Facebook Google+ Twitter

5 lat catalyst

Nowe regulacje na rynku nieskarbowych papierów dłużnych

Dokładnie 5 lat temu wyodrębniono z GPW rynek, na którym można przeprowadzać transakcje na bezpieczniejszych (przynajmniej teoretycznie) instrumentach niż akcje, opcje czy kontrakty terminowe. Chodzi o papiery dłużne - obligacje przedsiębiorstw, banków spółdzielczych, obligacje komunalne i skarbu państwa, a rynek ten to Catalyst (zapewne w założeniu twórców tej nazwy - "katalizator" polskiej gospodarki). Jednak wciąż nie brakuje emitentów, których przygniata ciężar zaciągniętych zobowiązań i nie radzą sobie ze spłatą odsetek, tudzież pożyczonego kapitału.
Do problemów ciągnących się od dłuższego czasu takich firm jak DSS, Anti, Fojud, Religa, Digate, Gant ostatnio dołączyły również kolejne - Milmex, Minox i warszawska Polfa. W 2013 roku, kiedy wartość całego rynku Catalyst przekroczył 60 mld zł nie wykupiono obligacji korporacyjnych na łączną kwotę 137 mln złotych, natomiast pięciu emitentów zostało postawionych w stan upadłości - mówi Maja Goettig, prezeska powołanego w czerwcu tego roku Instytutu Analiz i Ratingu.
W trakcie seminarium zorganizowanego na GPW debatowano o rozwiązaniach, które pomogłyby zapobiec podobnym "defaultom" w przyszłości, a w szczególności o roli wyżej wspomnianej instytucji w tym procesie. W miarę stabilny rozwój rynku Catalyst mógłby znacząco wspomóc rodzime firmy w dalszej ekspansji poprzez pozyskanie innego kapitału niż kredyt bankowy. Prezes GPW Paweł Tamborski zauważył, że oszczędności gospodarstw domowych to 600 miliardów zł - kwota ta mogłaby w znaczącym stopniu zasilić gospodarkę, jednocześnie dając inwestorom możliwość uzyskania lepszych stóp zwrotu niż rachunki i lokaty bankowe. Korzyści wydawałyby się być obopólne. Tymczasem według różnych szacunków udział finansowania dłużnego przedsiębiorstw emisjami obligacji to od 5 do 7 % PKB - oczywiście dużo mniej niż rozwinięte gospodarki, gdzie wartości te są dwucyfrowe.
W Ministerstwie Finansów opracowywana jest obecnie nowa ustawa o obligacjach, za nami już pierwsze czytanie w Sejmie. Nowością będzie możliwość zwoływania walnych zgromadzeń obligatariuszy, a także obligacje wieczyste. Jednak nowa ustawa raczej nie rozwiąże największej bolączki rynku Catalyst. Oprócz wspomnianych wcześniej problemów firm z wykupem obligacji brak jest także płynności na rynku. To zdecydowanie wpływa hamująco na jego rozwój. Mizerne obroty na poszczególnych papierach lub ich całkowity brak przez okresy kilkumiesięczne zniechęcają uczestników rynku do kolejnych inwestycji. Status animatora ogranicza się jedynie do ustawienia ofert kupna i sprzedaży lub sporadycznych transakcji przeprowadzonych z innym animatorem. Na przeszkodzie stoi choćby brak możliwości pełnienia przez duże instytucje finansowe funkcji tzw. "market makera" czyli podmiotu mogącego "rozruszać" rynek. W świetle obowiązujących przepisów funkcję tę może pełnić instytucja posiadająca licencję maklerską co powoduje, że do gry nie mogą się włączyć banki, rzecz jasna dysponujące dużo większym kapitałem niż firmy brokerskie. Wyeliminowanie tego typu bariery - ujednolicenie licencji bankowej (bankowości tradycyjnej i inwestycyjnej) w powszechnej opinii pomogłoby rozwojowi rynku papierów dłużnych.
Na inny problem wskazał Jacek Fotek, prezes platformy Bond Spot należącej do grupy GPW i prowadzącej regulowany rynek pozagiełdowy do transakcji hurtowych instrumentami dłużnymi. Według niego brakuje możliwości przeprowadzania operacji typu repo, czyli ustalania warunków odkupu papierów dłużnych po z góry określanej cenie i czasie między dwoma graczami. Co jednak interesuje detalicznych inwestorów to oprócz stopy zwrotu z poczynionej inwestycji - jej bezpieczeństwo. Jedno z drugim się oczywiście ściśle łączy - nabywając papiery emitenta, którego kondycja finansowa może budzić wątpliwości jednocześnie oczekujemy wyższej stopy zwrotu (w obecnych warunkach 5-6% powyżej WIBOR-u) i jest to - podobnie jak na rynkach akcji-tzw. premia za ryzyko.
Ale czy można to ryzyko w możliwie skuteczny sposób ograniczyć? Leszek Pawłowicz, dyrektor Gdańskiej Akademii Bankowej (współorganizatora seminarium) zauważa, że jeżeli już dochodzi do najgorszego czyli niewypłacalności emitenta to polskie prawo upadłościowe/naprawcze nie jest najgorzej skonstruowane, problem w tym, że jest słabo egzekwowane, a procedury sądowe trwają niezwykle długo - średnio nawet 2 lata, podczas gdy np. w Niemczech ok. 9 miesięcy, przy kwocie odzyskanej od dłużnika odpowiednio 18% i 50%.
Wspomniany na początku organ - Instytut Analiz i Ratingu, którego zadaniem ma być wyeliminowanie mało wiarygodnych spółek z ofert pierwotnych kierowanych do inwestorów nie rozpoczął jeszcze działalności. Instytut jest na etapie składania wniosku rejestracyjnego do Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA), co jest niezbędne do uzyskania licencji na nadawanie ratingów. Pierwsze ratingi mogą być przyznane dopiero w drugiej połowie 2015 r., natomiast analizy wybranych firm będą dostępne na początku roku - deklaruje Maja Goettig, prezeska IAiR. Instytut zaproponuje konkurencyjne stawki wynagrodzenia za swoje opracowania (w szczególności w porównaniu do Wielkiej Trójki agencji ratingowych - Moody's, Standard and Poors i Fitch'a) i w ciągu 2-3 lat chciałby ratingować 50% procent wszystkich emisji obligacji. Co więcej, ambicją Instytutu jest objęcie ratingiem wszystkich obligacji, które będą oferowane w drodze emisji publicznej - zatem takich, które trafią do inwestorów indywidualnych. To z pewnością skutecznie przyczyni się do poprawy jakości spółek obecnych w tym segmencie rynku, a inwestowanie przez tzw. "drobnych ciułaczy" będzie bardziej świadome.

Zobacz także:

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.