt. "Czy to jeszcze sztuka? Zwierzęcy Danse Macabre" - epatował karpiami, bzdurami i pięknem sztuki.
Komentarze czytelników oscylowały między uznaniem teksu za "nadzwyczajnie mądry tekst", a propozycjami przywiązania i zagłodzenia - zabicia Guillermo Habacuc Vargasa i jemu podobnych artystów.
Tekst został bardzo dobrze oceniony (+18) i wiele osób wpisało się pod petycją pomijając, że pies został nazwany imieniem Natividada Canda - złodzieja z Nikaragui zagryzionego przez dwa rottweilery pilnujące okradanego domu.
W sumie racja, że jakiś złodziej dostał za swoje i został zagryziony w majestacie prawa, ale po co użalać się nad losem chorego, bezdomnego psa który został nazwany jak podobny mu w zachowaniach - człowiek?
Hipokryzja to eufemizm w katolickim kraju - (Polska) - w którym Prezydent, były premier i były minister sprawiedliwości + rodacy w zadziwiającej większości, opowiadają się za karą śmierci.
Romku, mój niesmak wywołał bardzo "wzruszający" tekst i równie beznadziejne reakcje..
Agnieszka Romaniec 17.11.2007 19:05
Sztuka naruszała i narusza społeczne poczucie wartości, ale w tym przypadku jest tylko szok, jako wyłączny cel artystycznego eksperymentu, a głębsze uzasadnienie znika z pola widzenia. Mówiąc brutalnie -artysta o umytym mózgu wciska oglądaczom chałę kosmiczną gwałcąc przy tym prawa boskie, ludzkie i ludowe, a elita zachwyca się kulturą wynaturzoną i połyka tanią i prostacką stylizacje „obrońcy zwierząt”. Autor mógłby się obronić w jakiejś akcji o masochistycznym charakterze i wówczas zaszokowani widzowie mogliby cmoktać z zachwytu nad wielopiętrowym i makabrycznym przekazem.
Autor usunął profil 17.11.2007 18:36
Żyjemy w świecie, w którym śmierć jest totalnie skomercjalizowana i jest zwykłym towarem - pełno jej na ekranach telewizyjnych, kinowych czy na komputerowych monitorach. Jeśli zamiarem autora było poprzez ten performance zwrócenie naszej uwagi na cierpienia mniejszych braci, to moim zdaniem pomysł był chybiony.
Po drugie, sztuka może opisywać śmierć, emocje, które wzbudza śmierć i w ogóle wszystko co się ze śmiercią wiąże. Ale nie może zadawać śmierci ! Po prostu nie jest wtedy sztuką, tylko jakimś absurdalnym, wypaczonym produktem współczesnej, chylącej się ku upadkowi cywilizacji.
Agnieszka Wojewoda 17.11.2007 14:48
Jww, jako człowiek z branży (swoją drogą nie zakładaj, proszę, że parę fachowych pojęć zanudziłoby Forumowiczów) wiesz, że dzieło artystyczne to dyskurs pomiędzy intencją Twórcy a osobistym doświadczeniem Odbiorcy, to wypadkowa, gra doświadczeń Obojga i oczekiwań.
Ty odebrałeś Exhibit No.1 jako niosący idee bardzo humanitarne, czyli obronę naszych Braci Najsłabszych, nie tylko ssaków, ale i krewetek. Pomysł na wystawienie Szynki bardzo mi się podoba, wróćmy jednakże do początku, czyli idei Twórcy. Najlepiej oddajmy głos jemu samemu:
“The important thing for me was the hypocrisy of people: an animal thus becomes the focus of attention when you put in a place where white people go to see art but not when they are on the street dying of hunger. The same happened to Natividad Canda, people were sensitized with him until the dog ate him,” he said.
Zadumałam się głęboko nad tym fragmentem. Cholera, autor nie lubi Białych Ludzi…Wiesz, jak dla mnie to wystarczy. Mamy do czynienia z prymitywną czarno-białą osobowością. Wygląda na to, że jego Przekaz ma ok. metra wysokości, to Ty dodałeś temu pozostałe dziesięć.
Życie jest poza wszelką manipulacją. Tej granicy nie warto przekraczać.
Chyba że robi się to tak, jak Chris Burden np. w performance „Shoot”.
agnieszka l 17.11.2007 11:24
JWW- jesli to byla mistyfikacja i pies nie zostal wcale zaglodzony- tylko np zdechl na oczach tysiecy ludzi ze starosci- rehabilituje w moich oczach autor pomyslu ale tylko czesciowo- bo faktem jest ze intencja bylo zrobienie przedstawienia ze smierci zwierzaka, faktem jest, ze byl przywiazany a moze zwyczajem zwierzat wolal sie schowac w jakis kont i tam odejsc albo wolal byc glaskany przez swojego pana jesli go mial; a zostal potraktowany totalnie przedmiotowo- wykorzystany dla jakiejs ideii fix pana artysty; podobnie mozna by zrobic taki spektakl z czlowiekiem w agoni- bo ktos wpadnie na pomysli, ze pokazanie takiego show zwroci uwage ludzi na nasze tabu kulturowe- czyli umieranie; moim zdaniem to jest naduzycie- umieranie to sprawa intymna i nie powinno sie robic z tego przedstawienia- inne emocje budza sie w czlowieku gdy uczestniczy i wspolodczuwa z odchodzacym czlowiekiem czy zwierzeciem a inne gdy jestes tylko niezaangazownym widzem i traktujesz sprawe jak szokujacy ale w sumie niezly performance
Marek Bonarski 17.11.2007 06:51
Eee, co to za szok, białe robaki, wpuście tam kilku wędkarzy a oni je z pocałowaniem ręki wezmą na przynętę :))
Autor usunął profil 17.11.2007 00:45
Maćku, gubisz się... choć masz rację, bo "wielką sztuką" jest mistyfikacja o zagłodzonym psie - która wzbudza emocje tysięcy ludzi, petycje i protesty.
