Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21774 miejsce

"95-2003" Piotra Roguckiego czyli podróż do przeszłości

Mniej więcej piętnaście lat temu Piotr Rogucki zaczął swoją przygodę z poezją śpiewaną. Zaowocowała ona wieloma utworami, które do 10 czerwca mogliśmy słuchać wyłącznie na YouTube. Dzień później jedenastka ukazała się na płycie "95-2003".

 / Fot. Okładka płytyNa płycie poezji śpiewanej już próżno szukać. Roguc wraz z Marianem zrezygnowali z niej, by stworzyć coś zupełnie nowego. No i powstało neofolkowe dzieło, które promuje niegdyś nostalgiczna "Piosenka pisana nocą". Przy jej słuchaniu pewnie u wielu z Was ciekły łzy po policzkach a "świat płynął obok gdzieś".

Dziś jednak zyskała zupełnie inny wymiar. Na swoich twarzach już łez nie znajdziecie, bo pewnie zastąpił je (może tak jak w moim przypadku) uśmiech. Do słuchania nocą już raczej się nie nadaje, bo klimat już nie ten, a świat już tak nie płynie jak kiedyś. Utwór bardziej nadaje się do słuchania w ciągu dnia i to najlepiej podczas wykonywania codziennych obowiązków. Porównywać by można tak każdy kawałek po kolei. Ja jednak postanowiłam wybrać inną drogę, by przekonać się do tego albumu: odcięłam się od dawnej poezji śpiewanej artysty. Słuchając po raz drugi płyty starałam się mimo wszystko zapomnieć o pierwotnych wersjach, choć gdzieś w głowie nadal grały mi te pierwsze kawałki.

Jakże delikatny utwór "A my" zdecydowanie doprowadził mnie do błogiego stanu i doprowadza za każdym razem, kiedy płynie z moich głośników. Słuchając tego numeru można naprawdę zapomnieć o całym świecie. Na wielkie wyróżnienie zasługuje niewątpliwie „Zosia”. Tytułowa dziewczyna wprawiła narratora w stan zakochania i odebrała mu „rozum bez pytania”. Piotr znakomicie odnalazł się w tej góralskiej scenerii. Udowodnił tym samym, że wcale nie trzeba pochodzić z południa Polski, by doskonale poradzić sobie z góralską gwarą.

Za kotami nie przepadam, ale „Kota” Roguckiego bardzo polubiłam i to chyba z wzajemnością, bo chodzi za mną bez końca. Może to kot syjamski? Minusem
jest numer jeden na płycie, chociaż na pierwsze miejsce nie zasługuje. Dźwięki gitary drażnią i sprawiają, że mam wrażenie jakby była rozstrojona. „Ulotność”, która powinna być delikatna i lekka, stała się za sprawą aranżacji Mariana ciężka i momentami nie do przetrawienia. A ciarki wraz z piosenką gdzieś się ulotniły.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

aga
  • aga
  • 29.08.2012 15:47

Mój faworyt z tej płyty to Wrony, w których zakochałam się po raz drugi. Magia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.