Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

447 miejsce

A co będzie kiedy nadleci północnokoreańska rakieta?

Pjongjang przeprowadził kolejną próbę rakietową, zaledwie tydzień po ostatniej. I zaledwie kilka dni temu północnokoreańskie władze wyraziły chęć przystąpienia do rozmów ze Stanami Zjednoczonymi. Co jeszcze może się wydarzyć?

Mat. il. https://sfaroundtheworld.wordpress.com/2014/10/20/issue-3-from-the-academy-arabic-and-north-korean-science-fiction-and-a-halloween-bonus-october-2014/ / Fot. SF Around the WorldIle czasu pozostawi ludzkości Kim Dzong Un od momentu rozpętania nuklearnego szaleństwa? A może pytanie równie dobrze należy kierować pod adresem Donalda Trumpa? Nie można łudzić się, że północnokoreańskie poczynania militarne mogą znaleźć rozwiązanie w granicach własnego państwa. I nie jest to zarzewie konfliktu dotyczącego jedynie Stanów Zjednoczonych jako zainteresowanych w utrzymaniu roli strażnika światowego pokoju.

Eksperci szacują, że ludzie w Nowym Jorku i Waszyngtonie nie mogą liczyć na więcej niż 40 minut, aby przygotować się przed pierwszym trafieniem północnokoreańskiej rakiety. Prezydent USA miałby co najwyżej 10 minut na podjęcie decyzji o rozpoczęciu ataku odwetowego. W przypadku nadchodzącego pocisku Donald Trump będzie miał bardzo mało czasu, aby zastanowić się nad tym, co może zrobić. Zaś gotowe scenariusze rozwoju wypadków mogą okazać się mało adekwatne do rzeczywistości. Mniej więcej tak widzi rozwój wydarzeń David Wright z UCS Global Security Program.

Gdyby jednak Trump musiał podjąć decyzję o wymianie ciosów, może w ciągu pięciu minut odpalić z platformy lądowej międzykontynentalny pocisk balistyczny (ICBM), a wystrzelenie pocisku (SLBM) z okrętu podwodnego zajmie 15 minut. Tych rakiet już nie można zawrócić.

Zdaniem ekspertów, Korea Północna wciąż nie ma możliwości wystrzelenia pocisku, który mógłby dotrzeć do Stanów Zjednoczonych, jednakże Pjongjang utrzymuje, że taką zdolność osiągnięto. Pomijając wartość propagandowych pomruków, należy zwrócić uwagę, że teoretyczny zasięg rakiet Kim Dzong Una sięga Alaski, dotyka Australii, niszczy Indie i olbrzymią część kontynentu azjatyckiego. Przykładowo, w ubiegłym tygodniu miała miejsce kolejna próba rakietowa, wystrzelony Hwasong-12 to broń mogąca dotrzeć do celu odległego o 4,5 tysiąca kilometrów. Pjongjang zaznaczył w publicznym komunikacie z właściwą sobie euforią, że pocisk jest "zdolny do przenoszenia dużych głowic nuklearnych". To wszystko oznacza, że choćby amerykańskie bazy na wyspie Guam są osiągalnym celem dla Korei Północnej. Wystarczy aby wywołać coś więcej niż lokalne zamieszanie.

Przewidywania co do następstw po bezpośrednim ataku Korei Północnej na USA, według innego z ekspertów, specjalisty od rakiet, Markusa Schillera z niemieckiego ST Analytics, nieco różnią się w szczegółach od szacunków Wrighta. Wrogi pocisk dotarłby w ciągu 30 minut do Seattle i Los Angeles, a San Francisco w 33 do 34 minut. Na osiągnięcie dystansu niespełna 11,000 kilometrów do Nowego Jorku i Waszyngtonu, północnokoreańska rakieta potrzebowałaby 30 minut. Według Davida Wrighta byłoby to 38-39 minut.

Zasięg pocisków balistycznych Korei Północnej. https://dnewshq.com/2017/03/07/north-korean-missiles-assassination-attempts-vx-regional-instability-worried-yet/ / Fot. D.NewsCzas potrzebny na znalezienie schronienia w Tokio to 10-11 minut, zanim pocisk dotrze do stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni. Zaś sąsiedzi z Korei Południowej mogą nie mieć nawet minuty. Panowie Schiller i Wright oszacowali, że ludziom w Seulu i innych południowokoreańskich miastach, pozostanie od zera do maksymalnie sześciu minut od momentu wystrzelenia pocisku w ich kierunku. Niemniej eksperci twierdzą, że obecnie Pjongjang nie jest jeszcze zdolny zetrzeć Seulu w proch za pierwszym uderzeniem, ale może spowodować znaczne szkody w mieście. Przy czym jakiekolwiek kalkulacje pomijają wartości niewymierne jak uczucia i emocje. Cytowany przez "Korea Times" fizyk jądrowy, Siegfried Hecker powiedział: "Nie ma takiej kwestii jak ograniczona wojna nuklearna. Eksplozja jakiejkolwiek głowicy jądrowej na Półwyspie Koreańskim byłaby katastrofą na nieopisaną skalę."