Merytorycznie w temat "sztuki" nie wnikam, jestem po ASP i pracowałem tam wiele lat - mogę porozmawiać o sztuce, ale było by to długie, hermetyczne i nudne.
Proponuję w zamian performance pt. "Szyneczka babuni" - w lipcu i sierpniu tytułowa szyneczka będzie eksponowana w znanej galerii i zapewniam Cię, że użyjesz mocniejszych słów na widok takich białych robaków które będą "Szyneczkę babuni" zjadały... no i jeszcze gdyby te robaki zostały potem publicznie zagłodzone lub zjedzone przez autora... szok i petycja.
Joanna Strzelczyk 16.11.2007 21:17
Podobnie jak innych na forum tekst mnie poruszył. W kwesti dyskusji o zjadaniu szynki - wydaje mi się, że czym innym jest jednak zabicie zwierzęcia w celu jego zjedzenia (przy zachowaniu oczywiście warunków zapewniających szybką i bezbolesną śmierć) a czym innym bestialski mord w celu "pseudoartystycznym". Naziści też przeprowadzali eksperymenty w celach "medycznych". Fakt, że czynili je na ludziach a tu mamy do czynienia ze zwierzętami nie stanowi różnicy, bo jak przyznają wszyscy właściciele czworonogów obecni na tym forum nasi pupile bardzo często są bardziej "luddzcy" niż niejeden przedstawiciel naszego gatunku.
Nigdy zresztą nie zrozumiem argumentów, że nie powinniśmy się przejmować się losem zwierząt kiedy tylu ludzi cierpi. Czy zwierzęta to są winne ich cierpieniu? Czy należy je za to karać (obojętność to też okrucieństwo).
Zresztą ci, którzy takie argumenty wysuwają z reguły mają gdzieś los bliźnich. Hasło, ze ci którzy kochają zwierzęta, nie nawidzą ludzi jest tyle popularne co z gruntu fałszywe. Osoba wrażliwa na los zwierzęcia na 99% nie odmówi pomocy bliźniemu (wiem to z własnych doświadczeń). A ci co "wolą pomóc biednym dzieciom" najczęściej ograniczają się to wzniosłych deklaracji. Pięknie o tym ostatnio mówiła w wywiadzie Pani Krystyna Sienkiewicz, która sama schorowana nie szczędzi sił w pomocy zwierzakom. Można pomagać zwierzętom i ludziom jedno nie wyklucza przecież drugiego.
Budujące są wszystkie słowa oburzenia i złości padające na forum, świetnie że tyle osób składa petycję, ale czy zdajecie sobie sprawę, że takie sytuacje są nagminne w naszym kraju i nie czynią tego zdegenerowani artyści tylko porządni obywatele. Czy ktoś z was interweniował kiedykolwiek na widok maltretowanego zwierzaka, czy zwrócił uwagę sąsiadowi, że pies na łańcuchu musi mieć wodę i cień w upał. A co powiedzielibyście znajomemu, który chwaliłby się, ze jego pies rozszarpał kolejnego kota. Albo sąsiadowi idącemu z trutką do piwnicy bo przeszkadzają mu koty? Przecież to są nasi znajomi, sąsiedzi a nie żadni psychopaci. Czy po potrąceniu psa ktoś z was zatrzymał się aby sprawdzić czy zwierzak żyje i następne samochody nie będą rozjeżdżały go żywcem po kawałku?
Pewnie wiele osób robi stara się coś zmienić ale nadal w wielu miejscach naszego kraju dzieci wieszają psy dla rozrywki, szczenięta i kocięta topi się albo zakopuje żywcem (autentyczne). Zresztą dla sprawiedliwości nie tylko w naszym kraju ale na to trudno mieć wpływ.
Nie chodzi zresztą zaraz o wielkie czyny ale o niezgodę na pewne rzeczy i o odwagę aby ją manifestować. Jedzmy szynkę bo natura tak nas zaprogramowała ale nie pozwalajmy aby w rzeźni świnia konała rozpruta na haku lub we wrzątku (sławna sprawa sprzed kilku lat - niestety o ile wiem rozeszła się po kościach). I na koniec - wg. polskiego prawa za zniszczenie czyjejś rzeczy można dostać 5 lat za bestialskie zabicie zwierzęcia - najwyżej dwa.
Marek Bonarski 16.11.2007 17:05
Podobno nie sztuką jest zagłodzić psa, sztuką jest aby mu do końca futro lśniło...