Facebook Google+ Twitter

67. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Było warto?

- Myślę, że gdyby dzisiejsze młode pokolenie zostało postawione w naszej sytuacji, postąpiłoby tak samo jak my i stanęłoby do walki z okupantem - mówił pan Kazimierz, były uczestnik powstania, który dziś brał udział w uroczystościach na placu Piłsudskiego przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

Sonda

Czy Powstanie Warszawskie miało sens?

 / Fot. Jacek SobolewskiUroczystość rozpoczęła się o godz. 12. Jak zwykle, pojawiły się na niej znane osobistości. Krótkiego przemówienia udzieliła prezydent miasta stołecznego Warszawa, pani Hanna Gronkiewicz-Waltz. Oprócz niej, wieniec pod pomnikiem złożyło także wiele przedstawicielstw, począwszy od kombatantów, przez członków partii politycznych, na przedstawicielach klubu piłkarskiego Legia Warszawa kończąc. Swój hołd powstańcom złożyła również jedna z mieszkanek Warszawy.

Oprócz złożenia wieńców, w niebo została wystrzelona salwa honorowa. Grała również wojskowa orkiestra.
 / Fot. Jacek Sobolewski
Wiadomości24 pytały zgromadzonych gości, o sens powstania i szanse jego powodzenia.

- Jesteśmy tutaj, ponieważ właśnie odwiedziliśmy Warszawę. Przechodziliśmy i chcieliśmy zobaczyć co się dzieje - mówiła dwójka turystów ze Stanów Zjednoczonych. - Ciężko nam oceniać powstanie, które znamy tylko z książek historycznych. Uważam, że mimo iż powstanie było przegrane to było ono potrzebne. Pokazało hart ducha młodych polaków, którzy walczyli dzielnie mimo bardzo dużej przewagi militarnej Niemców. Bardzo dobrze, że takie rzeczy są w Warszawie pokazywane i upamiętniane w odpowiedni sposób - podkreślali Amerykanie.


Czytaj też: Dzień Pamięci Warszawy. Uroczysta sesja Rady Miasta


- Uważam, że powstanie miało bardzo małe szanse na sukces, chociaż wtedy bardzo w to wierzyliśmy - mówił z kolei Pan Kazimierz, uczestnik powstania. - Gdy wybuchło, miałem 17 lat i do walki dostałem tylko jeden granat Filipinkę. Niemcy byli dużo lepiej uzbrojeni. Poza tym część zrzutów z bronią, przez wiatr nie trafiła w nasze ręce -.

Zapytany o to, czy utrzymuje kontakt ze znajomymi biorącymi udział w powstaniu powiedział: "Tak utrzymuję, ale niestety tylko z dwójką. Reszta odeszła już od nas, do lepszego świata"

Czy według Pana Kazimierza dzisiejsza młodzież byłaby zdolna do tak heroicznego czynu? - Uważam, że tak. Dużo ludzi w moim wieku narzeka, że dzisiejsza młodzież to już nie to, że w naszych czasach było lepiej i młodzi ludzie byli lepsi. ja się z nimi nie zgadzam. Myślę, że jeżeli dzisiejsze młode pokolenie zostałoby postawione w naszej sytuacji, postąpiłoby tak samo jak My, i stanęłoby do walki z okupantem - mówił powstaniec.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (60):

Sortuj komentarze:

To nie całkiem prawda, że jeden dom należy w czasie walki do jednych a drugi do drugich. Tak z pewnością jest na samej linii walki. Jednak pewne obszary należą do jednych a inne do drugich, walka polega na powiększaniu swojego terenu i pomniejszaniu terenu przeciwnika. Tu http://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_warszawskie#Przebieg_powstania po prawej stronie jest mapka przedstawiająca tereny należące do powstańców 4. sierpnia i 9.września 1944r. Można było trafić. Można się domyślać, że na pewnym etapie walk Stalin zadzwonił do Churchilla i powiedział: skończcie te zrzuty bo zaraz będzie po koalicji a jak chcecie zrzucać to nam zrzucajcie albo do Wisły....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy Pani wie jak wygląda walka w mieście? Chyba nie... Sprowadza się ona do tego, że jeden dom jest zajęty przez jedną stronę, a kolejny już przez inną, w trzecim nie ma żołnierzy, a w 4 właśnie strzelają do siebie nawzajem.
A wie Pani jak wygląda to z samolotu? To są malutkie kwadraciki nie różniące się od siebie nawzajem. Jak mój kolega miał lot treningowy, to żeby mógł w jego trakcie zrobić kółko nad swoim domem i pomachać skrzydłami jego rodzice rozłożyli nieopodal strzałkę z PRZEŚCIERADEŁ. A to nie był dom w mieście, tylko domek jednorodzinny na dużej działce w zróżnicowanej okolicy... Wnioski na temat celnych zrzutów same się napraszają...

