Mamy za sobą dwa mecze kadry pod kierownictwem Franciszka Smudy. Bilans nie nastraja optymistycznie, ale czy cokolwiek to znaczy?
Ważne jest, że nie boi się stawiać na młodych. Okres ponad 900 dni do Euro 2012 jest idealnym czasem na nauczenie polskiej młodej fali (Małecki, Rybus, Borysiuk, Sadlok, Sobiech, Kokoszka) gry ofensywnej, opartej na szybkich, krótkich podaniach, wymienności pozycji i nieustannym ataku przy pełnej asekuracji i odpowiedzialności. Zgranie i automatyzm zagrań dla trenera Smudy to podstawa i jestem pewien, że nikt inny jak on nie wyegzekwuje taktyki od biało-czerwonych.
Ważne, by do finałów Mistrzostw Europy Polacy grali z jak najmocniejszymi przeciwnikami. Porażki, które niechybnie poniesiemy będą lekcją bez konsekwencji, ale z samym bagażem korzyści. Polacy powinni nauczyć się grać z Anglią czy Niemcami bez negatywnej presji. Bez presji, która powiąże nogi i bez presji, która odbierze nadzieję. Taką nadzieję zawsze mają drużyny Smudy, miał ją Lech, gdy w 120. minucie Murawski strzelał bramkę na 4:2 w meczu z Austrią Wiedeń (w 2008r) i miał ją m.in Dariusz Gęsior, gdy strzelał na 2:2 w meczu Legia-Widzew, dającym Widzewiakom tytuł Mistrza (1997). Po tym meczu (wygranym 3:2), sam byłem świadkiem jak Widzew pieczętował meczem z Rakowem Częstochowa tytuł mistrza Polski. Takich emocji i radości życzę sobie i wszystkich kibicom w 2012 roku.