Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

93960 miejsce

85. urodziny Prof. Brzezińskiego - Powstrzymana inwazja, XII 1980

Prof. Brzeziński: Pułkownik Kukliński przyczynił się do podjęcia kroków ze strony USA zmierzających do spowodowania odwołania ze strony Moskwy planowanej interwencji wojskowej w Polsce. Miała się rozpocząć o godz. 20:00, 8 XII 1980 r.

Z odtajnionych akt umorzonego 2 IX 1997 śledztwa zakończonego całkowitą rehabilitacją pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, skazanego w 1984 przez sąd wojskowy PRL na karę śmierci.
Fragmenty stenogramu przesłuchania płk Ryszarda Kuklińskiego, Waszyngton, 22 kwietnia 1997. Oprócz Pułkownika i prokuratorów wojskowych (mjr Bogdan Włodarczyk i kpt. Jerzy Kwieciński) uczestniczyli: prof. Zbigniew Brzeziński, amb. Jerzy Koźmiński i mec. Paweł Zaleski.
Wybór i opracowanie - Henryk A. Pach

Płk. Kukliński – Byłem chyba pierwszym, który z średniego personelu sztabowego mojej instytucji został w to wtajemniczony. Skalski {HP: Jerzy, gen. broni} postąpił bardzo uczciwie. Zawołał mnie do swojego gabinetu i zaczął z górnego „c”, że jest taka sytuacja…, nikt nam nie pomoże, musimy sami… Przyjąłem nawet bardzo dobrze, że będziemy musieli coś takiego robić. I mówi – Masz prawo odmówić.
Kiedy te bramy w stoczniach zaczęły się zatrzaskiwać, to ja akurat byłem szefem zarządu operacyjnego. System dowodzenia siłami zbrojnymi jest taki, że wszystko musi przejść przez zarząd operacyjny. Był to dla mnie ogromny dylemat, bo byłem całym sercem z tym… To była dla mnie ogromna nadzieja. Wyobrażałem sobie, czy może chciałem to widzieć jako ogromny, masowy, narodowo – społeczny ruch! Nie żaden związek zawodowy, bo to była fikcja. Przecież i myśmy się do tego garnęli. Przecież i wojsko chciało być z „Solidarnością", przynajmniej sprzyjało „Solidarności”. Te biało – czerwone sztandary… to przeżywali wszyscy. To był zryw narodowy. Widziałem to jako próbę wyprowadzenia się z tego całego układu. Chciałem tego wszystkiego. Chciałem dopomóc. I to był dylemat. Czy mam być katem, czy może będę tym katem… nie do końca. Ale uczestnicząc w tym zamachu będę mógł coś robić, może złagodzić niektóre zamierzenia. Na początku były różne koncepcje, … „przecież potrzebna jest noc długich noży”…, I zdecydowałem się, że będę w tym. Nie miałem żadnych złudzeń, że to było działanie nielegalne, wbrew konstytucji. Od początku mówiono, że to musi być z pominięciem organów, żaden Sejm. Tuczapski {HP: Tadeusz, gen. broni} – był sekretarzem KOK-u – ciągle podnosił, że musi być decyzja Sejmu. Widziałem to sterowanie całym procesem od strony sowieckiej i brutalną ingerencję, tortury Jaruzelskiego, „wykręcanie mu rąk”, „łamanie nóg” na każdym spotkaniu. Moja działalność skupiła się głównie na wpływaniu – poprzez USA – na trzymanie Sowietów od nas… Przekazałem wszystkie informacje dotyczące przygotowań do stanu wojennego: na ile jest możliwość wprowadzenia tego stanu, jakie są szanse, czy nie ma szansy, jak daleko… Główny nurt informacji dotyczył zachowań sowieckich. To co mówiła ambasada, to co mówił przedstawiciel zjednoczonego dowództwa przy Wojsku Polskim, to co mówili inni Rosjanie, to co robili kiedy przyjeżdżali nas kontrolować. Moje informacje pochodziły z różnych źródeł. Nie miałem żadnych kontaktów z ambasadą sowiecką. Nie znałem nikogo. Ale mój kolega miał doskonałe