Komentarz został ukrytyrozwiń

a może świadomie po to aby wybuchło i osłabiło Polaków kompletnie? W kontekście obietnic pewnej pomocy ze strony Anglii, posiadania środków finansowych i innych czynników np. rozpoznania o niewielkich siłach niemieckich – decyzja o powstaniu nie była samobójstwem ani oznaką braku wyobraźni, była DECYZJĄ UZASADNIONĄ.
7) Jakie były rzeczywiste straty w ludziach po obu stronach? Czytałam, że straty po stronie polskiej są zawyżane a po stronie niemieckiej zaniżane aby podkreślić medialnie bezsens powstania. Zadanie dużych strat wrogowi uczyniłoby walkę powstańców i starania dowódców sensownymi. Nie każda walka ma na celu zwycięstwo, walki partyzanckie np. mają na celu osłabienie wroga. Czytałam o 250 tysiącach poległych po stronie polskiej (powstańcy razem z mieszkańcami) o 200 tysiącach, o 180 tysiącach. Różnica 70 tysięcy to dużo. Trzeba te liczby zweryfikować.
Do napisania tych słów zachęcił mnie prof. Wieczorkiewicz pisząc o dobrym historyku, że >powinien stawiać najbardziej szalone tezy i pytania, bo w szaleństwie jest zalążek geniuszu. > Więc skoro historyk może to ja nie będąc historykiem tym bardziej mogę.
Przeczytam 2 z proponowanych przez Pana lektur (więcej raczej nie podołam, gdyż ciężki jest to temat) pod kątem poszukiwań odpowiedzi na powyższe pytania. Może kiedyś będzie jeszcze okazja do dyskusji.

