Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13382 miejsce

5 h puczystowskiego amoku z TVN-em

Relacja z (właściwie dzisiejszego) dzisiejszego zamachu stanu w Turcji, który dzięki nieudolności puczystów nocne marki mogły prześledzić od deski do deski i pójść spać, zdawana przez TVN zapewniła mi tej nocy 5 h kina absurdu.

Demokracja w swej najlepszej wersji: cywile gotowi poświęcić życie w obronie wybranego prezydenta. / Fot. ReutersWydarzenia biegły tak szybko, że sprawozdanie dostarczyło w przyspieszonym tempie ciągu sprzecznych ze sobą doniesień, założeń i tez, których dostarczenie typowo zajmuje dziennikarzom wystarczająco wiele miesięcy, żebyśmy sprzeczności tej nie dostrzegali.

Zamach w okresie swego raczkowania, kiedy wydawał się typowym dla Turcji pozamiataniem bez jednego wystrzału (już wielokrotnie armia turecka tak odsuwała od władzy rządzących), był dla komentatorów zbawczym aktem odsunięcia od władzy dyktatora a nawet „despoty” (sic!), w którego dla dziennikarzy zawsze zamieniają się rządzący dokładnie w dzień swego obalenia (vide: Janukowicz), mimo że jeszcze dzień wcześniej uważani byli za kiepskich, ale „legalnych”. Zakładaną utratę władzy uważano za spijanie naważonego sobie piwa, przerzucając się przyczynami tak silnego wybuchu sprzeciwu wobec prezydenta. Generał Polko widział nawet Erdogana zwolennikiem ISIS, utrzymując, że rosyjski myśliwiec zestrzelony niedawno nad Turcją został strącony w trakcie udaremniania Turcji handlu z tym państwem (choć myśliwiec został zestrzelony na cyplu nad morze, dokąd ISIS ma kilkaset kilometrów).

Sytuacja zaczęła się ewoluować wraz z przybywaniem ludzi ulice, kiedy zaczęło być jasne, że pucz się nie powiedzie. W tym momencie przekształcił się on w spisek prezydenta Erdogana zorientowany na umocnienie swojej władzy. Pierwsza zaczęła polska dziennikarka zamężna z Turkiem, o której wiele będzie dalej. Ale zupełnie niezależnie w identyczne tony uderzył redaktor wyborczej. W sukurs przyszli im obaj prowadzący TVN.

W obu fazach retoryki: zwycięsko-puczowej i Erdoganowo-spiskowej, dziennikarze traktowali pucz jako manewr świeckich fanatyków z armii tureckiej przeciw islamiście Erdoganowi. Jednak gdy nad ranem okazało się, że pucz choć nie zwycięski nie był też banalny, wchłonął tysiące konspiratorów i ma na rękach krew setek ofiar, pucz świeckiej armii zamienił się w pucz najbardziej dotąd prześladowanej przez isdeka (islamskiego demokratę) Erdogana opozycji: islamistów.

Podobną huśtawkę nastrojów co na płaszczyźnie tez można było zanotować na płaszczyźnie faktów. Zaczęło się relacją o tym, że wojsko wprowadza godzinę policyjną a prezydent i premier wzywają do demonstracji ulicznych, by do samego końca, kiedy demonstracji zajęli już czołgi, prezydent wylądował w Istambule, a służby zaczęły aresztowania i liczenie ofiar, na pasku widniał napis o tym, że demonstranci wyszli na ulice i część... świętuje a część protestuje. I tak brzmiały komunikaty jeszcze dzisiaj rano, jedynie z dodatkiem „wydaje się, że większość” po „protestuje”. Wcześniej niż w realizatorzy w reżyserce zareagowali komentatorzy w studiu. Gdy stało się jasne, że wezwany przez prezydenta do demonstracji tłum łamie godzinę policyjną nie po to, by ją świętować, wspomnienia o jego podziale tłumu na zwolenników i przeciwników prezydenta stawały się coraz rzadsze i przez wspomniana już panią dziennikarkę oraz tureckiego wykładowcę ze Szczecina, oboje ewidentnie zaangażowanych politycznie przeciw Erdoganowi, podział zaczął dotyczyć społeczeństwa którego większość (klasyk!) przecież nie głosowała na AKP (dostała ona 44% głosów), więc jest ewidentnie nie uznaje prezydenta za swojego przywódcę, z pewnością mu też nie życzy nic lepszego niż powieszenie przez wojsko. Ta retoryka z kolei ustąpiła na krótko zapewnieniom pani dziennikarki, że niektóre dzielnice Stambułu są przychylne a niektóre przeciwne prezydentowi, by wreszcie wobec ewidentnego poparcia tłumów na widok prezydenta przybyłego do miasta ustąpić stwierdzeniom, że tłum może i jest po stronie prezydenta ale jego zaangażowanie jest mizerne bo... żołnierze nie musieli do niego strzelać. Nie pojawiły się armatki wodne i gaz łzawiący jak podczas protestów przeciw budowie meczetu kilka lat temu.

Rzeczona dziennikarka w ogóle brylowała w relacji przez cały wieczór. Nie wypowiadała się inaczej, i to niezależnie od jakiegokolwiek pretekstu do takiej formy, niż tonem żony strzelającej fochy. Dużo było parsknięć nosem przy takich móndrościach jak stwierdzenie, że podczas niedawnych zamachów władze zawsze blokowały dostęp do szczegółowych informacji o nich a podczas tego puczu... nie; albo że dziwnym trafem kiedy coś niedobrego zdarza się w kraju władze są zawsze poza nim (czyżby przynosiły szczęście?); albo że obecny pucz dzieje się dzień po zamachach w Nicei – w którym to skojarzeniu chyba nawet najwytrwalsi teoriospiskowcy mieliby trudność zidentyfikować zarzut.

Nawet płaszczyzna założeń co do całej sytuacji zmieniała się wraz z nią. W miarę rozwoju sytuacji ta sama wypowiedź Obamy, któremu na rękę było zniknięcie kłopotliwego dyktatora, dająca zamachowcom wolną rękę poprzez enigmatyczność stwierdzeń, zamieniła się w wypowiedź unikającą poparcia którejś ze stron, by ostatecznie skończyć jako poparcie władz.

Co niemiara było też odkryć (które świadczą nie tylko o ślepocie antyislamizmu lecz również tępym pojmowaniu kategorii politycznych) takich jak to, że turecka junta nie byłaby bardziej demokratyczne od parlamentu i prezydenta, bo działająca władza jest połowicznie demokratyczna w tym,że została wybrana w głosowaniu, a niedemokratyczna w tym, że w głosowaniu tym niesłusznie wybrano ją islamską, a junta wojskowa byłaby demokratyczna również tylko połowicznie (oczywiście w tym tylko, że byłaby zamordystycznie świecka). Dzisiaj zaczęły się natomiast już dywagacje nad kroczącą islamizacją nieskutecznie obalonej władzy, np. nad podniesieniem akcyzy na alkohol i pozwoleniem kobietom zasłaniać włosy oraz podobnymi zgrozami, które nie wiadomo czy bardziej straszą czy ośmieszają straszących...

TVN przeszedł dzisiejszej nocy proces, który przy okazji katastrofy smoleńskiej obu stronom polskiej sceny politycznej zajął kilka lat zmian hipotez pasujących do ich założonych teorii zamachu lub jego braku. Mieliśmy też pokaz tego, co o naszym (nie)demokratycznym kraju mogłyby mówić media na zachodzie, gdyby za kilka miesięcy czy lat miała go dotknąć bratnia pomoc państw Unii Europejskiej.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.