Namalowany w centrum miasta, na środku jezdni, był wyznaniem miłości i przeprosinami jednocześnie. Kilka godzin wcześniej Tomek pokłócił się ze swoją dziewczyną Magdą. – Aż się boję co wymyśli, kiedy znów się o coś posprzeczamy – dodaje, uśmiechając się dziewczyna.
A te obawy są uzasadnione, bo kilka tygodni wcześniej Tomek wykleił zdjęciami Magdy, ozdobionymi wyznaniami miłości, całą klatkę schodową w bloku, gdzie dziewczyna mieszka.
– To nic szczególnego. Po prostu kocham Magdę i nie wstydzę się tego uczucia. A takie oryginalne sposoby na okazanie miłości są miłe – mówi chłopak. – Tak myślę.
Tyle, że ostatni kosztował go mandat. Napis malował bowiem w miejscu strzeżonym przez czujne oko kamery miejskiego monitoringu i strażnicy, mimo sentymentu dla zakochanych, wypisali mu 100 złotych kary.
– To miłe, choć czasem trochę krępujące – mówi Magda. – Przyznaję jednak, że kiedy zobaczyłam w nocy ten wielki napis pod oknami, to mnie zamurowało i cała złość na Tomka minęła.
Kocham w gazecie
Młodym ludziom coraz częściej nie wystarczy samo „kocham Cię”. Im wyznanie bardziej niekonwencjonalne, tym, jak twierdzą, większa siła dotarcia z nim do ukochanej.
– Dla wielu z nich takie trochę szalone pomysły to sposób na zabicie nudy. Rzeczywiście to może ożywić związek dwojga ludzi – mówi Maria Jankowska, psycholożka zajmująca się sprawami młodzieży. – Byleby oczywiście nie przesadzić. Młodzi ludzie są teraz naprawdę pomysłowi. Pewnie dawne pokolenia młodzieży też takie kiedyś były, tyle że teraz mają więcej odwagi i możliwości, by takie szalone wyznania miłości realizować.

Wie coś o tym Piotrek z Ząbkowic Śląskich. Jakiś czas temu postanowił swojej wieloletniej przyjaciółce, w której od dawna się podkochiwał, wyznać miłość w równie nietypowy sposób. W jednym z lokalnych tygodników wykupił reklamę. Na czerwonym tle było kilka słów „Micha wiem, że możesz tego nie zrozumieć, ale bardzo Cię kocham – Piotr”. Wiedział, że Michalina czyta tę gazetę, wiedział też, że ogłoszenie zobaczy, bo rzucało się w oczy.
– To był sukces, choć początkowo dostałem burę za publiczne wyznania. Okazało się jednak, że ona czuje do mnie to samo. Dziś jesteśmy parą – mówi Piotr.
Oświadczyny przez billboard
„Aniu kocham Cię. Wyjdź za mnie. Ciapek” – taki wielki napis zawisł na kamienicy przy ulicy Słowackiego w Wałbrzychu. Był to sposób Łukasza, 26-letniego projektanta wnętrz, na zdobycie ręki Ani Sułkowskiej. Przygotowanie tak oryginalnych oświadczyn kosztowało Łukasza sporo trudu.
– Najpierw myślałem o samolocie ciągnącym napis, następnie o wielkim transparencie – mówi. Potem wynalazł billboard na okazałej kamienicy Wałbrzycha. Opracował wzór napisu, a później, gdy już wisiał, przez dwa dni pilnował, by Ania go nie zobaczyła. – Chciałem, by przeczytała to dopiero w rocznicę naszej znajomości – dodaje.
– Zamurowało mnie – Ania do dziś pamięta chwilę, gdy spojrzała na napis. – I powiedziałam „tak”.
Billboard wisi do dziś. Większość wałbrzyszan nie ma pojęcia, że kryje się za nim tak romantyczna historia.
Miłość przez wybory
Casting na dziewczynę? Czemu nie. W ten nietypowy sposób sympatii szukał młody świdniczanin. Na słupach pojawiły się ogłoszenia: „Marcin organizuje casting. To Twoja niepowtarzalna okazja dziewczyno! Ten boski, wspaniały i czarujący chłopak może być Twój!”. Nie było dziewczyny, która przeczytawszy ogłoszenie, nie uśmiechnęłaby się pod nosem.
Wiele też przyszło na zorganizowany przez Marcina casting.
– Chciałbym, żeby moja dziewczyna nie była głupia, żeby potrafiła zaskakiwać, miała pomysły i była ciekawa życia.
Jeśli chodzi o cechy zewnętrzne, to nie ma znaczenia, czy będzie to blondynka czy brunetka. Najważniejsze, żeby miała w sobie to coś – mówił nam przed castingiem chłopak. Jednocześnie smutno przyznając, że pomimo, iż do tej pory nie cierpiał na brak dziewczyn, to jednak żadna nie była tą, której szuka.
Małgorzata Moczulska