Facebook Google+ Twitter

9. TKH: Nie zapominamy tego, co najlepsze

Idąc na „To, co we mnie najlepsze” spodziewałam się przyjemnego życiowego opowiadania w stylu „Amelii”. Okazało się, że obejrzałam historię o poświęcaniu się w imię miłości. Choć mam problemy z oceną niektórych kwestii, mogę stwierdzić, że nie zawiodłam się.

W główne role wcielają się Marian Álvarez i Juan Sanz. / Fot. Fot. Materiały producentaW materiałach festiwalowych o filmie Roser Aguilar
„To, co we mnie najlepsze” można przeczytać: „Raquel od dziecka słyszała, że sens życiu nadaje miłość. Zastanawiała się co, by się stało, gdyby nikt jej nie pokochał. Teraz, kiedy ma zamieszkać ze swoim chłopakiem będzie musiała zdecydować, ile jest w stanie zrobić dla uczucia, jednocześnie odkryje jak piękna, a zarazem trudna może być prawdziwa miłość”.

Na ekranie kinowym widzimy następującą historię. Raquel (Marian Álvarez) i jej chłopak Tomas (Juan Sanz) decydują się zamieszkać razem. Właściwie Raquel decyduje za nich oboje mówiąc, że ona pracuje na nocną zmianę, on trenuje w dzień i że będą się mijali, więc najlepszym wyjściem jest wspólne mieszkanie. Chłopak, mimo że jest zaskoczony tą propozycją, zgadza się. Początki są łatwe, lekkie i przyjemne. Piękne chwile kończą się, gdy Tomas mdleje podczas treningu (jest biegaczem) i lekarze stawiają diagnozę: zapalenie wątroby. Gdy Raquel dowiaduje się, że jedyną szansą dla jej narzeczonego jest przeszczep, postanawia, że ona zostanie dawcą. Zanim dojdzie do podjęcia ostatecznych decyzji, para przeżyje jeszcze kilka trudnych momentów.

Co ma wspólnego opis promocyjny z realnym scenariuszem? Niewiele, ale mimo że obejrzałam coś innego niż się spodziewałam, wyszłam z kina usatysfakcjonowana, ale i z wieloma pytaniami w głowie. Do tej chwili mam w myślach obraz wczorajszego seansu, bo „To, co we mnie najlepsze” nie daje o sobie zapomnieć.

Myślę, że o oryginalności tego filmu nie stanowi sama historia i godne docenienia poświęcenie Raquel. O tym, że o „To, co we mnie najlepsze” trudno zapomnieć, decyduje realizm gry aktorskiej. Patrząc na ekran nie mamy wrażenia, że oglądamy wymyśloną scenariusz, ale mamy, że oglądamy historię opowiedzianą nam przez znajomą czy znajomego. Aktorzy są bardzo naturalni w swojej grze, a ich wypowiedzi nie są wydumane, tylko pasują do tego, co naprawdę byśmy w życiu powiedzieli w takiej sytuacji.

Mimo że temat przeszczepu wątroby nie jest ani szczególnie łatwy, ani przyjemny, reżyserowi, scenarzystom i aktorom udało się go przedstawić w sposób jak najbardziej naturalny. Dodatkowo fakt, że film nie trwa nawet 1,5 godziny powoduje, że wszystko toczy się bardzo szybko, jest proste i zrozumiałe, ale tylko do ostatniej sceny. Tą pozostawiam już Waszej ocenie.

„To, co we mnie najlepsze”
Rok produkcji: 2007
Reżyseria: Roser Aguilar
Scenariusz: Roser Aguilar i Oriol Capel
Zdjęcia: Isaac Vila
Muzyka: Jens Neumaier
Występują: Marian Álvarez, Juan Sanz, Lluís Homar, Alberto Jiménez, Marieta Orozco, Carmen Machi, Pablo Derqui, Maife Gil, Pep Cortés, Enric Ases, Nausica Bonin.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.