kontakty i wiem, że do grudnia {HP: 1980} było zwalczanie „Kaniu i Jaruzelskowo”. Taka była dyrektywa w ambasadzie dla wszystkich ich tam agentów. Po grudniu było hasło „wowspomagać Kaniu i Jaruzelskowo”. Byłem świadkiem 13.01.1981, w pałacyku na Sulkiewicza. Kulikow(!) wezwał wszystkich wiceministrów MON do lojalności wobec Jaruzelskiego, co mu się nigdy nie zdarzyło. Ponieważ poprzednio rozrabiali Jaruzelskiego, więc widocznie albo Jaruzelski prosił, albo szykował się z ich inicjatywy na stanowisko premiera. Po podpisaniu protokołu, o którym mówiłem tutaj, przez premiera {HP: Józef Pińkowski}, poszliśmy na obiad. Była tylko strona sowiecka, Kulikow, Gribkow i chyba jeszcze ze trzech wyższych generałów. Po naszej stronie był Jaruzelski, wszyscy wiceministrowie i tylko ja, bidny Kukliński. Na tym obiedzie, aż czułem się głupio. Wstaje Kulikow i mówi, że od tej chwili wszystko pójdzie do przodu, że wszystko będzie w rękach Jaruzelskiego i „praszu was” o poparcie, o wspomaganie - zaapelował. W ten sposób Molczykowi {HP: Eugeniusz, gen. broni, v-ce min. MON, z nadania Kremla d-ca frontu polskiego w planowanej napaści na Zachód Europy, z-ca marsz. Kulikowa w UW} dał po nosie, żeby zachować lojalność wobec Jaruzelskiego. To była bardzo ważna informacja. (…)
W Rembertowie wylądował nam batalion czołgów. Bez naszej wiedzy! O ruchach wojsk, zgodnie z porozumieniem wytargowanym przez Gomułkę w 1956, i wynegocjowanym przez Zarzyckiego {HP: Janusz, gen. dyw.} był statut pobytu wojsk ZSRR w Polsce. Była to gruba księga i mapa, określone miejsca garnizonów i placów ćwiczeń, drogi. Ale potem oni wchodzili wszędzie i w okresie „Solidarności" te sowieckie wojska były wszędzie. I podniósł się wielki krzyk. Gdzie? W „Solidarności"! Że pojawiają się instalacje tutaj, tam, i gdzieś indziej. Krytycznym momentem był koniec listopada i początek grudnia {HP: 1980}, kiedy Sowieci przygotowali inwazję. 30 listopada rozmawiali z Jaruzelskim. Zarzucali mu brak zdecydowania w rozprawie {HP: z Solidarnością}, oddawanie wszystkiego, tolerowanie kontrrewolucji i żądali zgody na wprowadzenie wielkich sił Układu Warszawskiego – 15 dywizji sowieckich, 2 dywizje czeskie i 1 dywizja niemiecka. I nakazali zamknięcie Wojska Polskiego w koszarach. To były najbardziej dramatyczne rozmowy Jaruzelskiego z Rosjanami. I ten człowiek to przeżył. Tak wyczerpany, że był kompletnie bez życia. Z racji mojego stanowiska byłem nieetatowym sekretarzem delegacji polskiej na posiedzenia organów kolegialnych Układu Warszawskiego. Pisałem wystąpienia Jaruzelskiemu, przygotowywałem uchwały wspólnie z Sowietami, ustosunkowywałem się do proponowanych uchwał. 30 listopada miałem już wszystko gotowe. Następnego dnia mam lecieć z Jaruzelskim do Budapesztu. Dowiaduję się, że Jaruzelski jest „nieżywy”. Ma go zastąpić Molczyk. Chciałem w tym momencie powiedzieć Generałowi, żeby się nie uginał, że mamy jakieś zaplecze wolnego świata, że jestem do dyspozycji, że mogę być pomocny – nawet do tego stopnia byłem gotów… Dowiedziałem się tego samego dnia, że na polecenie Jaruzelskiego do Moskwy leci gen. Tadeusz Hupałowski, z-ca szefa Sztabu Generalnego i płk Puchała. Jadą ażeby uzyskać informacje o zamierzeniach sowieckich wprowadzenia sił inwazyjnych. Na drugi dzień rano z płyty wojskowej wystartowały 2 samoloty. Jeden na posiedzenie komitetu ministrów, w którym