Kiedy dwa lata temu wyjeżdżałem na studia do Azji zabrałem ze sobą nieco akademickiej wiedzy i wysłużony, szary kapelusz. W plecaku wylądowała też niewielka książka, z dedykacją od złotowłosej koleżanki: ”od Ani, jako całkiem niezły aperitif w drodze do Indii i gdziekolwiek dalej”.
„Barbarzyńca w Azji” opowieść Henri Michaux, bo ona była tym podarkiem, towarzyszyła mi od tłocznego lotniska, przez tropikalne lasy aż po hinduskie pustelnie. Ale Michaux zaproponował mi podróż dalej, aż po egzotyczną Japonię i buddyjski Cejlon. Podzielił się ze mną swoją wizją Azji.Zobacz także:
Artykuły
(11)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 30 | Miejscowość: Krakow | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Pozycja autora w rankingach:
Sortuj komentarze:
Paweł Skawiński 19.01.2009 16:36
Michaux jest bardzo francuski w tym co pisze. Jest szalenie ostry i kontrowersyjny w opiniach. Prawdziwy barbarzyńca, z którym nie trzeba a czasami nawet nie należy się zgadzać ale którego po prostu trzeba przeczytać. Bo opis Azji z pierwszej połowy XX wieku wciąż jest aktualny.
Na zbliżający się, prawie roczny wypad do Azji, obowiązkowo zabieram Barbarzyńcę :)
a tutaj plus !!
Agata Rucińska 19.01.2009 13:11
Oczywiście +
Dziękuję ślicznie za ten artykuł. Możliwe, że sama na długi czas wyjadę do Chin, więc będę pamiętała aby zabrać tą książę obok "Podróży z Herodotem" Kapuścińskiego :)
Majowa książka za recenzję. Skusisz się?
(odsłon: +399)