Ponadto uważam, że zagłębiając się w historię należy oceniać fakty a nie ludzi. Należy pamiętać o różnicach w mentalności na przestrzeni dziejów. Z punktu widzenia współczesnej mentalności legendarna Wanda była co najmniej dziwaczką bo nie chciała Niemca, Japończycy mieli coś nie tak z głową robiąc sobie hara kiri z byle powodu, urażeni arystokraci, którzy rzucali rękawice i strzelali do siebie pod lasem też nienormalni byli itd., itd, itd.. 67 lat temu również ludzie operowali innym niż dzisiaj systemem wartości. Wielką rolę odgrywał honor. Już gdzieś to pisałam ale się powtórzę, że pragnienie wolności jest wewnętrzną ludzką potrzebą wyższego rzędu, człowiek dąży do zaspokojenia jej nie bacząc na skutki, podobnie jak do zaspokojenia takich potrzeb jak miłość, samorealizacja, powołanie. Więc nie ma sensu pytać o sens walki o wolność. Tylko proszę nie pisać, że egoistyczne pragnienie wolności mieli Okulicki z Borem – Komorowskim i chcieli je zrealizować wykorzystując młodych niczego nieświadomych powstańców, którzy tego pragnienia nie mieli. Bo to byłaby nieprawda, kłamstwo i grzech.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję, że mi Pan tak wszystko cierpliwie tłumaczy. Jednak okopana jestem mocno. Wychodzę z założenia, że nasi dziadkowie nie byli mniej inteligentni od nas, biorę pod uwagę, że dowódcy powstania mieli przygotowanie teoretyczne do prowadzenia walk i praktykę w działaniach militarnych - wszak byli zawodowymi wojskowymi. Biorę pod uwagę, że nie wszystko na temat okoliczności wybuchu powstania wiemy - wiele faktów było przed opinią publiczną ukrywane, wiele wspomnień nie ujrzało światła dziennego, archiwa angielskie pozostają nadal zamknięte. Pan analizuje sytuację w oparciu o liczne pozycje książkowe, wychodząc moim zdaniem z błędnego założenia, że wszystko o tamtych czasach i okolicznościach już zostało opowiedziane i opisane, że wszystko już wiemy, że nie warto zadawać pytań. Ja uważam, że jeszcze wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.
1) To zdanie w Pana wypowiedzi szczególnie mnie zaintrygowało: >Dlatego naiwnością było uważać że Rosjanie zaakceptują nasze zasady gry a alianci poprą nas przeciw Rosji narażając przyszłość kruchej koalicji. < Właśnie - dlaczego dowódcy powstania byli aż tak naiwni? Może nie byli naiwni - tylko uzyskali konkretne obietnice od aliantów, które pozwalały im sądzić, że ci poprą nas na drodze dyplomatycznej w rozmowach z Rosjanami po zwycięskim Powstaniu. To znaczy sądzić mogli, że scenariusz z Ostrej Bramy się nie powtórzy.
2) Pisze Pan, że nie mieli broni - czytałam, że Polacy otrzymali znaczną kwotę pieniędzy od Amerykanów w związku z ewentualnym powstaniem. Za te pieniądze mogli zakupić broń, sprzęt, prowiant itp. Moje pytanie: kto finansował zrzuty do Warszawy? Czy nie były to rzeczy sfinansowane z tych pieniędzy od Roosevelta? Co stało się z tymi pieniędzmi?
3) Nie wierzę w niemożliwość celnych zrzutów. Te dymy nad Warszawą....cały czas dymiło, cały czas trwał ogień przeciwlotniczy? Nie wierzę , że przypadkowo aż 70 % zrzutów było niecelnych. Czy są przekazy - oświadczenia Niemców tłumiących Powstanie o odbieraniu tak wielu zrzutów z samolotów alianckich? A może zrzuty trafiały na prawy brzeg Wisły prosto w ręce Rosjan, bo tak koalicjanci ustalili? Czy ten typ samolotów, które były używane do zrzutów był wykorzystywany do zrzutów wcześniej lub później w innych miejscach? Np. w Afryce, we Włoszech? Jeżeli tak, to czy tam dokonywane zrzuty też były tak niecelne?
4) Te wszystkie nieudane akcje, o których Pan pisze czy wynikały z braku umiejętności dowódców czy może z innych przyczyn? Może byli wśród powstańców zdrajcy, którzy donosili Niemcom o niektórych działaniach, albo informacje o planowanych działaniach nie były dostatecznie chronione?
5) Pisze Pan, że dowódcy >przekonani byli, że Niemcy są w rozsypce, ze walczyć będziemy tylko ze szczupłym miejskim garnizonem< Skąd takie błędne rozpoznanie? Kto tutaj zawiódł, dlaczego źle zadziała wywiad? A może ktoś zdradził i przekazywał fałszywe informacje o działaniach wojsk niemieckich?

6) Komu mogło zależeć na tym aby PW wybuchło i się nie udało? Aby polska armia podziemna (największa podobno na świecie) wyginęła? Kto dla siebie wywodził z tego korzyści? Jeżeli uznamy, że alianci sprzedali Polskę Rosjanom to Powstanie NIE MOGŁO się udać. Polska miała zostać &#8222;unieszkodliwiona&#8221;: bez silnej władzy (gen Sikorski) dowódców (Okulicki i inni), wojska (Lenino, Monte Cassino, Powstanie Warszawskie), elit, miała zostać osłabiona tak aby bez problemów można było ustanowić porządek powojenny taki jaki ustanowiono (pół Polski dla Rosji, reszta później, rząd komunistyczny, AK-owcy do &#8222;kiby&#8221;). Może tak było ustalone? Przecież nic nie mogło zagrażać kruchej koalicji. W tym zakresie wielka trójka działała wspólnie i nie ma tu znaczenia kto zachęcał do powstania a kto zniechęcał. To była jedna "macha". Może Anglicy od pewnego momentu przestali być sojusznikiem Polski a tylko ich udawali? Może jednak wysyłali jakieś komunikaty do strony polskiej, które dawały szanse powodzenia PW i robili to w dobrej wierze a może świadomie po to aby w