Jednakże prawdopodobne jest, że Kim Dzong Un zechciałby zaatakować port w Busan, przy użyciu głowic z bronią chemiczną lub biologiczną. Potencjalny cel jest największym miastem portowym Korei Południowej, chętnie używany przez US Navy.

Północnokoreańskie władze za nic mają międzynarodowe sankcje i kontynuują program jądrowy oraz próby z pociskami balistycznymi. Trzech ostatnich prezydentów Stanów Zjednoczonych nie znalazło rozwiązania dla tego problemu, przez wielu uważanego za najpoważniejszy w XXI wieku. Negocjacje podjęte przez Billa Clintona okazały się bezowocne. Jego następca, George Bush podobnie starał się dojść do porozumienia, a nawet groził, również nadaremno. Barack Obama wykazywał większą powściągliwość jakby wychodząc z założenia, że rzecz ulegnie samorozwiązaniu. Dopiero Donald Trump wydaje się być o wiele bardziej stanowczy i zdeterminowany w osiągnięciu zamierzenia. Obecny prezydent USA jest człowiekiem, który nie nawykł dwa razy zwracać się z podobną kwestią.

Być może, że coś się ruszy. Zaledwie kilka dni temu Trump powiedział, że "poważny, poważny konflikt" z Koreą Północną jest możliwy, ale on chce rozwiązać kryzys w sposób dyplomatyczny. Władze w Pjongjang wyraziły zainteresowanie rozmowami, choć na pewnych warunkach. I podobnie na określonych warunkach Donald Trump jest skłonny spotkać się z Kim Dzong Unem.

Wstępnie delegacja dyplomatów Korei Północnej spotkała się z amerykańskimi ekspertami w Oslo. Przede wszystkim oczekują od Stanów Zjednoczonych, aby spuszczono z tonu i zaprzestano uprawiania wrogiej polityki względem narodu Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

Póki co, Pjongjang przeprowadził kolejną próbę rakietową. W dniu 21 maja media donoszą o wystrzeleniu pocisku balistycznego średniego zasięgu z terytorium Korei Północnej. Rakieta spadła do Morza Japońskiego po pokonaniu dystansu około 500 kilometrów. To już 10. próba rakietowa Kim Dzong Una w tym roku. Rząd w Tokio wystosował protest wobec północnokoreańskiej prowokacji.

Aktualnie prezydent Donald Trump wraz z małżonką przebywa w Arabii Saudyjskiej. Jeszcze nie wiadomo jak zniósł próbę cierpliwości.

Wybrane odległości pomiędzy miejscem startu pocisku rakietowego z Pjongjang, a resztą świata (z niezamierzonym przybliżeniem):

US Naval Base na Guam: 3,400 km
Hawaje: 7,670 km
Londyn: 8,660 km
Los Angeles: 9,550 km
Moskwa: 6,420 km
Nowy Jork: 10,935 km
Rijad: 7,415 km
San Francisco: 9,000 km
Warszawa: 7,555 km
Waszyngton, DC: 11,000 km


źródła: Independent
NY Post

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Z traktatu:

Specifically, Article 2 of the treaty declares the two nations guarantee to adopt immediately all necessary measures to oppose any country or coalition of countries that might attack either nation.[

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardziej USA niż ZSRR. USA do dzisiaj nie uznały traktatu pokojowego na półwyspie, w związku z tym dla nich Korea Płn - formalnie nie istnieje.

Chodzi mi o to, żeby spróbować spojrzeć szerzej, ponieważ tylko takie spojrzenie może dać cień szansy na zrozumienie gry. Cień szansy.
Z całą pewnością rozumienia tego nie dają "zachodnie" media.

Wezmy ten traktat. Kto w "zachodnim świecie" w ogóle o nim słyszał ? Kto?
Promil promila?

https://en.wikipedia.org/wiki/Sino-North_Korean_Mutual_Aid_and_Cooperation_Friendship_Treaty

A przecież jest to chyba ważny, geopolityczny dokument i chyba wystarczający powód do tego, aby ludzie na "zachodzie" byli poinformowani o tego typu wydarzeniach..?
Tymczasem Korea jest przedstawiana jako państwo zupełnie geopolitycznie odizolowane.
Tak nie jest. To jest propaganda.
Zresztą USA gdyby mogły i chciały, rozprawiłyby się z nią już dawno. Na pewno nie mogą, ot tak, a i niekoniecznie chcą. Choć to się mogło dekadami zmieniać.