byłem ja, a drugi z Hupałowskim i Puchałą do Moskwy. Wymieniłem kilka zdań z Puchałą i zobowiązałem się do poinformowania go, co będzie na komitecie ministrów i prosiłem, a on zgodził się poinformować mnie po powrocie, co przywiózł z Moskwy. Na lotnisku już dowiedziałem się tyle od mojego przełożonego, że - Rysiu wyczyść swój sejf. Ja już swoje biurko i swój sejf wyczyściłem bo nasze biurka zajmą panowie w dużych kapeluszach. Jak tylko wróciłem, doskoczyłem do Puchały i mówię - Coś przywiózł z Moskwy? Nie chciał, ale zaczął mówić, że jest opracowany plan regulacji ruchów dla sowieckich wojsk z udziałem sił wojskowych i milicji, które mają regulować ruch przez większe miasta i wprowadzać te dywizje na wyznaczone poligony, gdzie mają odbyć ostre strzelania i prawdopodobnie wytworzyć warunki do zmiany ekipy władzy.
Na rano miałem dać z tego sprawozdanie dla kierownictwa. Po dowiedzeniu się o wszystkim opuściłem sztab i mój niezawodny środek, skrzyżowanie komputera z radiem i z całą najnowocześniejszą amerykańską techniką „Iskra”, o której się może jeszcze kiedyś w przyszłości dowiecie – nawalił! Jak pisałem w nerwach ten dramatyczny raport – nawalił! Nie mogłem przekazać wiadomości natychmiast, ale zorganizowałem sobie przejęcie odręcznie napisanego raportu. O tym, że te 18 dywizji jest przygotowane. Czas gotowości do wkroczenia wyznaczony na dzień 8 XII 1980 r. Depesza osiągnęła Waszyngton {HP: 3 XII} i bardzo szybko znalazła się na biurku doradcy prezydenta
do spraw bezpieczeństwa narodowego, profesora Brzezińskiego, któremu również sprawa polska leżała, jak mnie, na sercu.
od lewej: prof. Bronisław Geremek, płk Ryszard Kukliński, prof. Zbigniew Brzeziński / Fot. KRZYSZTOF MILLER
Prof. Brzeziński – Poza tą dramatyczną depeszą miałem również na biurku pierwsze zdjęcia satelitarne sowieckich spadochroniarzy wchodzących do samolotu. Rozwinięcie namiotów sanitarnych, szczególnie w kompleksie szpitalnym pod Kaliningradem i pierwsze ruchy czołgów w kierunku granicy. To było przed godz. 16:00, dnia 8 XII. O 16:00 nadeszło wstrzymanie tych ruchów ze strony Moskwy. W międzyczasie {HP: 3 XII} wysłaliśmy ostrzeżenie ostrą linią, bezpośrednio do Kremla, oświadczając przywództwu sowieckiemu, że konsekwencje tego rodzaju akcji będą bardziej groźne w stosunkach amerykańsko – rosyjskich. Wysłaliśmy {HP: 4 XII} wezwania do kierowników rządów sojuszniczych, żeby robili swoje bezpośrednio do Moskwy. Moje biuro przekazało instrukcje do departamentu obrony. Były szyfrowane jako wysoce tajne, co znaczy, rozchodziły się do około stu osób, żeby natychmiast przygotować listę broni do przekazania do Chin, co bardzo nie było w interesie ZSRR. Chodziło o to, że to się na pewno rozpowszechni. Wywiad sowiecki miał do tego dostęp (…) Zatelefonowałem bezpośrednio do papieża. Miałem z nim dramatyczną rozmowę - w czasie watykańskim, około północy - na temat, co może w tej sprawie zrobić Watykan, żeby również wywrzeć maksymalny nacisk na ZSRR, żeby się powstrzymali. Wysłaliśmy wezwanie do pani Gandhi, premier Indii, które miały dobre stosunki z Rosją, ażeby również był nacisk z ich strony. Jednocześnie wezwałem do siebie, szefa amerykańskich związków zawodowych, z którym omówiłem plan ogólnoświatowego bojkotu przez ruchy zawodowe wszystkich sowieckich samolotów i okrętów. Tak, żeby był paraliż w handlu międzynarodowym Sowietów.
