Facebook Google+ Twitter

...a dziennikarzom będziemy zmieniać bateryjki

A co to będzie, kiedy dziennikarzy zastąpią roboty i nawet relacje z IV-ligowych rozgrywek będą raportowane online w nienagannej polszczyźnie przez bezduszne automaty? W USA automatyzacja dziennikarstwa staje się chlebem powszednim.

Pojęcie Artificial Intelligence sprawia, że wszelakie rojenia fantastów powracają co i rusz, roszcząc sobie prawo do uznania ich za fakt niemal dokonany. Sztuczna inteligencja zaznacza coraz częściej swoją obecność w mniejszym lub większym stopniu. Jak zauważa autorka artykułu w LTT, jeżeli Excel może odrabiać zadania matematyczne, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby inny program poradził sobie z redagowaniem newsów w mediach, a już na pewno wiadomości sportowych.

Od nowej linijki. http://ccit333.wikispaces.com/Artificial+Intelligence / Fot. wikispacesWłaśnie dziennikarskie rzemiosło, którego nie sposób wyobrazić sobie inaczej, aniżeli jako profesję polegającą na twórczych procesach myślowych człowieka, staje przed rozwiązaniem problemu swojej obecności w pracy, lęków o popełniane błędy i wymagań płacowych. Podczas spotkania Lou Ferrary, wiceprezesa i redaktora naczelnego w Associated Press z Robbie Allenem, CEO firmy Automated Insights, omawiano patent pod nazwą platformy Wordsmith. Nowinka przekuwa wielkie zasoby danych w raport narracyjny, oparty o wzorce, korelacje i kluczowe informacje w nich zawarte. Następnie dostarcza warstwy opisowej w prostej angielszczyźnie, łudząco podobnej do pracy człowieka. Zapewne nie jest to jeszcze basic English na miarę Hemingwaya, ale dzieje się... Innymi słowy, to aplikacja, którą wystarczy nakarmić masą danych i wyda owoc prozy. Tak w ogólności przedstawia się mózg dziennikarza bez obciążenia przyczynowością, logiką czy grzechem roztargnienia, o odpowiedzialności nie wspominając.

W Europie niewiele mówi się o robotach-dziennikarzach. Mimo wszystko istnieją obawy przed bezdusznie wygenerowanym tekstem i faktem, że automatycznego autora nie sposób o nic zapytać, ani pozwać do sądu, czy cokolwiek jeszcze czytelnikowi przyjdzie do głowy. A przecież już ponad pół roku temu, AP wdrożyła nowe narzędzie na potrzeby redagowania raportów z kwartalnych zysków, generowanych przez spółki publiczne. Tytułem przykładu, w Stanach Zjednoczonych istnieje około 4000 takich spółek i taką liczbę raportów należy przeczesywać co trzy miesiące. To zajęcie sprowadzające się do nudziarstwa schematycznego postępowania. W zasadzie dziennikarze jedynie wybierają właściwe wartości liczbowe z informacji prasowej, włączają je do szkicu, dopisują nagłówek i publikują. Ponadto tego rodzaju prace z dziedziny finansów, giełdy i bankowości wymagają szybkiego tempa, ponieważ podmioty gospodarcze zmieniają swoje oblicze w mgnieniu oka przy podejmowaniu decyzji, czy coś kupić lub sprzedać. No i dokładność, to też jest kluczowe w tym fachu.

Jak się okazuje, z tych przykładowych 4000 tysięcy raportów, staff AP zajmował się tylko 300 z nich, co już budzi podejrzenia odnośnie jakichkolwiek statystyk i ich wiarygodności. Spora część danych pozostawała dużą ilością informacji o charakterze niewiadomej, albo najzwyczajniej ignorowanej. Dla Ferrary było to dzwonkiem alarmowym, za czym naczelny uznał, że sytuacja dojrzała do wdrożenia wynalazku ​​automatyzacji dziennikarstwa.

Termin "automatyzacji" stał się wyraźnie odczuwalny jako element niepokoju, już nie tylko wśród prawników czy taksówkarzy. Również dziennikarze obawiają się, że "automatyzacja" przyczyni się do redukcji zatrudnienia w ich zawodzie. "Automatyzacja" stała się jednym z tych słów, które przyprawiają o niemiłe wrażenie palca naciskającego na spust. Ferrara twierdzi, że pozbawianie ludzi ich pracy nigdy nie było jego celem, aczkolwiek wskazał, że takie procesy już zachodzą, a to wywołuje ironiczne uśmiechy podobnego zrozumienia. Dla niego celem automatyzacji było dać więcej czasu wolnego personelowi i umiejętnie pokierować ludzkimi umiejętnościami.