Komentarz został ukrytyrozwiń

>Wycofam się z każdego zdania jeśli będzie mi Pani w stanie dowieść, lub ktokolwiek inny, że cytowane przeze mnie osoby wszystko zmyśliły, lub nigdy nic podobnego nie powiedziały. >
Z całą pewnością cytowane przez Pana osoby to wszystko powiedziały, rzecz w tym, że ich wypowiedzi zostały opublikowane, wydane, potem ponownie wydane i jeszcze kilka razy, następnie były powielane, przedrukowane, rozpowszechniane i dalej kopiowane, przytaczane itd. a wypowiedzi innych osób (np. powstańców, którzy twierdzą, że powstanie było najpiękniejszym okresem w ich życiu mimo iż cierpieli; nie jest prawdą, że wszyscy powstańcy są wobec powstania krytyczni) w ogóle nie zapisano, a jeżeli zapisano to na dnie jakichś archiwów zjadane są przez gryzonie. To się nazywa manipulacja.
Moje podejście do sprawy PW nie wynika z przekory ale z braku wypowiedzi drugiej strony. Zawsze wysłuchuje się dwóch stron.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja to jakoś sobie nie przypominam żeby wcześniej ktoś krytykował PW. Zjawisko to pojawiło się ostatnio razem z (wreszcie!) krytycznym a nie bałwochwalczym stosunkiem do państw zachodnich, które przed 89 rokiem traktowane były jako coś w rodzaju dobrego wujka...

Nie tylko, że alianci nas zdradzili, ale to był wręcz pomysł Churchilla żeby oddać Polskę "pod opiekę" Rosji. Anglicy i Amerykanie ze swoim totalnie interesownym i cynicznym stosunkiem do świata postrzegali Polskę jako wieczne źródło niepokoju i pozbycie się nas było im bardzo na rękę. Zapewnili sobie w ten sposób spokój na kilkadziesiąt lat.
Niecelnym zrzutom nie ma się co dziwić, bo z samolotu trudno jest zauważyć pojedynczy obiekt wielkości sporego domu, a co dopiero trafić w niego zaopatrzeniem.
Jakikolwiek ewentualny w ogóle sens PW mogło by mieć gdyby dowództwo poczekało, aż Rosjanie przejdą przez Wisłę. Wtedy mogli by Polacy uderzyć na wycofujących się Niemców, a ZSRR ciężko by było się z tej sytuacji wyplątać. Ale tak to było to po prostu masowe samobójstwo. Miejmy nadzieję, że ostatnie.
Pomyślmy - w PW zginęło 18 000 ludzi głównie z inteligencji - przecież to było czyste marnotrawstwo. Ile wspaniałych rzeczy dla ojczyzny ci ludzie mogli by dokonać po wojnie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pyta Pani co by się stało gdyby Powstanie Warszawskie wygrało. Po pierwsze rzecz w tym że w tych warunkach nigdy by nie wygrało, a nawet gdyby jakimś cudem, to Rosja powieliłaby scenariusz z Wilna i Lwowa, bo nasze akcje militarne nie były uzgodnione ze Stalinem i nie były zbieżne z jego planami. Zwycięstwo Powstania nie mogło przełożyć się na polityczne korzyści bo siła polityki zależy od siły armii, a takiej nie mieliśmy w kraju, a ta która była na zachodzie była na łasce i niełasce aliantów. I nie dziwmy się że Churchill i Roosevelt szli na rękę Stalinowi. Bez niego bezwarunkowa kapitulacja Niemiec była raczej niemożliwa, a Ameryka dodatkowo liczyła na pomoc Rosji w wojnie na Pacyfiku. Dlatego naiwnością było uważać że Rosjanie zaakceptują nasze zasady gry a alianci poprą nas przeciw Rosji narażając przyszłość kruchej koalicji.