Chcę dodać, że w XI i XII 1980 r. pułkownik Kukliński przyczynił się do podjęcia kroków ze strony USA zmierzających do spowodowania odwołania ze strony Moskwy planowanej interwencji wojskowej w Polsce. Owa interwencja, pod płaszczykiem ćwiczeń miała się rozpocząć o godz. 20:00, 8 XII. Fakt, że mieliśmy te informacje umożliwił nam powzięcie kroków, które w pewnym stopniu przyczyniły się do zmiany decyzji władz ZSRR. Podkreślam - w pewnym stopniu – ponieważ również inne czynniki grały tu role. W związku z tym mogę przekazać treść depeszy, która donosiła co następuje: - „Bardzo pilne! Na polecenie gen. Jaruzelskiego w dniu 1 XII, gen. Hupałowski oraz płk Puchała uzgodnili w sztabie generalnym, w Moskwie plan wprowadzenia do Polski pod pozorem ćwiczeń wojsk Armii Radzieckiej, Niemieckiej Armii Ludowej oraz Czechosłowackiej Armii Ludowej. (…) Obecnie przedstawiciele bratnich armii w przebraniu cywilnym prowadzą rekonesans dróg marszu, poligonów oraz rejonów przyszłych działań. (…) Zgodnie z planem sztabu generalnego sił zbrojnych ZSRR w czasie przegrupowania sojuszników na terytorium Polski, Wojsko Polskie ma pozostawać w miejscach stałej dyslokacji. (…) W zakończeniu z goryczą muszę poinformować, że jakkolwiek wszyscy (bardzo ograniczona liczba osób) znający plan „ćwiczeń” są przygnębieni i załamani, to nikt nie dopuszcza myśli czynnego przeciwstawienia się akcji Układu Warszawskiego. Są nawet głosy (Jasiński, Puchała), że sama obecność na terytorium kraju tak dużych sił wojskowych może doprowadzić do uspokojenia społeczeństwa.”
