Facebook Google+ Twitter

– Są kultury, w których nie pisze się książek

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2006-06-29 14:01

Ryszard Kapuściński zapytany, w którym miejscu na świecie chciałby być obecnie, odpowiada, że cały świat jest fascynujący i że chciałby być wszędzie. Ciekawość to podstawowa cecha mistrza reportażu, który okazuje się także poetą

– Bardzo bym chciał napisać książkę o Ameryce Łacińskiej. Tam w skali kontynentalnej udało się stworzyć nową rasę metysów, z wymieszania białych z Indianami. Obserwuje się tam pasjonujące zjawisko odradzania się czysto indiańskiej rasy. Indianie zostali wyniszczeni w dolinach, ale poszli schronić się w Andy, gdzie żyli nad chmurami. Teraz zaczęli schodzić w dół. Dlatego nie bez powodu do władzy doszło dwóch prezydentów Boliwii i Peru o czystej krwi indiańskiej. Oni zeszli z chmur – mówi Ryszard Kapuściński, podróżnik i mistrz reportażu, w którego słowach można dopatrzyć się niejednokrotnie poetyckiej frazy.
Nie bez przyczyny, bo Ryszard Kapuściński jest też poetą, o czym możemy przekonać się biorąc do ręki przygotowany właśnie przez Wydawnictwo Literackie tomik, zatytułowany „Prawa natury”.

Jak sam przyznaje, poezja niejednokrotnie inspirowała jego reportaże. To ona ciągle mu przypomina, że najważniejszy jest język, szczególnie w dobie, kiedy środki masowego przekazu bardzo go upraszczają i trywializują.

– Nie potrafiłbym pisać reportaży bez poezji. Kiedy trafiam na opór materii, to sięgam do mojej poetyckiej biblioteki. Ponieważ jest ona bardzo duża, często trafiam na wiersze przypadkowe. Ale to nie ma znaczenia, bo liczy się to zagęszczenie poezji, które pobudza wyobraźnię – mówi Ryszard Kapuściński.
Do niego samego wiersze przyszły, kiedy był nastolatkiem.

– W gimnazjum graliśmy w piłkę i w pewnym momencie wpadło mi do głowy, żeby napisać wiersz. Nie wiem, skąd mi się to wzięło. Może to było tak jak z moim serdecznym przyjacielem Edwardem Stachurą. Mieszkaliśmy razem w Meksyku. On czasami wychodził z pokoju i mówił „Coś mi się takiego pisze...”. Choć są ludzie, którzy twierdzą, że poezję piszą świadomie i na chłodno, że jest to przemyślany proces, to jednak dla mnie poezja jest swego rodzaju nawiedzeniem, które przychodzi szczególnie do ludzi młodych – wyznaje pisarz.
Jako siedemnastolatek wysłał swój pierwszy wiersz do „Odrodzenia”.

– To było wówczas pismo o wielkim prestiżu. Po tygodniu je otwieram i widzę, że oni wydrukowali mój utwór. To była ogromna radość i ogromne przeżycie. Potem pisałem jeszcze inne wiersze. Wysłałem je do „Słowa Powszechnego” i do „Przekroju”. Tam też to drukowali, ale dziś wiem, że to nie były dobre wiersze, bo pisałem je pod Majkowskiego, który był wtedy modny. Potem zacząłem pisać reportaże, ale nigdy nie zerwałem z poezją – dodaje reporter.
Kiedy wybuchł stan wojenny i zamknięto „Kulturę”, w której publikował swoje reportaże, Ryszard Kapuściński zwrócił się jeszcze mocniej w stronę poezji. Szukając nowych sposobów wyrażenia siebie opublikował pierwszy tom „Lapidarium” oraz zbiór wierszy zatytułowany „Notatnik”.