Pomimo iż decyzja o wybuchu PW podjęta była w dobrej wierze, to jednak mimo wszystko była krótkowzroczna i działała na korzyść Rosji. Była spełnieniem oczekiwania Stalina a także celem jego prowokacji. Przecież do walk cały czas nawoływała radiostacja Kościuszko. Do klęski powstania, oprócz rzecz jasna Niemców, na pewno przyczynili się nasi alianci (zwłaszcza USA bo sprzedali nas Stalinowi), jednak nie możemy im mieć za złe że przedkładali bardziej swoje interesy nad nasze. Poza tym wcale nas nie namawiali do zorganizowania Powstania, tak jak to robił obłudnie Stalin. Nie możemy za brak swojej wyobraźni i politycznego zmysłu obwiniać tylko innych. Sporo winy jest po naszej stronie.

A wracając na koniec do młodych historyków z IPN, to warto poznać opinię Piotra Gontarczyka jaką o PW zawarł w jednym z wywiadów :

"Proponuję na przykład, żeby uczyć o Powstaniu poprzez wspomniane przez Pana kontrowersje polityczne. Niech młodzi ludzie przeczytają, co kto mówił o Powstaniu przed lub w chwili jego wybuchu i niech sami spróbują podejmować decyzje. Niech ważą, mierzą, szanse, korzyści i zagrożenia. Wcale nie będzie im łatwiej od swych dziadów bez względu na to, że znają końcowe skutki. Ale muszą znać tekst pt. "Ekonomia krwi", który o ewentualności Powstania w Warszawie rok przed jego wybuchem (!) ostrzegał, że taka awantura może się skończyć tylko rzezią najwartościowszej młodzieży i w ogóle katastrofą. Na razie edukacja polega na przedstawianiu głównie argumentów "za" i odpowiadaniu realistom (lub sceptykom, jak kto woli), że to samo co oni mówili przez 50 lat komuniści. Nie wiem czy to dobry sposób na uczenie politycznego realizmu i nowoczesnego patriotyzmu"



1.Stefan Korboński -"W imieniu Rzeczypospolitej" -żołnierz kampanii wrześniowej, członek ZWZ i AK
2.Janusz Kazimierz Zawodny - "Uczestnicy i świadkowie Powstania Warszawskiego" - uczestnik PW
3.J.M. Ciechanowski - "Powstanie Warszawskie" - uczestnik PW
4. Wł. Pobóg Malinowski - "Najnowsza Historia Polityczna Polski 1939-1945"- uczestnik wojny polsko-bolszewickiej
5.Paweł Wieczorkiewicz - "Historia Polityczna Polski 1935-45"

Komentarz został ukrytyrozwiń

I zgadza się że sprzymierzeńcy nas zdradzili,a zdradzili bo polityka rządzi się twardym prawem rachunku zysków i strat. Polska w tej kalkulacji się nie liczyła, bo Zachód biorąc nas w obronę więcej by stracił niż zyskał. Tylko po co w geście protestu urządzać zbiorowe samobójstwo? Przecież nasza sytuacja była prawidłowo rozpoznana jeszcze przed wybuchem Powstania i świadczy o tym chociażby komunikat Nacz. Wodza. Gen. Sosnkowskiego do Komendanta Głównego Sił Zbrojnych w Kraju z czerwca 1944 cyt:

"O losie Polski przesądzili alianci w Teheranie. Nasza rola w tej fazie wojny jest skończona. Należy wstrzymać się od wielkich wykrwawiających działań, gdyż szkoda już każdej kropli krwi, szczególnie młodzieży polskiej."