W rezultacie tego prezydent USA wydał 3 XII 1980 r. oświadczenie w języku angielskim, ostrzegające ZSRR przeciwko interwencji zbrojnej w Polsce. Wiarygodność informacji pułkownika Kuklińskiego – warto tu podkreślić – jest jednocześnie potwierdzona następującym dokumentem. To jest notatka informacyjna dla Ministra Obrony Narodowej CSRS, gen. armii Marcina Dzura. Datowana 3 XII 1980 r. Sporządził ją gen.–płk Miłosław Plachnik – Sztab Generalny Czechosłowackiej Armii Ludowej. „Szanowny Towarzyszu Ministrze. Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR marsz. ZSRR Ogarkow przy udziale gen.- płka Abolinsa, Sztab Generalny gen.-płka Tereszczenki, I z-cy Szefa Sztabu Sił Zbrojnych ZSRR przedstawił wyjaśnienie celu ćwiczeń. W obecności gen.-płka Stechbarta, dowódcy wojsk lądowych Niemieckiej Armii Ludowej i gen. broni Hupałowskiego, I z-cy Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W planie jest przeprowadzenie dwóch ćwiczeń. Ćwiczenia taktyczne, samodzielne na terenie własnego kraju i na terenie PRL o ogólnym czasie trwania 5 do 6 dni; drugie jako frontowe ćwiczenie dowódczo-sztabowe i z częściowym wyprowadzeniem wojsk na tereny PRL. (…) Z wojsk armii Układu Warszawskiego, które będą na terenie PRL zostaną stworzone armie ogólno-wojskowe. Każda będzie liczyła około 4 dywizji, z tego 2 czeskie. Zostanie stworzony front koalicyjny w składzie 2 – 3 radzieckich armii ogólno-wojskowych, po 1 ogólno-wojskowej armii WP, NAL i CzAL. Dowództwo frontu przejmie dowódca naczelny Sojuszniczych Sił Zbrojnych.” Czyli Wojsko Polskie całkowicie podporządkowane komendzie sowieckiej. Mogę również zacytować sprawozdanie z rekonesansu przeprowadzonego w Śląskim Okręgu Wojskowym 4 XII 1980 r. przez oficera sztabowego wojsk czechosłowackich. „4 XII 1980 r., o godz. 8:00 przekroczyłem granicę państwa na przejściu Harahów. Oczekiwał mnie i serdecznie powitał z-ca dowódcy Śląskiego Okręgu Wojskowego, gen. bryg. Ryszard Wilczyński w ubraniu cywilnym”. Potem jest charakterystyka wyższych oficerów polskich, ich nastawienie. Omówienie ich stanowiska, ocena sytuacji politycznej w Polsce, ocena jego własna, że z różnych rozmów wynika, że również w armii polskiej są oficerowie nierozumiejący obiektywnych reguł budownictwa socjalizmu. Tu jeszcze szereg oficerów wyraża się w sposób bardzo krytyczny o sytuacji politycznej. W odpowiedzi na pytanie, jakie będzie zachowanie strony polskiej po przekroczeniu granic, oficerowie powiedzieli, że chodzi tu o złożony problem, który nie został całkowicie przeanalizowany, nie mogą dać poważnej odpowiedzi. Dalsza część rozpoznania omawia stan dróg i mostów, i miejsca kontrolne, i ewentualną współpracę z polskimi jednostkami. I prośba… dowódcy Śląskiego Okręgu Wojskowego {HP: gen. bryg. Józef Petruk}, ażeby przyszła grupa oficerów czeskich w celu omówienia dokładnego zabezpieczenia wchodzenia. No i jest również ostrzeżenie, że mogą być prowokacje, i że ludność może ocenić ćwiczenia jako formę interwencji.

Płk. Kukliński - Te reakcje, o których mówił profesor Brzeziński są ogólnie znane. Jak Reagan został prezydentem, dał akceptację do wprowadzenia takiej polityki – i przez departament stanu, i przez operacje wywiadowcze – żeby przekazać Sowietom, że w przypadku inwazji, USA wspólnie z sojusznikami rozpoczną tzw. „Horizontal confrontation”.
Oczywiście, to nie było oficjalnymi kanałami. Gdzieś tak, ktoś dał cynk i lecieli, że w przypadku wkroczenia do Polski – rozpoczną konfrontację horyzontalną. To był świetny, diabelski wymysł, bo nikt nie wiedział, co to ma być! Rosjanie, z tego co wiemy od wywiadu, myśleli, że będzie to atak nuklearny. Zastanawiali się. W każdym razie, to ich wiązało. Włączyłbym do mojej sprawy ten protokół z posiedzenia Biura Politycznego KC KPZR. Jest tam taki zapis, że „nie możemy tu nic mówić, otwierać swoich kart, dlatego, że to co powiemy, to zaraz na drugi dzień jest wiadome w Waszyngtonie”.
Opracowanie i wybór - Henryk A. Pach

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.