Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1148 miejsce

6.45 do Waterloo

Historyjki z obrazkami z życia wzięte. Część kolejna

 / Fot. Krzysztof Hoffmann6.45 do Waterloo. A może w drugą stronę? Co to zresztą za różnica - w obie strony czerwono-niebieska dżdżownica, pełznąca po torach ze straszliwym łomotem wiezie swój codzienny ładunek dziwadeł, psychotyków, egoistów i ekscentryków. Do centrum jadą grube paluchy pieszczące czule chude ekrany tabletów, wymięte kołnierze, kilogramy żelu w uczesanych byle jak włosach i wszelkie możliwe wariacje na temat "Jak ubrać się w garnitur - a przynajmniej jakąś jego część - i nie wyglądać (czuć się) głupio". 6.45 do Waterloo to lokalna Rzeźnia nr 5: wczorajsze piwo miesza się z dzisiejszym odświeżającym żelem pod prysznic 2 w 1 dla panów, brudną pachą, kurczakiem piri piri, mniej czy bardziej dyskretnym bąkiem i Calvinem Kleinem Unisex, unoszącym się jak gęsta mgła nad pozostałymi wielosmrodami. Sardynki w puszce mają luźniej niż te wszystkie dziwadła, kierujące się do Waterloo o 6.45. To najgorszy pociąg z możliwych : ponieważ jedzie jeszcze przed porannym szczytem, jest tańszy od tych późniejszych o kwadrans; w skali miesiąca ta różnica, w zależności od dystansu, może wynieść nawet kilkaset funtów, gra jest więc warta świeczki. W normalnym życiu wszyscy, albo prawie wszyscy, chcą być trendy. Albo poshy. W Londynie wszyscy chcą być off-peak, przynajmniej ci o 6.45 do Waterloo. Jadącym później to zwisa.

W drugą stronę jest podobnie, choć tutaj miejsce wygniecionych kołnierzy, tabletów z jabłuszkiem i uniseksu Calvina Kleina zajmuje z każdą stacją, która oddala od City, coraz więcej wysłużonych nokii, książek, szeleszczących gazet, pomruków i westchnień. Świta na różowo. Szczelnie okutana w jakieś babcine płaszcze Koreanka monotonnie recytuje na głos tekst, przesuwając go palcem na ekranie telefonu. Minie dłuższa chwila, zanim zorientuję się, że kobieta głośno się modli. Czarny, biednie ale schludnie ubrany facet pod sześćdziesiątkę, ujmująco miękkim i przyjemnym głosem tłumaczy coś siedzącej obok dziewczynce, pewnie wnuczce. Kilka roztrajkotanych gimnazjalistek usiłuje znaleźć sposób na przydługie spódniczki od szkolnych mundurków - mają tak ładne nogi, że nie ma się czemu dziwić, w tych kraciastych paskudztwach wyglądają jak swoje własne prababcie. Jednej z nich pękają na całej długości nogi rajstopy podczas tej skomplikowanej operacji - lądują natychmiast za oknem, gdzie zaczął się już na dobre nowy dzień, zaś ich miejsce zajmują białe podkolanówki z biedronkami. The next station is... Dalej refleksy światła, przesuwające się kolejne stacje, mgła albo wilgoć, obrzeża Londynu, daleko już od Waterloo, to Surrey - kraina wzgórz, łąk i koni. The next station is... Pudełkowate domy pojawiają się coraz rzadziej, zastępuje je zielone, zielone, zielone.... Intensywnie zielone mimo, że to już listopad. Z każdej strony strzępy rozmów - w początkowo pełnym pociągu to jeden szum, w miarę jednak, jak wagon się wyludnia, rozmowy - paradoksalnie - są głośniejsze, wyraźniejsze i trudniejsze do uniknięcia. A może to echo? Może to tylko to, co pozostało w mojej głowie? Jestem tu przecież zupełnie sam i tylko to zielone za oknem i ta jesień i konie i stojące już wysoko słońce.

The next station is Chessington South where this train terminates....

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.