Facebook Google+ Twitter

50 lat temu odszedł Stanisław Grzesiuk

Utwory Grzesiuka określane w literaturze muzycznej jako folklor miejski, są świadectwem nieistniejących już tradycji. Ballady warszawskich podwórek, spopularyzowane przez barda Czerniakowa, żyją własnym życiem i są ciągle śpiewane.

Stanisław Grzesiuk / Fot. http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Stanislaw_Grzesiuk_Polish_writer.jpg&filetimestamp=20100626095325Stanisław Grzesiuk urodził się w 1918 roku koło Chełma Lubelskiego. Gdy miał 2 lata jego rodzina przeniosła się do Warszawy i zamieszkała na Czerniakowie. Tutaj mały Staś słuchał śpiewanych opowieści o Czarnej Mańce, Rum Helce i apaszu Staśku. Historię przedwojennej Warszawy, nie tej elitarnej, lecz ubogiego przedmieścia, egzystującego na granicy marginesu społecznego, żyjącego w konflikcie z bogatszą częścią Warszawy. Mieszkali obok siebie uczciwi ludzie i przestępczy "półświatek". Bardziej ambitna młodzież pracowała w fabrykach i uczyła się w zawodówkach. Obok niej kryminaliści, których wychowywała ulica. Mieszkali często po sąsiedzku, w jednym domu. Wymusiło to stosowanie własnych zasad moralnych, które były sposobem na przetrwanie. W cenie były spryt i szybki refleks. Mieszkańcy Czerniakowa mieli jednak swój honor. W cenie był osobliwie pojmowany patriotyzm. Stanisław Grzesiuk opisał ten świat w książce "Boso, ale w ostrogach", wydanej w 1963 roku.

W 1940 roku, trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau, a potem Matthausen-Gusen. Swoimi piosenkami pomagał znosić współwięźniom trudne życie obozowe. Swoje doświadczenia i obserwacje opisał we wspomnieniach "Pięć lat kacetu", wydanych w 1958 roku.

W 1945 roku wrócił do Warszawy. Jego wielka kariera, przerywana niestety nawrotami gruźlicy, zaczęła się po tym jak w 1958 roku Irena Dziedzic zaprosiła go do udziału w telewizyjnym "Tele-Echu". Wstrząsający opis walki z nieuleczalną wtedy chorobą możemy znaleźć w książce Na marginesie życia, wydanej w 1964 roku, już po śmierci Grzesiuka 21 stycznia 1963 roku.

Z piosenkami Grzesiuka zetknęłam się zanim poszłam do szkoły. Mój ojciec go uwielbiał, chociaż nigdy nie był w Warszawie. Jego brat podarował mu na imieniny płytę z piosenkami artysty. Tata dokupił do niej adapter. Znacznie później pojawiły się w domu inne płyty. Trzy książki wspomnieniowe Grzesiuka do dziś są w naszej rodzinnej bibliotece. Rodzinną płytotekę na bieżąco uzupełniam. Kilka lat temu kupiłam bratu dwupłytowy album z piosenkami artysty. Mam nadzieję, że bratanek doceni wielkość Grzesiuka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Pamiętam te piosenki ... niepowtarzalny warszawski folklor.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przemysław Trubalski Dzisiaj 12:34
Ale nie każdy trzymał z partią komunistyczną, a już szczególnie nie każdy artysta

A co jest złego w "trzymaniu z partią komunistyczną" jeśli się to robi z pobudek ideologicznych?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z Panem, Panie Grzegorzu:)
Dedykuję Panu piosenkę: Piekutoszczak, Feluś i ja (chociaż podoba mi się również "Grunt to rodzinka)

W zrujnowanym lokalu na Woli, na harmonii poleczkę ktoś rżnie.
Już litrówka znów stoi na stole, a pod stołem już puste są dwie.
Trzech kolegów popija powoli, a harmonia bez przerwy im gra.
To spotkanie dziś będą oblewać do dnia: Piekutoszczak, Feluś i ja.

