Facebook Google+ Twitter

80 dni na planie "Oficerów"

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-10-07 11:12

Rozmowa z aktorką Katarzyną Cynke, którą możemy oglądać w serialu „Oficerowie”, która gra rolę podkomisarz Alicji Szymczyszyn

KRZYSZTOF K. PIOTROWSKI: Paweł Małaszyński przed "Oficerem" przeszedł szkolenie u byłych żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. A ty?

KATARZYNA CYNKE: Przed zdjęciami do serialu musiałam nauczyć się posługiwania bronią. Brałam więc lekcje u antyterrorystów. Przeszłam również trening sztuk walki. 24-letnia Katarzyna Cynke, znana już widzom z serialu „Pensjonat Pod Różą”, w serialu „Oficerowie” wciela się w postać podkomisarz Alicji Szymczyszyn.


-
Miałaś jakieś trudności?

- Swego rodzaju utrudnieniem był fakt, że prywatnie mam anarchistyczno-pacyfistyczne zapatrywania (śmiech). Postanowiłam jednak rolę podkomisarz Alicji Szymczyszyn potraktować jako wielką przygodę w moim życiu. Dzięki niej mogłam bardzo intensywnie przeżyć kawałek czyjegoś życia.


-
Pochodzisz z Warszawy, ale studiowałaś w Łodzi, a teraz pracujesz w tamtejszym teatrze. Łódzką szkołę wybrałaś, żeby już na studiach popróbować samodzielnego życia?

- To szkoła mnie wybrała. Zdawałam w Warszawie, ale odpadłam już w pierwszym etapie. Myślę, że dobrze się stało, bo już na początku się zahartowałam. Nie wyglądało to też tak, że wyfrunęłam z rodzinnego gniazdka do Łodzi. W Łodzi żyje spora część mojej rodziny, a przez pierwsze trzy lata studiów mieszkałam z babcią. Ale na pewno miałam szansę poznać w pełni smak studenckiego życia i usłyszeć samą siebie. Pamiętam, że kiedyś na zajęciach profesor zapytał nas, jak się obecnie czujemy, gdzie jest nasze miejsce... Dotarło do mnie, że ja dryfuję - nie jestem związana z żadnym miejscem. Mam dom w Warszawie, ale pojawiam się w nim na zasadzie turystki. Nawet rzeczy we własnym pokoju oglądam jak eksponaty ze swojej przeszłości. Natomiast w Łodzi też czuję się przejazdem. Myślę, że takie doświadczenie jest ważne, bo gdy nie ma się solidnego oparcia na zewnątrz, równowagi trzeba szukać w sobie.

- Czy wybierając swoją zawodową przyszłość stałaś przed jakąś alternatywą, czy aktorstwo było tym jedynym celem?

- Przygotowywałam się również do egzaminów na medycynę. Moja ciocia i wujek są lekarzami, a ponieważ jestem blisko z całą moją rodziną, oni stanowili dla mnie pewną inspirację. Wydawało mi się, że jest to piękny, bardzo szlachetny zawód. A po drugie, jak uważali moi rodzice, to profesja, która daje jakąś pewność przyszłości i szacunek społeczny.

- Na planie "Oficerów" spędziłaś ponad 80 dni...

- Gdzieś to jest zapisane w umowie, ale ja nawet dokładnie nie wiem, ile tego było.

- 80 dni zdjęciowych to jakbyś grała główne role w czterech filmach fabularnych!

- To prawda.

- Czy, chociaż grałaś jedną postać, jest to doświadczenie porównywalne do ról w czterech filmach?

- Na pewno. Jestem już inną osobą niż na początku produkcji serialu. Przede wszystkim to kawałek czasu, w którym zdarzyło mi się coś niezwykłego. Przez te wszystkie dni żyłam z postacią Alicji, zastanawiałam się nad jej postępowaniem, reakcjami. Część jej została we mnie. Sprawdziło się powiedzenie: z kim przystajesz, takim się stajesz. Nie tylko ja stworzyłam Alicję na ekranie, ale i ona użyczyła mi niektórych swoich cech, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Bardzo ważne były też spotkania na planie, bo tak naprawdę nasze życie jest łańcuszkiem spotkań z różnymi ludźmi.

- Zaskoczyło mnie obsadzenie Cezarego Pazury w roli twojego zawodowego partnera. Bądź co bądź jest to aktor, który zapisał się bardzo wyraźnie w świadomości widzów, i wydawało się, że ten obraz nie da się wpisać w konwencję "Oficerów".

- To prawda, do Czarka przylgnęła bardzo silna i charakterystyczna łata społeczna. Na pewno trudno to przeskoczyć. Ale to bardzo zdolny aktor o szerokich możliwościach. Miałam okazję się o tym przekonać. Myślę, że w tym posunięciu producentów i reżysera serialu była metoda. To się przydało i Czarkowi, i nam, bo dało możliwość pracy z aktorem, który potrafi wszystko, jest niesamowicie elastyczny. Jednocześnie reżyser bardzo go pilnował, by w tym, co robi, było coś nowego albo żeby mógł sobie przypomnieć swoje najlepsze role, jak ta w "Polskiej śmierci" czy w "Pierścionku z orłem w koronie".

- A czego ciebie, jako bardzo młodą aktorkę, nauczyło spotkanie z nim?

