Facebook Google+ Twitter

7. Sputnik, czyli inwazja zombie, jaszczurów i drogowych wypadków

Od siedmiu lat co listopad można sprawdzić w jakiej kondycji jest kino rosyjskie, a co za tym idzie jak nasza kinematografia wypada na tle sąsiadów. W tym roku dużo folkloru, ale i rosyjskie wersje: "Drogówki", Tarantina i filmów o zombie.

 / Fot. Adam Kliczek / Wikipedia, licencja: CC-BY-SA-3.0

Inwazja zombie



Ambasady rosyjskiej spalić się na szczęście nie udało, także odwetowa raca nie poczyniła w polskiej placówce w Moskwie większych szkód. Ubolewania wciąż są jednak potrzebne - nad poziomem niektórych filmów na 7. Sputniku, Festiwalu Filmowym. Na szczęście dotyczy to mniejszości, ale zauważalnej. Filmem, który mógłby być dla polskich krytyków niechcianą zemstą Rosjan za incydent z 11 listopada jest "Shopping tour". To za niego władze rosyjskie obywateli polskich, a i fińskich (o czym zaraz), czy własnych przepraszać winny.

Najgorszy film festiwalu - nie wiadomo co czyni w omawianym przeze mnie zestawie Filmów Konkursowych - to horror - mockument o synu jadącym z matką na tytułową wyprawę do Finlandii. Na miejscu, zamiast nudnych zakupów, czekają na nich przeistaczający się w kanibali Finowie.

Oczywiście rzecz opowiedziana jest z przymrużeniem oka, a w zasadzie z oka przygryzieniem. Finowie, "naród spokojny, raczej skłonny do depresji i samobójstw" (przybliżony cytat z filmu) raz w roku urządzają sobie noc św. Jana, przy okazji której zjadają... cudzoziemców. Ucieczką przed zagrożeniem jest dla rosyjskich gości zaakceptowanie reguł gry, bo jedyną respektowaną przez naród ugrofiński samoobroną - jest zjedzenie Fina. Dalsza recenzja jest zbędna - opis filmu chyba mówi sam za siebie.

Film na szczęście jest krótki, bo trwa 70 minut. Ufff... Kolejna rzecz też jest o ugrofińskim narodzie, to "Niebiańskie żony łąkowych Maryjczyków" Aleksieja Fedorczenki - film znany widzom z Nowych Horyzontów (tegoroczny zwycięzca). Witamy w Rosji. A w zasadzie w Rosji i nie-Rosji. To republika Mari El, nad Wołgą; zaludniają ją mówiący własnym językiem Maryjczycy, czyli ludzie z tej samej grupy językowej co Finowie, Węgrzy, Estończycy, czy Lapończycy. Rosjanie siedzący na sali niewiele rozumieli, Anglicy pewnie niewiele więcej, bo nie było innych niż polskie napisy. Ha-ha! Ale niewiele więcej zrozumiałem i ja - tajemniczy jest dla mnie każdy z dwudziestu kilku epizodów (dlaczego ich tyle?), każda z postaci (dlaczego imię każdej zaczynajace się na "O")? A wreszcie tytuł: dlaczego niebiańskie? Dlaczego żony? Dlaczego łąkowych? Dlaczego Maryjczyków? Film jest jedną wielką zagadką składającą się z dwudziestu kilku zagadek. Nie mam kluczy do tych zamków. Jako recenzent jednak nie mogę spocząć i popróbuję, niczym Woland objaśnić zagadkę – jednocześnie ją gmatwając.

Zatem we wskazanych "Niebiańskich żonach...", w każdym epizodzie przewija się motyw ludowości, ale trzeba pod tym względem reżyserowi wierzyć na słowo, bo te egzotyczne legendy i obyczaje są raczej trudne do sprawdzenia. Czasem widać, że fantazja Rosjanina ponosi. Tak dzieje się, gdy mamy do czynienia z Owdą, czyli wiedźmą rodzącą jeże, z młodymi dziewczynami odbywającymi orgię w kisielu, czy z wywoływaniem zombie.

Aleksiej Fedorczenko, reżyser podobnych pod względem tajemniczości i zafascynowania folkiem „Milczących dusz“ jest optymistą – mała ojczyzna tryumfuje u niego nad globalizacją – wszystkie bohaterki i bohaterowie podejmując różne życiowe wybory kierują się wiążącą się z naturą tradycją bardziej niż kojarzoną z Europą, czy nawet z postkomunistyczną Rosją kulturą. Czyni tak zarówno policjant przeganiający zombie paskiem z frędzelkami, jak dziewczyna, która narażając się na śmieszność dmie w dudę w sobie znanym celu, na samym szczycie wzgórza. Fedorczenko pokazuje Rosję nieznaną, ale i w sposób wyjątkowo oryginalny - nie zdziwiłbym się, gdyby po wrocławianach docenili go teraz warszawiacy.


***

Marina Cwietajewa, poetka i bohaterka biograficznych "Zwierciadeł" jest niczym Rosja z tezy Tiutczewa o tym, że nie można jej rozumem pojąć, ani arszynem zmierzyć, bo można w nią tylko wierzyć. Cwietajewa postępuje w romantyczny sposób, niczym Nastazja z „Idioty“ Dostojewskiego – mężczyźni szaleją za nią, akceptują jej wyskoki, ale nijak nie są w stanie jej okiełznać, bo to nie człowiek a żywioł, żywa rtęć. „Zwierciadła“ w przekrojowy sposób pokazują czym była dla Rosji Sowieckiej strata utalentowanych twórców. Życie Cwietajewej, jej partnerów i dzieci jest ukazane z powieściowym rozmachem, epizody są rozpisane w czasie i przestrzeni na całą międzywojenną Europę, sceny tętnią życiem, a główna zasługa w aktorstwie. Każdy, kto zna tragiczną biografię poetki– oglada sielankowe sceny całość ze ściśniętym gardłem, kto historii poetki mniej świadomy – tym bardziej będzie poruszony zakończeniem. „Zwierciadla“ pod względem filmowym to kawał dobrej roboty, jeden z moich ulubionych filmów tego Sputnika może przez to, ze obejrzałem go tego samego dnia, co najsłabszy „Shopping tour“.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.