Wynalazek Wordsmith pomógł Associated Press przejść ze sporządzanych 300 kwartalnych raportów o dochodach do 3000 na kwartał, co pozwoliło na wykorzystanie umiejętności pracowników do prac nad analizami. Tak więc, wykorzystanie maszyny w dziennikarstwie przez AP, jest lekcją mającą zaświadczać o sojuszniku w automacie, bardziej aniżeli o zagrożeniu. Może to wyeliminować wiele z zadań i czynności repetytywnych, odznaczających się monotonią i depresywnością, aczkolwiek nigdy (chyba?) nie zastąpi autentyzmu przeżywanych emocji i subiektywizacji jednostkowego doświadczenia.

Spośród wszystkich rozwijanych technologii Natural Language Generation (NLG) jak Quill czy Yseop, właśnie Wordsmith zdaje się zyskiwać tytuł władcy contentu. Już dzisiaj wiadomo, że w przyszłym roku w Stanach Zjednoczonych znacznie wzrośnie procentowy udział materiałów medialnych generowanych przy pomocy platform automatycznie edytujących tekst. Dla biznesmenów zarabiających na mediach, wizja armii robotów produkujących materiały prasowe tanio, szybko i przez 24 godziny na dobę, to bardzo atrakcyjna propozycja.

Według managera piaru AI, Jamesa Koteckiego, platforma Wordsmith generuje już miliony artykułów tygodniowo. Nie tylko AP zdecydowała się na taki krok, ale również Allstate, Comcast i Yahoo, których fantastyczne raporty futbolowe są całkowicie "automated". Kotecki szacuje, że system może wyprodukować nawet 2 tysiące artykułów na sekundę. Pomyśleć, co to będzie kiedy dziennikarskie roboty opanują z wolna polskie media. Czy afery podsłuchowe staną się bardziej jałowe, czy może systemy częściej będą padać po atakach hakerów? Kto będzie unikał kontaktu z czytelnikami w zastępstwie niepotrzebnych Gdaków, Latkowskich (no, może to nie jest najlepszy przykład), Lisów, Michników, Olejników i innych redaktorów, których wczorajszy format zastąpi kilkanaście kilobajtów cyfrowej sygnatury i formułki zwrotne w rodzaju: "I am busy (To The End Of World)". No i nie zapominajmy o widmie masowych zwolnień.

Czy roboty marzą, aby mieć świat u stóp? http://fabiusmaximus.com/2013/03/20/artifical-intelligence-bloggers-49593/ / Fot. fabiusmaximus.comO tym, że niniejszy artykuł nie rozprawia o nieodległej przyszłości i formach eksperymentalnych możecie się przekonać wklejając w wyszukiwarkę linijkę: This story was generated by Automated Insights. Sporo tego, prawda? Coś w rodzaju nieskończonych zbiorów przeliczalnych lub nigdy niekończącego się fraktalizowania warunków początkowych. No to do zobaczenia.


źródła: LTT
automated insights

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Marku, mówiąc o normach cholesterolu od 1982 roku, masz na myśli polskie normy?
Znam "światową" historię problemu, ale konkretne daty mnie interesowały mniej, niż następstwa zdarzeń. Spór Keysa z Yudkinem, senacka komisja w USA i oficjalne zalecenia, w największym skrócie rzecz ujmując. Zaczęło się w latach 50tych, zakończyło się konkretnymi wytycznymi później, bodajże w latach 86-88...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Punkty nieciągłości funkcji widac jak na dłoni, czego nie mozna powiedzieć o spreparowanych wynikach badań obserwacyjnych.
Jeśli mamy zalezność y od x i z obserarwacji widać rozkład w zasadzie dowolny wzdłuż osi x i y, to odpowiednio preparując dane można uzyskac dowolne funkcje: / lub \, lub wyższego rzędu. Abu to odkryć, trzeba mieć dostęp do ukrytych wyników lub zrobić po prostu konkurencyjne badania.

