Facebook Google+ Twitter

4 stycznia 2011: O kozie, co kozła nie chciała

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2012-06-02 14:58
  • Creative Commons

Zwierzątka w tym tygodniu postanowiły mnie wykończyć! Jako pierwsza wystąpiła koza, która tym się wyróżnia, że nie chadza na randki z byle kim, a za to właściciel kozy - to postać zdecydowanie nietuzinkowa...!

Dziś zachwyciła mnie koza!
Po sąsiedzku, bo w Korszach mieszka samotny facet, który posiada kozę. Koza z rana umówiona była w Parysie (nie wiem, czy to majątek, czy tylko kurna chata…?) na randkę z capem, jednak najwyraźniej z byle kim to ona nie chadza, bo kawaler się jej nie spodobał, czarną otrzymał polewkę i za pięć miesięcy nie będzie maluśkich koźlątek… Właściciel kozy poczuł się troszkę zawiedziony i opuściwszy siedzibę capa postanowił po drodze do domu zajechać na ulicę Mickiewicza, do kumpla, żeby jemu się ze swoich trosk zwierzyć. Koza na ten czas (albo nawet natenczas…) została w samochodzie marki cinquecento. Naród polski to jest jednak wścibski naród i kozę na tylnym siedzeniu wypatrzył natychmiast! Wypatrzenia narodowi było mało – donieśli na kozę do policji. Władza trochę się donosem zdziwiła i postanowiła sprawdzić, jak się sprawy mają. I faktycznie – naród miał rację, koza siedziała z tyłu tego cinquecento i ponieważ była już nieco zmarznięta – policja postanowiła zdecydowanie wkroczyć do akcji. Właściciel znalazł się w domku nieopodal, najpierw się zdziwił, a zaraz potem przestraszył, że kozę władza chce mu skonfiskować (lub może lepiej: odebrać prawo do sprawowania opieki) – i jął w te pędy oraz w głos władzę przekonywać, że się bardzo mocno w swych ocenach myli.
– Panie starszy sierżancie – mówił ze łzami w oczach – jestem człowiekiem samotnym. Kozę traktuję jak swojego najlepszego przyjaciela i powiernika wszystkich tajemnic. Faktem jest, że trochę się u kumpla zasiedziałem, ale to jeszcze nie jest powód, żeby nas rozdzielać! Koza moja ma ciepłe futerko, w samochodzie dwa kocyki, więc nie było jej wcale tak zimno…!
Policja w Polsce ogólnie surowa jest, ale – kiedy trzeba – serce też potrafi okazać i postanowiła puścić właściciela razem z kozą do domu.
Nie muszę dodawać, że u właściciela w międzyczasie stwierdzono dość wysoki poziom alkoholu we krwi. Ciekawią mnie tylko dwie rzeczy: czy właściciel już na tę randkę do Parysa jechał na ciężkiej bani i czy koza miała może na imię Helena? Niestety, personalia osób, pewnie ze względu na dobro prowadzonego śledztwa, w komunikacie prasowym pominięto.
(Magdalena Bukowiecka)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.