Jak pić, to pić do dnia, a harmonia bez przerwy niech gra.

Bo sześć latek minęło bez mała, gdyśmy pili w tej knajpie we trzech.
I tak samo harmonia nam grała, tylko inny był humor i śmiech.
Strumieniami tam wódzia się lała, z białą główką, wszak każdy ją zna.
Dziś z ferajny ostała się garstka, ot ta: Piekutoszczak Feluś i ja.

Każdy z nas w innym końcu był świata, każdy z nas cudem żyje do dziś.
Feluś lagry niemieckie oblatał, Piekutoszczak na wschód musiał iść.
No i ja na Pawiaku dwa lata, a i w lesie przynajmniej ze dwa.
Każdy z nas dość już przeszedł, historię swą ma:Piekutoszczak, Feluś i ja.

Panna Mania nalewa nam wódzi, panna Mania szesnaście ma lat,
A tu Feluś podpity marudzi, puścił oczko do Mani i zbladł.
Każden z nas już swą chęć zadowolił, każden Manię dość z bliska już zna.
A jak będzie maleństwo, trzech ojców niech ma: Piekutoszczak, Feluś i ja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie słuchałem jego piosenek, ale książki mam i uważam je za coś co powinien poczytać każdy Polak. Są absolutnie rewelacyjne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wolałabym oddzielić twórczość artysty od propagandy, wszystko jedno jakiej. Cieszę się, że udało się ocalić od zapomnienia piosenki warszawskiej ulicy. A i książki Grzesiuka są cennym dokumentem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wychowałem się na Starym Mokotowie. W podstawówce (lata sześćdziesiąte) miałem pocztówki dźwiękowe (mojego kolegi ojciec miał manufakturę takowych) z nagraniami Grzesiuka. W liceum przeczytałem jego trylogię. Do dziś przeszywa mnie dreszcz gdy słyszę jego mandolinę i charakterystyczny głos.
Panie Przemysławie, niech Pan popatrzy na wszystkich, którzy wówczas tworzyli, pracowali i żyli - PRL była wszechobecna i nie udawała czegoś, czym nie była. Ci co wówczas żyli się nie skarżą.
Skarży się na PRL moja nastoletnia córka ... Dziś!
Tak jak ja (a pewnie i Grzesiuk również!) wówczas, skarżyłem się na PRL :(. Dziś już się nie skarżę!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grzesiuka i jego utworów nie można nie lubić :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo, trochę za późno sobie przypomniałam.
Bardzo lubię Grzesiuka. Zastanawiam się, czy ktoś zajął się analizą tekstów, które artysta miał w swoim repertuarze.
Utwór "Dlaczego właśnie ja", to całe studium rozumowania alkoholika:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* za przypomnienie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

You Tube skrócił moją ulubioną piosenkę.
Oto zakończenie:

Lubię chodzić do ogrodu zoologicznego.
Patrzeć na lwa, chlubę rodu, króla zwierzęcego.
Czasem myślę se ukradkiem: - Dobrze jest zwierzętom.
Żarcia mają pod dostatkiem, całe życie święto.
A ja biedny alkoholik, cóż ja z życia mam?
Nikt się mną nie opiekuje, a żarcia szukam sam.

Dlaczego właśnie ja, przepraszam, małpą być nie mogę?
Dlaczego taki lew, przepraszam, wieść ma życie błogie?
Dlaczego nie mam ja, przepraszam, darmo mieć mieszkanie?
Bym nic nie robił, jadł orzeszki i własną żonę gryzł.
Bo gdybym w klatce siedział i robił to, co chciał,
Nasikałbym na Fredzia, a sam bym sobie zwiał.
Dlaczego właśnie, przepraszam, zastanówmy się.
Małpom pić nie dają wódki. Pardon. To już wolę nie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.