– Stan wojenny przerwał mój rytm jeżdżenie-pisanie, jeżdżenie-pisanie. Musiałem zająć się czymś, co wyszłoby poza tę rytmikę. Reportaż to jest opisywanie świata zewnętrznego, a poezja, pozwala odwrócić się człowiekowi do wewnątrz, spojrzeć w głąb siebie – mówi Ryszard Kapuściński.

 

Cywilizacyjne uprzywilejowanie

 

W tym, że może czytać i pisać książki, dostrzega wielkie szczęście. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest człowiekiem uprzywilejowanym, bowiem tak wielu ludzi na świecie jest pozbawionych możliwości obcowania literaturą.

– W XXI wieku jest wielu ludzi, którzy nie umieją ani czytać ani pisać. Istnieją też kultury, w których nie pisze się książek. Na przykład cywilizacje afrykańskie nie znają książek. Tam literatura od wieków jest przekazywana w postaci mitów, które przechodzą z pokolenia na pokolenie. Te cywilizacje mają też swoje pieśni, które śpiewają z pamięci. My jesteśmy pozbawieni pamięci. Mamy biblioteki, słowniki, Internet. A ludzkość istnieje przecież dzięki pamięci. Nasze dzieci uczą się w szkole jednego, dwóch wierszy. W Iranie spotkałem dziesięcioletniego chłopca, który był naganiaczem pasażerów do autobusu. Kiedy wykonał już swoją pracę, a kierowca ruszył, on usiadł z boku na schodach i coś mamrotał pod nosem do siebie. Zapytałem kierowcy, co on mówi i okazało się, że chłopiec recytuje całe strofy poezji z X wieku – opowiada Ryszard Kapuściński.

Podróże z Herodotem i Malinowskim

Nigdy nie spotkałby tego chłopca, gdyby nie podróże, które składają się na życie reportera. Uważa je za ciężką pracę. Trzeba znosić trudy podróży, przebywać czasem w niebezpiecznych warunkach. To bardzo wyczerpuje fizycznie i emocjonalnie.

Jednak Ryszard Kapuściński, który odwiedził ponad sto państw, nie zmieniłby tego sposobu życia na żaden inny. Zapytany, w którym miejscu na świecie chciałby być obecnie, odpowiada, że cały świat jest fascynujący i że chciałby być wszędzie, bo wszędzie dzieje się tyle ciekawych rzeczy. W lecie planuje wyjechać na Wyspy Pacyfiku i dotrzeć do miejsc, w których bywał słynny antropolog z Krakowa Bronisław Malinowski.

– Było dwóch twórców reportażu. Pierwszy to był Herodot, o którym pisałem w „Podróżach z Herodotem”. Stworzył on tezę, że trzeba poznać świat, żeby poznać siebie. Drugim był Bronisław Malinowski. Wyemigrował z Polski w czasie pierwszej wojny światowej i rozbił swój namiot wśród ludu Wysp Pacyfiku. W ten sposób unaocznił swoją teorię badań terenowych, według której, żeby o czymś mówić, trzeba być na miejscu – mówi Ryszard Kapuściński, którego najbardziej obecnie zajmuje sprawa wielokulturowości i wieloreligijności na świecie.

Niebawem ukaże się poruszająca ten problem książka, oparta na wykładzie wygłoszonym na Uniwersytecie Jagiellońskim podczas odbierania przez mistrza reportażu doktoratu honoris causa. Opowie w niej o zagrożeniach wynikających z naszej nieumiejętności kontaktowania się z „Innym” – człowiekiem innej rasy, innych przekonań, którego biali ludzie, których jest jedynie na ziemi czternaście procent, będą musieli poznać i nawiązać z nim dialog, jeżeli chcą utrzymać na naszej planecie pokój. Indianie w końcu schodzą z chmur, a Ryszard Kapuściński jako przenikliwy obserwator dziejów współczesnych zwraca na to naszą, skupioną wyłącznie na sobie, uwagę.


Magda Huzarska-Szumiec/ Gazeta Krakowska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.