Niestety, ten sygnał i wiele innych, które przytoczyłem, były w kraju lekceważone. Jeśli robiono to celowo, bo Powstanie było nieuchronne jak twierdzą niektórzy, i musiało wybuchnąć z powodu nastrojów społecznych, udowodnienia Rosji że AK nie czeka z bronią u nogi i pokazania światu że nie godzimy się z rolą sowieckiej satelity, to dlaczego dowódcy nie przygotowali się do Powstania? Gdyby ten scenariusz był na serio rozważany, to nie wysyłano by broni do lasu, inaczej powinny przebiegać walki, skupiono by się na tych celach które zapewnią dalsze powodzenie akcji i dostawy zaopatrzenia (opanowanie lotniska, mostów, izolowanie silnych garnizonów a nie straceńcza walka z nimi itd.) Pyta Pani o powód niepowodzenia PW. Przyczyna może być bardzo prozaiczna. Po prostu zostali nam tylko tacy dowódcy jacy zostali (Katyń, obozy jenieckie), na pewno odważni i oddani sprawie ale bez szerszych horyzontów. Nie zrobili solidnego rozpoznania, przekonani byli że Niemcy są w rozsypce, ze walczyć będziemy tylko ze szczupłym miejskim garnizonem, że Rosjanie ochoczo poprą zryw, pomimo iż ten politycznie wymierzony był przeciwko nim, a jeśli to nie wypali, to zaszokujemy świat ogromem ofiar, Zachód dowie się o naszej tragedii i przeżyje ozdrowieńczy moralny wstrząs. To się właśnie nazywa brak wyobraźni, bo Zachód ma i miał nas zawsze gdzieś.


Co do gen. Andersa, to nie powołałem się na niego z powodu jego wojskowego geniuszu, ale dlatego że żył w tamtych czasach i dodatkowo z uwagi na swoją pozycję był niejako bezpośrednim ważnym świadkiem tamtych wydarzeń. Relacje takich osób są cenne właśnie z tego powodu, że pochodzą z pierwszej ręki. Prof. Wieczorkiewicz, Ciechanowski oraz Janusz Kazimierz Zawodny w dużej mierze oparli się właśnie na rozmowach z bezpośrednimi uczestnikami walk i świadkami. Obawiam się że młodzi historycy z IPN, na publikacje których Pani czeka , mogą nie skorzystać w pełni z tej możliwości, bo baza świadków topnieje z roku na rok. Co do Davisa, to nie napisałem nigdzie że jest moim autorytetem. Przywołałem jego opinię potwierdzającą krytyczny stosunek do PW samych jego uczestników. Zrobiłem to zaznaczając, że twierdzi tak nawet entuzjasta PW, historyk uważający decyzję o wybuchu walk za uzasadnioną i słuszną. Innymi słowy w tej sprawie jest po Pani stronie. Zgodnie z Pani teorią jako mieszkaniec UK, a tym bardziej tam wychowany, powinien raczej Powstanie krytykować a nie Go bronić. Pomijając jego niepotrzebne deklaracje polityczne oraz to, że nie zawsze się z nim zgadzam w kwestiach hist. należy docenić to, że przełamał zmowę milczenia Zachodu w kwestii PW. Jest bodaj jedynym zach. historykiem, który podjął ten temat, a przecież wiemy jak bardzo dyskusja o Powstaniu była dla Zachodu niewygodna.

Co do zrzutów, to ich celność nie mogła być dokładna w sytuacji gdy strefy zrzutu były ograniczone bo większość miasta była pod kontrolą Niemców, z uwagi na silny ogień p.lot. musiały być dokonywane z dużego pułapu, dym z pożarów dodatkowo utrudniał widoczność. Poza tym nad Warszawę latali również ochotnicy: Polacy, Anglicy, Amerykanie, wielu z nich poległo, ciężko ich podejrzewać że narażali życie by zaopatrywać Niemców.Alianci zgodzili się na zrzuty bo wiedzieli że ta pomoc ma jedynie znaczenie symboliczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

