Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35669 miejsce

"A Love Of The Sea" - jazzujący i liryczny rock progresywny

Kiedy włączamy tę płytę, to jakbyśmy wchodzili do szerokiej rzeki melancholii i pięknych melodii. Włóż tę płytę do odtwarzacza i daj odpocząć pilotowi.

Okładka płyty "A Love Of The Sea" Let Me Introduce You ToThe End. / Fot. Ryan SocashNa pewno znasz to uczucie, kiedy kupujesz płytę, która została wydana kilka lat wcześniej, wkładasz ją do odtwarzacza, zaczynasz ją kochać i myślisz sobie "Kurde Felek, że też dopiero teraz kupiłem ten krążek!". U mnie było podobnie z albumem "A Love Of The Sea" zespołu Let Me Introduce You To The End. Nabyłem go niedawno, chociaż ukazał się prawie dwa lata temu. I teraz bardzo żałuję, że przez ten czas nie mogłem raczyć się tą muzyką.

Let Me Introduce To The End to projekt, którego pomysłodawcą jest Amerykanin Ryan Socash, tekściarz, wokalista, gitarzysta i fotograf w jednym. Kilka lat temu emigrował z Chicago do Krakowa w poszukiwaniu dobrej atmosfery do tworzenia muzyki. Oprócz niego w skład zespołu wchodzą klawiszowiec, bębniarz, basista, gitarzysta i skrzypek.

Jeśli miałbym jakoś opisać obrazowo muzykę z płyty "A Love Of The Sea", to powiedziałbym, że to rock progresywny z tendencją do liryzowania i jazzowania. Na pewno jest tu coś z ducha Porcupine Tree (tytułowy, otwierający wydawnictwo utwór "A Love Of The Sea", czy "Times Of Growing Grimmer"), czy nawet Myslovitz ("Sitting Alone" mógłby śmiało zaśpiewać Artur Rojek na płycie "Korova Milky Bar").

Jednak kilka rzeczy sprawia, że Let Me Introduce You To The End można uznać za twór oryginalny. Są to przede wszystkim "smutny" głos Ryana Socascha, załamujący się w odpowiednich momentach, tym samym potęgujący wrażenie. Ale też okraszone instrumentami klawiszowymi i zahaczające o jazz kompozycje, jak "As You Sink", czy niesamowity, porywający, oparty na powtarzającym się prostym akordzie "Between The Sky And The See", godny Esbjörn Svensson Trio, zdecydowanie najlepszy na płycie. Ale dźwięków z całej płyty LME nie można opisać - ich trzeba po prostu posłuchać.

Co jeszcze warto podkreślić to fakt, że ta muzyka nie narzuca się, nie spieszy się i żyje jakby własnym życiem, a my, kiedy włączamy ten album, to jakbyśmy wchodzili do szerokiej rzeki melancholii i pięknych melodii. Włóż tę płytę do odtwarzacza i daj odpocząć pilotowi.

Muzykę Let Me Introduce You To The End można znaleźć na profilu MySpace zespołu: http://www.myspace.com/letmeintroduceyoutotheend, a wszystkie informacje na letmeend.com. Warto też dodać, że zespół jest właśnie w trasie koncertowej po Polsce. Wystąpią m.in. w Warszawie, Krakowie, Przemyślu i Lublinie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

No wiesz.. świat przygotował dla nas bardzo obfitą ofertę muzyczną, nie sposób znać wszystkiego. Szkoda tylko, że trzeba przedzierać się przez ten gąszcz dźwięków i oddzielać dobre od tych złych, traci się tylko niepotrzebnie czas. Tylko, które są dobre, a które złe? Myślę, że dobre to takie, które są w pewnym sensie ponadczasowe.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.