- Przede wszystkim przekonałam się, że ktoś określany mianem gwiazdy, o kim się pisze, mówi, plotkuje, jest naprawdę szczerym, normalnym i wrażliwym człowiekiem. Ci ludzie nie są płaskimi, jednowymiarowymi postaciami, ale osobami z krwi i kości. Pewnie dlatego są tym, kim są. A dzięki pracy w "Oficerach" chyba pozbyłam się jakiegoś rodzaju wstydu czy stresu w ich towarzystwie.

- Miałaś na początku jakieś lęki, że weźmiesz udział w kontynuacji opowieści, która ma już renomę i znakomitych bohaterów, w wykonaniu bardzo dobrych aktorów, którzy już zyskali akceptację publiczności?

- Miałam straszne lęki. Pamiętam doskonale, jak po raz pierwszy przeczytałam opis postaci, którą miałam zagrać. Pomyślałam sobie: "Mój Boże, przecież to zupełnie nie jestem ja. Chyba nie powinnam iść na ten casting". Ale poszłam. Zakwalifikowano mnie do kolejnego etapu. W końcu dowiedziałam się, że dostałam tę rolę. Nie mogłam w to uwierzyć. Wydało mi się to jakieś podejrzane (śmiech). Zdałam sobie sprawę, że spoczęła na mnie ogromna odpowiedzialność.

Wiedziałam, że wchodzę na miejsce Borysa Szyca, którego postać była osią akcji w "Oficerze". A pamiętałam, że jak oglądałam "Oficera", nie przypuszczając nawet, że będę miała coś wspólnego z tym przedsięwzięciem, myślałam sobie: "On jest naprawdę niesamowity! Jaką on ma odwagę i czelność zajmować sobą ekran przez tyle minut".

Kiedy uświadomiłam sobie, że mam podobne zadanie, ta świadomość mnie sparaliżowała. Przez pierwsze dni chodziłam strasznie zdenerwowana, a wszyscy żądali ode mnie pełnego profesjonalizmu, i to natychmiast. A mi się wydawało, że nie potrafię najprostszej rzeczy. Pierwsze dni były bardzo trudne. Czułam się tak, jakbym zapomniała wszystkiego, czego nauczyłam się w szkole aktorskiej i w moich niewielkich próbach przed kamerą.

- Były nerwy i łzy?

- Były, oczywiście.

- Mężczyźnie chyba łatwiej grać w takim sensacyjnym filmie jak "Oficerowie". Wystarczy, że facetowi da się atrapę pistoletu, a on już się staje kimś innym...

- Na pewno. To bardzo męskie kino. Tworzą je w całości mężczyźni. Nawet język w tym kinie jest męski. Zauważyłam, że postać Alicji jest tak napisana, że ona raczej używa męskiego języka. Staraliśmy się z reżyserem dodać jej cech kobiecych. Usuwaliśmy pewne kwestie, które brzmiały zbyt potocznie. To jest jednak dziewczyna, która dorastała wśród ludzi wykształconych. Ale oczywiście w niektórych sytuacjach musi zachowywać się jak mężczyzna, bo w takim obraca się świecie.

- Kobieta w męskim świecie musi być czasami bardziej męska od mężczyzn?

- Chyba coś w tym jest. Na studiach aktorskich zauważyłam taką prawidłowość, że mężczyźni aktorzy, których miała reżyserować kobieta, z początku mieli bardzo silne opory. Dlatego ona już na początku musiała zburzyć obraz siebie jako kobiety, wątłej, bezradnej, którą uważa się za słabszą i o której się sądzi, że nie ma syntetycznego zmysłu reżyserskiego, ale raczej kobiecy, analityczny. Widziałam walkę moich koleżanek o to, by być poważnie traktowaną.

- Wspomniałaś, że postać Alicji przeniknęła do twojego prywatnego życia. Czy łapiesz się na jakichś konkretnych zachowaniach, które o tym świadczą?

- Tak. Na przykład inaczej siadam. Bardziej po męsku. I nie przeszkadza mi nawet, że ktoś może sobie o mnie źle pomyśleć. Przestałam się liczyć z konwenansami, które nas ograniczają. Oczywiście nie zaczęłam kląć jak marynarz, palić więcej i pić tylko whisky.

- Zastanawiasz się, jak będzie wyglądało twoje życie prywatne i zawodowe po "Oficerach"?

- Nie myślę o tym.

- A co robisz w wolnym czasie, jeśli już go masz?

- Lubię malować. Głównie są to obrazy z mojej wyobraźni, maluję dziwne postaci, często cierpiące i smutne. To jest chyba dla mnie jakiś rodzaj autoterapii. Ale lubię też aktywność fizyczną - jeździć na nartach, grać w tenisa, żeglować.

- Jak twój partner (aktor Mariusz Ostrowski - przyp. red.) znosił to napięcie i zaangażowanie, których wymagały od ciebie zdjęcia do "Oficerów"?

- Doskonale to rozumiał, bo też jest aktorem. Rzadziej się widywaliśmy, ale na szczęście są telefony. Teraz znowu mamy więcej czasu dla siebie i możemy to docenić.

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

www.katarzynacynke.fora.pl , najlepsze forum o Kasi

Komentarz został ukrytyrozwiń

www.katarzynacynke.fora.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

[url]www.katarzynacynke.fora.pl[/url]
Lubisz kasię ? Wejdź na jedyne forum o niej ! Które zawiera wszystkie informacje z nią związane ;) Są tam wszystkie zdjęcia , wywiady, czaty itp z Kasią . Forum jest nowe ale już gotowe ;)

[url]www.katarzynacynke.fora.pl[/url]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.