Ai tak będzie chodzić tylko o korelację, która może, ale nie musi być i w większości przypadków nie jest bezpośrednim związkiem przyczynowo-skutkowym.
Wskazuje na objawy, które bez wątpienia mają przyczynę, w tych większościowych przypadkach - inną przyczynę, niż się im przypisuje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To chyba niezupełnie tak, że ignotum per ignotum, ale z pewnością bliższe intuicyjnym wyobrażeniom o tabelkach funkcji, które pamięta się ze szkoły, aż do zapytań społecznikowskich o możliwe wystąpienie efektu Gibbsa dla falansteru Fouriera ;)

Równie dobrze można przyrównać takie niewiadome do kwartalnego raportu poczty w Wielkim Bracie Mniejszym, gdzie pomijają beztrosko ileś procent zwykłych listów, jeżeli znaczki nie są kupowane na miejscu. Ot, od wrzucenia listu do skrzynki, aż do czasu przyjazdu furgonu odbierającego pocztę, nikt już nie przelicza nadań, ponieważ nie oddaje się ich do okienka. Ostatecznie wiadomo tylko, że w Wielkim Bracie Mniejszym stopa życiowa musi być wysoka, albo ludzie bardziej oczytani, ponieważ ogół przesyłek stanowią listy droższe, priorytetowe, polecone i inne. A mało takich miejsc jest...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam - miało być. Chodziło mi o moje własne doświadczenie.
Które jest faktem, i którego ignorować, wypierać albo wpasowywać w jakieś ramy w imię czegokolwiek - nie zamierzam ;)

Aczkolwiek korzystnego efektu w wyniku wszechogarniającego szczęścia z okazji zmieszczenia się w tabelce - nie wykluczam ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i przede wszystkim ma własne, N=1, doświadczenie ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

W ogóle na jakiej podstawie są jakiekolwiek "zakresy referencyjne" w wynikach badań ?
Choćby te najbardziej "twarde" ? Dlaczego pH krwi ma 7,35-7,45, a nie 7,36-7,44 ?
Powstają one w wyniku obserwacji wyników populacji. Skrajne wyniki się po prostu ignoruje ;)

Domniemanie celowości manipulacji, jest według mnie - celowe ;)
W końcu odbieranie komuś inteligencji nie jest racjonalne, przynajmniej nie na tyle, aby stawiać ten powód na pierwszym miejscu ;)
Choć już wszechobecne uprzedzenie, głęboko tkwiące w naturze człowieka - jak najbardziej.

Normy cholesterolu... to temat - ocean, wdzięczny zresztą i niezmiernie mnie interesujący. Mam sporo badań przeanalizowanych, książek przeczytanych, ba, nawet własnych przemyśleń w temacie ;)

A propos, prawdziwe kompendium wiedzy w temacie przynosi o dziwo wydana w Polsce książka ( choć w tak zwanym głównym nurcie jej polecania nie uświadczysz) nestora badań nad badaniami w tym temacie ;). Czyli Uffe Ravnskowa, na którego powołują się, bezpośrednio lub pośrednio, niemal wszystkie artykuły i książki w temacie: "Cholesterol. Naukowe kłamstwo." Rzecz absolutnie obowiązkowa, bowiem beznamiętnie, naukowo punktująca kłamstwo właśnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artur, poszedłbym dalej... Jeszcze gorzej jest, gdy dane dezawuuje się w sposób celowy, "ekspercki" naukowym językiem i podpisują się pod tym autorytety naukowe. Przykładów jest całe mrowie. Chociażby pierwszy z brzegu - na jakiej podstawie funkcjonuje norma cholesterolu u człowieka od 1984 roku?

Komentarz został ukrytyrozwiń

I jeszcze jedno. Taka akcja zrodzi zapewne kontrakcję. Czyli roboty konkurencji, które sprawniej wychwycą manipulację.
No chyba, że w istocie żadnej konkurencji nie ma... wtedy jest - problem ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Spora część danych pozostawała dużą ilością informacji o charakterze niewiadomej.../


Ciekawe. Może jakis przykład "danej" o "charakterze niewiadomej" ? ;)


Są po prostu dane, które do postawienia tezy nie upoważniają. A jednak tezy się stawia, w czyimś interesie, danymi manipuluje tak, aby stworzyć pozory roboty zgodnej z metodologią.
I odwrotnie, dane wystarczające do postawienia tezy i jej udowodnienia, dezawuuje się pseudonaukowym bełkotem.

Od strony czytelnika nie widzę problemu.
Potrzebna jest po prostu wciąż ta sama uważność przy lekturze.
Albo nie wymagana. Przez innych i przez samego siebie. Wówczas nie widzę ratunku ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.