Dajmy „wybrańcom” kije bejsbolowe i oczekujmy wyniku politycznej debaty. A kiedy popłynie z komina nowego sejmu "biały dymek" wypuścimy kłótliwych polityków.
Moje miasto. Staje się mi coraz bardziej odległe. Wraz z postępującym wiekiem rośnie we mnie niechęć do dużej aglomeracji. Hałas, wieczny ruch... Niechęć ludzi, anonimowość... Marzy mi się cichy zakątek w lesie. Wiejska chata, w której ja, kilkoro najbliższych, poezja, muzyka... I najważniejszy z obowiązków – bycie sobą.
Jakże marzy mi się spalenia kalendarza upstrzonego notatkami: 10.00 – spotkanie, 11.00 – bank, 12.00 – narada, 13.00 – konferencja... A na miejsce tego znienawidzonego kalendarza malutki terminarz: sierpień – sprawdzić czy zakwitł wrzos, wrzesień – nazbierać jabłek, październik – narąbać drewna na zimę! Zobacz także:
Artykuły
(285)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(4.61)
Wiek: 59 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: dziennikarstwo obywatelskie to moja idea fix
Ostatnie artykuły autora:
Pozycja autora w rankingach:
Sortuj komentarze:
Adriana Mateusiak 05.10.2006 22:20
tak, mnie ciągnie do dużego miasta, ale pod skórą czuję że jak dojrzeję to będę mykać w jakieś zacisze. Też mi się nie podoba co robią z warszawą, szczególnie jeżeli ma to w podtekscie jakies agresywne działania. Az się boję tej kontrmanifestacji LPR przeciw PO. Mnie w stolicy teraz nie będzie, ale nie jest to pierwsza taka ani ostatnia deminstracja, na któej prawie na bank będą jakieś rozruby. Ja bym może nie była za budowa nowej stolicy, ale na pewno za budową wiekszej ilośc na prawdę duzych miast. Tylko tak mówić: zbudować, a tak na prawdę to miasto nie tylko budynki, ale i ludzie tworzą. Pozdrawiam
Zbigniew Kowalewski 05.10.2006 22:06
Mieszkam na "podwarszawskim" Tarchominie, gdzie jest kilkaset metrów do Wisły, kilometry ścieżek rowerowych, internet i wszystkie dostępne w cywilizacji media. Ograniczyłem oglądanie TV do 1 kanału , a słucham przede wszystkim radia, też tylko 1 program. W ten sposób pozbawiłem się możliwości uczestniczenia w teleturniejach, wiadomościach, kropkach czy w fascynującej debacie Morozowskich, Kurskich i im podobnych dziennikarzy. Co za dużo to niezdrowo.
Aldona Kullmann 05.10.2006 15:40
Mistrzu, nam się śni "sen o Warszawie..."
Adam Degler 05.10.2006 11:42
Dobry, wyważony tekst. Życie na prowincji ma swoje uroki. Nieraz wracając z Warszawy z ulgą witałem napis "Wrocław Główny". Nie ma też co kryć, panie Andrzeju, że jesteśmy mieszczuchami i w tej ciszy wiejskiej idylli może zabrakłoby nam kiedyś ruchu, hałasu, ciągłego dziania się, atrakcji, kina, metra, PeKiNu, księgarń z nowościami, sklepów muzycznych, koncertów, imprez kulturalnych, uczelni, a nawet widoku znanych osób na ulicy. Dlatego dobrze mieć swój azyl gdzieś w domku za miastem, a żyjąc w mieście stworzyć sobie azyl w domu. Dobrze zacząć od pozbycia się telewizora...
Na cętce źrenicy i w obiektywie: owady i bezkręgowce (2)
(odsłon: +160)