P. Doroto, wygląda na to, że tak mocno okopała się Pani na pozycjach obrońcy dowódców PW że nic nie jest w stanie tego zmienić. I mam coraz większe wątpliwości czy byłaby to w stanie zrobić nawet krytyczna publikacja młodych historyków IPN. Wycofam się z każdego zdania jeśli będzie mi Pani w stanie dowieść, lub ktokolwiek inny, że cytowane przeze mnie osoby wszystko zmyśliły, lub nigdy nic podobnego nie powiedziały. Przytoczyłem relacje naocznych świadków tamtych wydarzeń oraz historyków, z których jeden był dodatkowo uczestnikiem PW. Niestety nikt tych wypowiedzi nie neguje (ja przynajmniej się z tym nie spotkałem, jeżeli jest inaczej, to z ulgą przyjmę to do wiadomości). Nikt, mam na myśli historyków, nie podważył tych słów i mnóstwa innych faktów zawartych w książkach prof. Ciechanowskiego, P. Wieczorkiewicza, Władysława Pobóg Malinowskiego, Stefana Korbońskiego czy J.N. Jieziorańskiego. Te fakty świadczą o tym, że decyzja o wybuchu PW była podjęta w oderwaniu od realiów politycznych i wojskowych. Że dowódcy PW nie mieli rozeznania w aktualnym układzie sił w Europie lub nie chcieli takiego rozeznania mieć. Że naiwnie sądzili (na czele z Mikołajczykiem) iż Rosja postąpi wg naszego a nie swojego scenariusza.(czyli że wejdzie do Warszawy , a nie pozwoli Niemcom zdławić opór). Że od strony wojskowej Powstanie było fatalnie przygotowane (brak broni, brak koordynacji i właściwej hierarchii celów). I jeszcze raz podkreślam, w trzeźwym spojrzeniu na kwestie PW nie ma żadnego znaczenia, i nigdy nie powinien mieć znaczenia fakt, że jest ono krytykowane przez lewicę niejako programowo i dla zasady i dlatego my dla przeciwwagi powinniśmy, również dla zasady, patrzeć na nie przez różowe okulary. Wydaje mi się że taka przekorna postawa: skoro oni tak, to my odwrotnie, cechuje większość obrońców decyzji o wszczęciu PW i uniemożliwia poznanie prawdy. Co do polityków lewicy (czerwonej czy różowej), to jako spadkobiercy morderców żołnierzy z podziemia nie mają moralnego prawa do wypowiadania się w tej kwestii, a tym bardziej do formułowania ocen. Mandat do zbadania tej sprawy i wypowiadania się na jej temat mają przede wszystkim byli Powstańcy, żołnierze września, i patrioci oraz historycy wywodzący się z tego środowiska, bo oni swoje intencje udowodnili czynami. Jeżeli są w tej sprawie krytyczni, to powinniśmy to uszanować i przyjąć to stanowisko jako próbę konstruktywnej krytyki a nie jak cios w plecy i zdradę przekonań. To że komuniści często instrumentalnie powoływali się w sprawie PW na opinie prof. Ciechanowskiego i innych, bo tak im było wygodnie, nie powinno rzutować na merytoryczną ocenę jego pracy, czy autorów jemu podobnych. Tym bardziej iż jest to chyba najbardziej rzetelna i najlepiej udokumentowana publikacja nt. PW jaka się ukazała. Myślę też, że demonizuje Pani wpływ państw w których mieszkali wspomniani przeze mnie autorzy na efekt ich pracy naukowej. USA czy Anglia to jednak nie były państwa pokroju ZSRR. Poza tym te książki w równym stopniu obnażają cynizm naszych aliantów (Ciechanowski może rzeczywiście bardziej ulgowo potraktował Churchilla niż Roosevelta, jednak nie powinno to obciążać całej pracy, która głównie poświęcona była stronie polskiej) , co brak wyobraźni dowództwa AK i rządu w Londynie. Rządom Anglii i USA raczej bardziej na rękę byłoby, gdyby żadna z tych książek w ogóle nie powstała, bo temat PW, był na zachodzie konsekwentnie przemilczany, właśnie z powodu, jak Pani wspomniała, wyrzutów sumienia. Gdyby krytycy PW mieszkali i pracowali w Polsce, to zapewne bym przeczytał że byli na usługach władzy ludowej. Tak i tak źle. W kontekście tego nie bardzo rozumiem czego miał dotyczyć Pani cytat z P. Wieczorkiewicza odnoszący się do PRL- owskich historyków. Ja takich nie przywoływałem i w ogóle nie brałem pod uwagę. Chyba że Wieczorkiewicz miał na myśli siebie, bo sam kiedyś krótko należał do PZPR, ale raczej nie sądzę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeszcze przytacza Pan tego szalonego Normana Davisa, któremu z miłości do Platformy pomieszało się w głowie. To doprawdy pseudoautorytet!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.