Korea na geopolitycznych szachach od dawna jest "zagospodarowana". Co nie oznacza, że gra nie może się wymknąć spod kontroli.

Na mój chłopski rozum Chiny graja tu swoją grę albo wspólnie z Koreą, albo samopas, starając się Koreą sterować. Ale to tylko gdybanie. Być może to Korea testuje "chińską smycz", bo tego też możemy być najzupełniej pewni, że Korea, kogo, jak kogo, ale z Chinami musi się liczyć w stopniu nieporównywalnie większym, niż z USA..
A i Rosja być może prowadzi tu jakąś swoją grę...

Dlatego myślę, że grożenie palcem przez USA jest raczej skierowane w stronę Chin, bo to one mają klucz w ręku. Konflikt USA - Chiny nie jest w swojej minimalnej fazie, więc Korea może być tutaj przysłowiowym pionkiem w grze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świat pełen jest lokalnych konfliktów, ale nieliczni w nich uczestniczący posiadają arsenał atomowy. I mało komu przychodzi do głowy pomysł realnego wykorzystania tych zasobów. Oczywiście można gdybać jak wyglądałby zatarg pomiędzy Rosją a Ukrainą, jeżeli ta druga zachowałaby jądrowy spadek po ZSRR. Nawet Izrael i Pakistan nie są skłonne rozstrzygać jakichkolwiek nieporozumień używając bomby atomowej, aczkolwiek czasami życzą tam sobie pełnych koszy. Wciąż przeważa zdroworozsądkowa obawa, że użycie byle jednego niewielkiego ładunku może stać się katalizatorem globalnej zagłady. A świat jest bliższy swojego końca według atomowego scenariusza bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

"Jakie poczynania militarne? Czy Korea do tej pory zaatakowała kogokolwiek?" - wystarczy odpowiedzieć na pierwsze z pytań. Każda kolejna próba z pociskami balistycznymi i kontynuacja programu jądrowego to występowanie przeciwko całej masie ogólnoświatowych głosów sprzeciwu, międzynarodowym sankcjom i rezolucjom ONZ. Wszystkie te działania spowite w propagandową otoczkę można odczytywać tylko jako realizację zamiaru. To wystarcza aby uznać zagrożenie atakiem za realne. To coś więcej niż hałasujący sąsiad lub palenie gumy na peryferiach.

"Nie wiem czy wiesz, że Korea Północna ma podpisany pakt z Chinami o wzajemnej pomocy militarnej w razie agresji na którykolwiek z krajów" - nie przeszkodziło to Chińczykom w wystosowaniu żądania do rządu w Pjongjang, by zaprzestano prób nuklearnych, o czym następnie lojalnie poinformowali Amerykanów. A po tym jak w ubiegłym tygodniu Stany Zjednoczone i Chiny podpisały porozumienie handlowe, nic już nie będzie jak dawniej. Nieskrępowana wymiana mięcha - USA im wołowinę, a oni artykuły drobiarskie pod Gwiaździsty Sztandar - plus inne atrakcje, przekonają Chiny do reszty, że Korea Północna nie jest obecnie dobrym towarzystwem. Tam się raczej nie chodzi do Mc, nie ładuje jabłuszek, nie rozdają sobie nagród Akademii itp.

Cały ten cyrk zafundowały światu Stany Zjednoczone do spółki ze Związkiem Radzieckim. To za ich przyczyną doszło do podziału Korei w latach po II wojnie światowej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie można łudzić się, że północnokoreańskie poczynania militarne mogą znaleźć rozwiązanie w granicach własnego państwa.
---------------------------

Nie bardzo rozumiem to zdanie.
Jakie poczynania militarne?
Czy Korea do tej pory zaatakowała kogokolwiek?

Nie wiem czy wiesz, że Korea Północna ma podpisany pakt z Chinami o wzajemnej pomocy militarnej w razie agresji na którykolwiek z krajów.

Pakt paktem. My wiemy aż za dobrze, co znaczą takie pakty, ale liczy się też kontekst.
A ten jest jednak nieporównywalny.
USA igrałyby z ogniem.

Cały ten cyrk jest z pewnością bardzie przemyślany i bardziej wielowymiarowy, niż nam się wydaje. A już z pewnością bardziej, niż "naświetlają to nasze "press"-tytutki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.